Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

„Barmankę zatrudnię od zaraz”. Zadzwoniłam pod wskazany numer.Nie, nie, na pewno się nie przesłyszałam : centrum miasta, dogodne warunki, sympatyczny właściciel i praca od ręki. Nareszcie jakaś poważna oferta. Mój kryzys w końcu zażegnany.

Ten dzień zapowiadał się słonecznie, co kontrastowało ze styczniowym mrozem. Jednak nawet przenikające zimno nie było w stanie odciągnąć mnie od wizji pracowania w modnym lokalu, na korzystnych warunkach i z kompetentnym szefem. Trzymając w dłoni kartkę papieru przemierzyłam kilka razy centrum nim trafiłam na moją ulicę. Zgodnie z ogłoszeniem znajdowała się w bramie. Po przebyciu wielkiej ciemnej groty w końcu dotarłam do obdartych drzwi. W powietrzu unosił się zapach uryny z nutką tytoniu. Westchnęłam z zachwytem. Ach to tu będę pracować, pomyślałam przelotnie zerkając na adres zapisany na samoprzylepnej karteczce.

 

Ostrożnie przekroczyłam próg, wchodząc do środka. Jak na ósmą rano panował spory tłok. Rachityczny mężczyzna podszedł gdy zasiadłam przy barze.

- Może browara słonko? – spytał nachalnie
– Nie dziękuję! – wylałam mu zimny kubeł wody na głowę i chyba wytrzeźwiał na chwilę, bo przyjrzał mi się dokładnie
– A to pani nie była czasem umówiona? – spytał już bardziej poważnym tonem.
– Zaraz zawołam szefa – dodał w odpowiedzi na moje myśli.
– Bardzo nam miło. Nazywam się Piotr. – Wielkich gabarytów mężczyzna o wyłupiastym spojrzeniu oprowadził mnie po niewielkiej przestrzeni.
– A tu mamy biuro – wskazał palcem na mini pokoik. Przy drugim stoliku siedział wspólnik, gdy w końcu spostrzegł moją obecność przeciągnął się leniwie i wczorajszym oddechem powitał mnie z daleka.
– Zatem chce pani u nas pracować? – spytał z poważną miną.

Pewnie każda inna osoba wycofała by się na moim miejscu, ale po pół roku szukania pracy zdaje się, że nie miałam wyboru. Ach, od czegoś trzeba zacząć, pomyślałam sobie. Popracujesz tu miesiąc, a później coś sobie znajdziesz. Dasz radę, dopingowałam się w duchu.
– Tak, chciałabym spróbować – odpowiedziałam pewna, że właśnie zakończyła się wędrówka bezrobotnej.
– Świetnie – dodał szelmowsko – ma pani CV?
Podałam mu ozdobny papier.
– Pracowała pani już wcześniej w pubie?
– Tak, raz przez pół roku.
– No więc tak wygląda u nas praca – zaczął
– Po 1. Pracujemy po 16 godzin, po dwa dni, dwa dni wolne.
Zmiękły mi kolana, ale nie poddawałam się do końca, dasz radę, dasz radę oszukiwałam podświadomość.
– Po 2. Czasem zostajemy dłużej, w weekendy mamy szczególny ruch, a otwieramy o 8.
Bar o 8?? ugryzłam się w język.
– Stawka 4, 50 na godzinę.
Przybrałam poker face.
– Ale napiwki pani.
A więc są jakieś plusy.
– Więc od kiedy mogę zacząć? – spytałam próbując wykrzesać resztki entuzjazmu.
– Proszę zostawić kontakt i swoje CV. – spojrzałam na niego nieufnie.
– Za tydzień dokonamy selekcji i wybierzemy najlepszą kandydatkę, gdyby coś się nie powiodło jeszcze raz rozpoczniemy rekrutację.
Teraz to ja czułam jak zimna woda spływa po moim ciele.
– A dużo tych CV macie? – spytałam sarkastycznie mając wizję filmowej „Karczmy pod zatrutym jabłkiem”.
– Nie, nie dużo – odparł naturalnym tonem, wskazując na ośmio centymetrowy stosik karteczek.

 

Po wyjściu z pub-u z posępną miną przemierzałam ulicę. Do tramwaju zostało dwadzieścia minut, usiadłam na murku pocierając z zimna ręce. Po chwili jakiś uroczy żebrak przysiadł się równolegle.

- To mój rejon złotko – spojrzał na mnie dominującym spojrzeniem. Po wejściu do domu nim zdążyłam utopić się w rozpaczy rozległ się dzwięk telefonu.
A jednak, jednak jest nadzieja! zalała mnie fala entuzjazmu.
– I co słonko udało się? – usłyszałam ciepły głos mamy

- Znowu? – spytała bez zaskoczenia w głosie

- Ty to chyba naprawdę pracować nie chcesz…

 

Chyba nie…

 

A.B

 

Foto: sxc.hu

 

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.