Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Kolacja, siadam na kanapie, talerz w lewej, w prawej pilot (…ręce oczywiście). Zobaczmy co w TV. Lecimy. Pstryk – transmisja mszy, nudy, dalej, pstryk „wenezuela” – o nie! Dalej, pstryk – wreszcie jakiś film, dobra może być, zostaje. Pilota rzucam na fotel, to znaczy taki był zamysł, nie planowałem awaryjnego lądowania na podłodze. Rypnął dość zdrowo, pogubił nawet baterie.

Luzik, poskładam go jak skończę jeść. Pierwszy kęs – akcja, jakiś pościg samochodowy, drugi kęs i łup …reklamy. Pierwsza reklama prawie jak program naukowy. Sukces, myślę sobie! Ewolucyjnie niektóre podpaski prześcignęły ptaki i mogą się pochwalić już czterema skrzydełkami (jakby dwa to za mało). Zaraz, zaraz, ale to służy do… ludzie, plizzz… nie przy kolacji. Staram się z wielkim trudem zmusić wyobraźnię do przyjęcia kierunku: jak skrzydełka to tylko w panierce. Nic z tego, przekaz jest zbyt silny i jedyne kulinarne skojarzenie na jakie mnie stać to… Krwawa Mary!!! Cholera, ale ja nie znam żadnej Mary, Mery czy jak jej tam. Nie ważne.

 

Podejmuję kolejne próby dokończenia posiłku. Niesmak pozostaje. Pojawia się kolejna reklama: karma dla psów. Zwierzaki ogólnie lubię, dlatego spokojnie oglądam harce czworonogów robiących wszystko, żeby zasłużyć na kawałek – zdaniem twórców reklamy – ich ulubionego dania. Swoją drogą, skąd autorzy reklamy mogą to wiedzieć?? Nie mam pojęcia, ale jest dobrze, dzięki futrzakom powoli zaciera się w mojej wyobraźni obraz „czterech zużytych skrzydełek”. Jednak po chwili czar pryska wraz z możliwością dokończenia posiłku. Zostałem właśnie poinformowany, że istnieją „twarde dowody” na to, że psy uwielbiają reklamowaną karmę. Rozumiem wiele, ale jaki kretyn wpadł na pomysł, żeby reklamować cokolwiek przedstawiając psie odchody leżące na świeżo skoszonym trawniku, tego nie pojmę!? 

 

Trzecia reklama: ktoś ma „dolegliwości żołądkowe” – dzięki tej reklamie wiem już co jest dla niego najlepsze! Czwarta reklama (można powiedzieć: opozycyjna do poprzedniej): zdobywam wiedzę na temat najlepszego środka na zaparcia. Sru… leci piąta reklama: wiem czym przykleić sobie sztuczną szczękę do dziąsła. No żesz motyla noga, dość! Odkładam talerz, zbieram baterie z podłogi, składam pilota tylko po to, żeby wyłączyć telewizor. Filmu nie zobaczę do końca, apetyt minął.

 

Dopiero po dłuższej chwili nieco się uspokajam. Zaczynam nawet zauważać dobre strony tej sytuacji: nie przejem się na kolację, śniadanie tym samym mam już przygotowane, oszczędzę środowisko i trochę grosza bo nie włączę już telewizora, może coś z nudów poczytam. Jednym słowem nie jest źle. W efekcie postanowiłem też tworzyć listę artykułów, których nigdy w życiu nie kupię. Pierwsze cztery pozycje już mam. Zapytacie, czemu nie pięć? Podpaski się nie liczą, no bo po co mi podpaski? Przecież nie jestem kobietą. Chociaż te nowe cztery skrzydełka są takie kuszące…

 

Radwoj

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.