Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Ten felieton to iście „Lekki poniedziałek”. Bo są w życiu takie chwile, gdy ręka sama rwie się do pióra, a raczej do klawiatury komputera, i gdy w atmosferze ulgi i radości trzeba uważać, aby nie napisać jakiejś powodowanej emocjami głupoty. Bo pewne jest to, iż aż 28 lat przyszło nam czekać na powtórzenie wyczynu ze słoweńskiej Lublany (wtedy jeszcze w składzie federacyjnej Jugosławii) 1982. Wówczas na najwyższym podium mistrzostw świata stanęli Stefan Leletko (52 kg) i Piotr Mandra (75); teraz z tureckiej Antalyi ze złotem wracają Adrian Zieliński (85) i Marcin Dołęga (105)! To gigantyczny sukces polskiej sztangi dający drugie miejsce w klasyfikacji medalowej championatu (na pierwszym Chiny z 2. złotymi i 3.srebrnymi krążkami) oraz doskonałe wypełnienie norm kwalifikacyjnych na igrzyska olimpijskie w Londynie 2012.

 

Byłem wtedy w Lublanie, także był wrzesień, pamiętam tamte szczęśliwe chwile w hali Olimpia. Pamiętam radosny powrót i to, że mistrzostwa świata obsługiwało wtedy bardzo liczne grono kolegów dziennikarzy. Na żywo szły transmisje radiowe i telewizyjne, a ciężary były dyscypliną obowiązkową w ówczesnym „kanonie medialnego przekazu”. I komu to przeszkadzało, dlaczego patrzenie Polaków na sport ukierunkowano w tak koślawy sposób?

 

Teraz, gdyby nie telewizyjny „Eurosport” mistrzostwa w Antalyi i to, co zrobili Adrian z Marcinem kołatałoby się gdzieś na peryferiach informacyjnych przekazów, chyba żeby gruchnęła jakaś koksownicza afera… I ja już nie wiem, co jeszcze lepszego muszą zrobić polscy sztangiści żeby być zauważonymi i przebić się przez futbolowy kram, Roberta Kubicę, którego wyniki obchodzą już chyba tylko ekipy Renaulta i Polsatu albo anty sportową szmirę z „Pudzianem” w ringu. Dlaczego największa gazeta codzienna w naszym kraju, czyli „GW” triumfowi Adriana Zielińskiego (to przecież najwspanialsza z niespodzianek tego roku!) poświęca dwa zdania w rubryce „Sport w skrócie”, a obok rozwodzi się o tym, czy w Formule 1 Niemiec „Sebastian Vettel w Singapurze odbuduje psychikę”? No cóż, być może to po prostu są takie kosmopolityczne dominanty, choć nie wiem dlaczego.

 

Dlatego przed władzami PZPC stoi trudne jak widać zadanie zdyskontowania sukcesów z Antalyi, walka o godne miejsca Dołęgi i Zielińskiego w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”.

 

Trzeba organizować – w ciągu roku, a nie tylko przed i po mistrzostwach – sesje z najlepszymi, warto zaprosić media na wypad do maleńkiej Mroczy, gdzie zdarzył się sportowy cud na czele z klanem Zielińskich, gdzie potrafiono ciężarami zainteresować całą społeczności – od burmistrza po proboszcza i gdzie dzisiaj w rynku będą wieczorem fetować złotego Adriana i trenera Chełmowskiego. Czapki z głów przed takimi ośrodkami i oby ich było jak najwięcej. Bo widać właśnie tam można wszystko (tak jak w Łukowie przygodę ze sztangą zaczynał Marcin Dołęga), tam są diamenty czekające na odkrycie i oszlifowanie.

 

Mam nadzieję, iż złote żniwo z Antalyi przełoży się także na finansową kondycję PZPC. Teraz związek ma w ręku mocne karty i wreszcie powinien znajdź sponsora strategicznego. W Corocznych negocjacjach z Ministerstwem Sportu może z czystym sumieniem walczyć o zwiększenie funduszy anno 2011. Dzięki Marcinowi i Adrianowi, dzięki dzielnej postawie Bartłomieja Bąka i Arsena Kasabijewa (choć jego wynik to dla mnie jednak zawód; tak samo jak występ Krzysztofa Szramiaka – bo mistrzowi i wicemistrzowi Europy trudno wybaczyć formę gorszą od tej z kwietnia w Mińsku) oddalił się chyba pomysł, aby – w polskim olimpijskim panelu – traktować sztangę jako dyscyplinę niszową. Bo w sportach indywidualnych PZPC wzorcowo wykonał zadanie.

 

Bo przypomnę, iż z mistrzostw świata mamy tylko złotą kolarkę górską Maję Włoszczowską, a „pijar” jaką wokół niej stworzono niech będzie przykładem dla zarządu PZPC, champion globu Tomasz Gollob to zupełnie inna parafia, są dwie bokserki z brązem MŚ na Barbadosie, są najlepsi na ME wioślarze z niepokonanej czwórki. A co więcej? Wczoraj zakończyły się MP w szermierce. Gospodarzem mistrzostw był Sosnowiec. Tak wspaniałej organizacji jeszcze w Polsce nie było a najbardziej cieszy fakt, że przed wejściem była ogromna kolejka kibiców. W tym tygodniu szermierze dostaną powołania na MŚ, które w październiku odbędą się w Paryżu.

 

Fantastyczna postawa naszych siatkarzy na MŚ. Katastrofa u bokserów – na MŚ w Moskwie 9 reprezentantów wygrało…. jedną walkę, liczną ekipę judoków na championacie globu w Tokio stać było na jedno 7.miejsce, trwa katastrofalny kryzys w zapasach obu stylów. To oczywiście bardzo smutne dla całego polskiego sportu, a Londyn już za niespełna dwa lata. Ale weekend był bardzo udany dla polskiego sportu. Więc cieszę się ze złota Dołęgi, który pokazał, po fatalnym rwaniu, iż jest prawdziwym wojownikiem; silnym psychiką i krzepą oraz doświadczeniem. Wierzyliśmy w niego i nie zawiódł – obronił tytuł, ma ich już w kolekcji trzy i Marcin dogania legendy naszej sztangi.

 

I wierzę, iż będzie też złoto w Londynie. 21-latek Zieliński startował jak stary wyga, pobił rekord Polski należący od 13 lat do Andrzeja Cofalika. To ogromny talent tak świetnie prowadzony ku Antalyi poprzez sukcesy na mistrzostwach Europy i świata juniorów. Więc brawa także dla trenerów Mirosława Chorosia i Krzysztofa Siemiona. Przez te 10 dni zmagań było na kogo i na co popatrzeć i tylko na występy naszych pań oglądaliśmy przez lekka kurtynę miłosierdzia, ale to temat na inne opowiadanie… Poza tym Marzena Karpińska o mały włos nie uszkodziła (wypuszczając sztangę przed pomost) sędziego głównego z Libanu, przy podejściu w podrzucie superciężkiego Egipcjanina spadły talerze z prawej strony gryfu, okazało się iż Chińczykami także można wygrywać, a prawdziwą esencją mistrzostw była finałowa waga +105 kg, czyli najsilniejszym człowiekiem świata jest znowu Irańczyk prowadzony przez legendarnego Hosni Reze Zadeha. To był naprawdę udany weekend.

 

Michał Żbikowski

 

Foto: PAP

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.