Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Połowa listopada. Włączam wieczorem telewizor. Reklama. Sympatyczny biały miś pije znajomy, brązowy napój gazowany. Och tak, to znak, że już coraz bliżej Święta. Myślę sobie przez chwilę, dlaczego biały miś nie reprezentuje tego hasła od września? Albo przynajmniej od połowy października? Może gdyby ludzie zaczęli intensywnie myśleć o Świętach Bożego Narodzenia już w połowie października, to znaleźliby czas, żeby przypomnieć sobie o ich prawdziwym sensie? Bo niestety na przeżywanie Świąt składają się tylko trzy etapy… Pierwszy etap – prezentowy (kupujemy prezenty), drugi etap – karpiowy (kupujemy karpie) i trzeci etap – obżarstwa (kupujemy krople żołądkowe). A gdzie etap duchowy? Kiedy najedzeni i zadowoleni z prezentów osadzimy swoje tyłki w fotelach, nie będzie już czasu na zastanawianie się skąd i po co te Święta. 26 grudnia szybko minie i będziemy pochłonięci przygotowaniami do Sylwestra.

 

Od długiego czasu coraz mniej ludzi pamięta, dlaczego powinno się świętować przez te kilka dni. Wygląda to tak, jakby Święta były jakimś wynalazkiem. Jakby ktoś kiedyś wpadł na pomysł, że przyda się trochę wolnego przed końcem roku, a jeszcze bardziej genialnie będzie, jeśli dołoży się do tego świecącą jodłę, leżące pod nią prezenty i stół na dwanaście dań z karpiem w roli głównej. A to wszystko będzie odbywało się – umówmy się – 24 grudnia każdego roku.

 

Kiedy w XXI wieku wypowiada się słowa „Boże Narodzenie”, nie ma się na myśli ich dosłownego, prawdziwego znaczenia, ale pewną dziwną metaforę, która powstała na kanwie uwielbienia konsumpcjonizmu. Tak jakby dziecko mówiło „przepraszam”, bo tak trzeba, zupełnie nie rozumiejąc sedna tego słowa. Tak zachowują się od dawna dorośli mówiąc „Życzę ci wesołych Świąt!”. A więc czego? Prezentów z pierwszej półki? Karpia kupionego po okazyjnej cenie? Chyba tak, skoro Polacy zapytani o to, z czym kojarzą im się Święta, wymieniają właśnie prezenty, choinkę, pyszną kolację wigilijną. Pamiątka narodzin Syna Bożego to wyjątek, który, jeśli już, to jest wspominany jako kolejny z rzędu, po drzewku świątecznym i potrawach na wigilijny stół. Nawet, kiedy wpisujemy „Boże Narodzenie” w wyszukiwarce internetowej, pojawiają się zespolone z tą frazą turnusy wczasowe. „Niezapomniane Święta na Mazurach – wrażenia, rozrywka i wigilia”. Kolejność atrakcji w tym ogłoszeniu raczej nie jest przypadkowa, ale pokazuje naszą mentalność oderwaną od najważniejszych wartości.

 

A więc, tak naprawdę, po co nam te Święta? Polska jest katolickim krajem. Wygląda jednak na to, że nie powinniśmy po Wigilii iść na Pasterkę, ale na świecką uroczystość ku chwale karpia i uszek z barszczu.

 

Elżbieta Pachuła

 

Foto: PAP

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.