Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Tym razem nie będzie o dzieciach bez opieki, złym wpływie środowiska czy subkulturach. Chodzi tu raczej o uczestników ruchu drogowego. Kierowca kontra pieszy – tu zdaje się powstawać rywalizacja na naszych drogach. Człowiek niezmotoryzowany idzie sobie spokojnie ulicą. Nie dość, że moknie na deszczu, to jeszcze zostanie ochlapany z jezdni. Przydałby się parasol boczny. Natomiast kierowca nie może sobie spokojnie jechać, bo ciągle jakieś przejścia dla pieszych, jakieś ograniczenia lub – nie daj Boże – światła. Ciężkie życie…

 

Zaobserwować można mnóstwo mniej lub bardziej zabawnych sytuacji związanych z kierowcami i pieszymi. Niejeden raz naszła kogoś ochota, by kopnąć samochód zajeżdżający nam drogę lub czymś za nim cisnąć. To drugie bywa nawet realizowane, szczególnie w porze zimowej. Wtedy śnieżek mamy pod dostatkiem, a warunkiem zemsty jest tylko refleks ciskającego.

 

Nawet kierowcy środków komunikacji miejskiej nie zawsze dobrze traktują pieszych, a przecież to ich pasażerowie. Pasażerowie = zarobek. Mimo to zdarza się np. zamykać im drzwi przed samym nosem lub bezceremonialnie traktować fontanną wody spod kół. Im większe gabaryty tym większe wrażenia – taki śródmiejski aquapark.

 

Czy w takim razie to kierowcy nienawidzą pieszych, czy piesi kierowców? A może to uczucie obustronne? Chociaż chyba nie jednakowo intensywne. Jeśli komuś zdarzy się zaparkować w jakimś przejściu, na uczęszczanym chodniku czy podjeździe, gdzie nie powinien był tego robić, mijający go przechodnie sporo się nawyklinają. Niektórzy nawet pokuszą się o przerysowanie karoserii czy przedziurawienie opon – zależnie od stopnia irytacji. Natomiast kierowca nie jest w tym momencie kierującym pojazdem i mało go interesuje to, co zostawił na zewnątrz. A jeśli napotka zniszczenia będzie adresował swoje zdenerwowanie do grupy chuliganów, nie pieszych.

 

Dlatego też zainteresował mnie pewien postulat pana Korwina – Mikke, który tym razem ubiega się o fotel prezydenta Warszawy (nie na aukcji, w wyborach). ‘Koniec z nienawiścią do kierowców!’ Tyle, że (jak okazuje się po zgłębieniu tematu) chodzi o podejście władz stolicy. Kandydat zarzuca im ignorancję w działaniach ws. komunikacji. Można by się jednak zastanowić, ilu spośród rządzących należy do grupy przechodniów? Chyba niewielu… Więc czemu mieliby nienawidzić sami siebie?

 

Trudno określić, która ze wspomnianych grup jest większa. Z jednej strony mówi się, że dziś to już każdy ma samochód i stąd te kolosalne korki. Z drugiej natomiast widzimy wielu ludzi bardzo młodych lub znacznie starszych, którzy na pewno z takiego środka lokomocji nie korzystają (przynajmniej nie z pozycji kierującego). Aby określić przewagę trzeba by przeprowadzić badania. Tylko po co? Obowiązującego stanu rzeczy to nie zmieni. Nie poprawi humoru zirytowanemu przechodniowi czy zniecierpliwionemu kierowcy. Niech wszystko toczy się swoim torem, bylebyśmy się przy okazji nie pozabijali – przypadkiem czy ze złości.

 

Agnieszka Kandora

 

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.