Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Długo buntowałem się słysząc wyrażenie „polska firma” za granicami naszej Ojczyzny, będące synonimem totalnej prowizorki i absolutnego chaosu. Irytowało mnie głównie dlatego, że mieszkam w tym kraju od ponad 30 lat i zawsze uważałem, że żaden Niemiec czy Francuz „nie będzie pluł nam w twarz!”, zwłaszcza, że nie ma racji. Niestety, ma.Jeżdżę ze Śląska średnio raz w miesiącu do syna, który mieszka na Podkarpaciu ze swoją matką. Podróżuję tam i z powrotem, zawsze w weekendy, na różne sposoby – najczęściej koleją. Nie chcę tu pisać, że ten „strategiczny” wieloryb, jakim jest polska firma kolejowa, pozostał praktycznie nietknięty i jako jeden z ostatnich peerelowskich molochów kultywuje mit, że brudne dworce i pociągi nikomu nie przeszkadzają (a nawet jeśli, to co, hehe).

Nie będę się również pastwił nad punktualnością pociągów, bo poprawiło się ostatnio. Mówiąc dokładnie: jakość opóźnień przeszła w ilość: zamiast opóźnień 300 minutowych teraz mamy znacznie więcej takich po 10-15 minut. Da się żyć. Podobno w Niemczech jest gorzej. Zgodnie z polską mentalnością znowu powiem: hehe.

Zmartwiło mnie jednak zupełnie inne zjawisko. Jak już wspomniałem, jeżdżę na trasie o długości około 250 km, co według obecnych taryf daje kwotę mniej więcej 50 zł w jedną stronę.

Stówa dla gościa płacącego co miesiąc alimenty stanowi niepomijalną kwotę. Dlatego próbowałem się dowiedzieć w kasie, czy kupując bilet w dwie strony, zakładając, że wyjeżdżam w sobotę, wracam w niedzielę, mogę liczyć na jakąś zniżkę. Pani w okienku poinformowała mnie, że już nie ma żadnych zniżek. Pomyślałem sam o sobie: „trudno, płacz i płać, w końcu jedziesz do dziecka”.

Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy wracając, zagadnąłem inną panią w innej kasie, jaka jest szansa, że kiedyś wrócą jakieś zniżki na bilety i dowiedziałem się że cały czas dostępna jest promocja z „biletem podróżnika”, który kosztuje 65 zł i jest ważny przez cały weekend. Oczywiście kupiłem zwykły bilet powrotny, trochę zły na siebie, że pierwszej kasjerki nie wziąłem w krzyżowy ogień pytań o promocje.

A potem już jadąc do domu stukałem ten przydługi jak na komórkę bez klawiatury qwerty tekst i bardzo chciałem wierzyć, że to tylko „polska firma”, a nie świadoma taktyka dezinformacyjna tonącego wieloryba, który łatając dziury w budżecie, próbuje przetrwać jako ostatni monopol w morzu konkurencji.

Marjan

Foto: włodi

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.