Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Ponieważ, gdyż, aczkolwiek, jednakże…. Jak często słyszymy współcześnie takie słowa? Nie bez kozery pytam: słyszymy, bo język pisany o nich nie zapomniał. Niejeden pisarz i dziennikarz popisuje się literacką elokwencją w swych tekstach. Kiedy jednak podsłuchamy go w szarej codzienności odnajdujemy takie niespodzianki, jak sławny już filmik z udziałem Kamila Durczoka przy ‘upie***ym’ stole. Jeszcze około piętnastu lat temu nawet przekleństwa nie brzmiały tak okropnie jak dziś. Można było obrazić człowieka, zarzucając mu: „Masz nierówno pod sufitem”, „Jesteś niespełna rozumu” czy też grożąc „przekopaniem ogródka”. Teraz, nie tylko wśród młodzieży, nawzajem obdarzamy się dużo gorszymi epitetami, przy czym wcale nas to nie obrusza. Nierzadko po wiązance wymienionej w grupie znajomych wszyscy nagle wybuchają śmiechem. Przeraża mnie kierunek, w którym zmierza język potoczny – nie tylko w Polsce.

 

Jak wspomniałam na przykładzie pana Durczoka: nic już dziś nie jest brudne, a ‘up**ne’. Ludzie nie są stuknięciu czy szurnięci, a ‘po***ni’. Z kolei najczęściej używanym znakiem interpunkcyjnym nie jest już łagodna niczym muśnięcie wietrzyka ‘cholera’ czy ‘kurde’, a spowszedniała ‘k**wa’. I jestem pewna, że nie trzeba kasować gwiazdek, aby każdy wiedział jakich słów użyłam jako przykłady. Uszy bolą mnie niejednokrotnie, gdy przysłuchuję się rozmowom otaczających mnie ludzi. A więdną coraz bardziej, im młodszego osobnika akurat usłyszę. Bo nie jest niespodzianką, że zachowują się tak dzieci już od czasów szkoły podstawowej. Warto też wspomnieć o nagminnym przekształcaniu starych polskich słów (chociażby ‘poszedłem’ na ‘poszłem’; ‘chłopcy’ na ‘chłopacy’ itp.). Serce rośnie, gdy zauważam na społecznościowym portalu wypowiedź jednego z użytkowników (http://www.wykop.pl/ramka/277986/krotki-poradnik-poprawnej-polszczyzny ), która świadczy, że nie jestem osamotniona w swoich przemyśleniach. Pozwala to nie wierzyć czarnym wizjom internetu psującego obyczaje i kulturę.

 

Od zarania dziejów, prócz oficjalnych języków, istniały także wszelakie narzecza i odmiany w ich obrębie. W Polsce również mamy takie przypadki – choćby gwara śląska lub kaszubska. Dla wielu, którzy uważają, iż porozumiewają się jedynym słusznym językiem polskim, zasłyszenie kogoś, kto mówi gwarą staje się powodem do uśmiechu, a nierzadko żartów czy szykan. Tymczasem posługiwanie się gwarą nie umniejsza znaczenia języka. A w moim odczuciu jest wręcz przeciwnie – chociaż takie osoby nie mówią ‘słownikowo’ potrafią dużo lepiej zadbać o swój język, niż niejeden wykształcony Polak o prawidłową polszczyznę. Gwarę przekazuje się z pokolenia na pokolenie i w niektórych rodzinach jest ona po prostu nierozerwalnym elementem tradycji, kultury i normalnego życia.

 

Język polski zmienia się coraz szybciej i gwałtowniej. Obecnie dziennikarze piszący wszelkiej maści artykuły starają się je ubrać w jak najpiękniejsze słowa. Po napisaniu tekstu potrafią przeczytać go jeszcze kilkakrotnie, a redakcja podaje go wewnętrznemu sprawdzeniu. To powoduje rzadkie występowanie literówek, błędów stylistycznych czy ortograficznych. A jak sprawa wygląda w mediach nie-piśmiennych? Gdy dziennikarz prosi kogoś o wypowiedź, zaskoczony pytaniem (a nierzadko stremowany obecnością mikrofonu lub kamery) rozmówca jąka się i duka coś nieskładnie. Później odpowiedź jest oczywiście poddana obróbce, ale coraz częściej autorzy materiałów nie przejmują się wieloma sprawami związanymi z językiem. Emituje się wypowiedzi z przekleństwami, a po ich ‘wypikaniu’ okazuje się, że właśnie te słowa oddawały istotę rzeczy, a tak naprawdę rozmówca nie powiedział nic ważnego. Albo inaczej – promuje się postacie, które wykazują kompletną ignorancję językową. Slang dominujący w wypowiedziach tych kreowanych na idoli ludzi nieraz poraża już nie prostotą, co po prostu prostactwem. A skoro to właśnie media nie-piśmienne święcą teraz triumfy popularności, czyż trudno dziwić się istniejącym tendencjom rozwoju społeczeństwa? Trudno może i nie, ale nigdy nie przestanie mnie to szokować.

 

Nawet kamera nie budzi już takiego respektu. Dziś nie chcemy wypaść poprawnie, tylko kontrowersyjnie. Nie przejmujemy się, że powiedzieliśmy coś źle, albo nie przekazaliśmy czegoś wartościowego. Ważne, abyśmy zainteresowali publiczność, a jeśli uda się to z pomocą prostactwa, wulgarności i agresji – nieistotne. Udało się i tego się trzymamy. Potok słów wypływający z ust postaci medialnych radia i telewizji poraża chaotycznością. W dokładnym tego zwrotu znaczeniu: paplamy, co ślina na język przyniesie. Jeden przekrzykuje drugiego, by to on, a nie tamten mógł zaistnieć.

 

Przypomina mi się wiersz dzieciństwa: „Samochwała w kącie stała i wciąż tak opowiadała: Zdolna jestem niesłychanie (…) Jak coś powiem, to już powiem, Jak odpowiem, to roztropnie (…)”. Niesamowite, jak mało się zmieniło. Pełno wśród nas takich samochwał. A kiedy przychodzi do działania okazuje się, że to tylko rzeka słów. A jej nurt, spośród pustych, prymitywnych słów, od czasu do czasu tylko wyrzuci na wierzch jakiegoś aktywistę. Ale niech wybraniec nie cieszy się zbyt długo, bo nurt jest wartki i bez właściwej asekuracji prędko wpadnie ponownie w czeluść chaosu.

 

Agnieszka Kandora

 

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.