Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Jeszcze sto lat temu sztuka była dobrem wspólnym, ale jej właściwy odbiór zarezerwowany był dla wybranych. Tylko odpowiednio wykształceni czy oczytani mogli zrozumieć „co autor miał na myśli” lub w ogóle mieć do niej dostęp. Zupełnie inaczej jest dziś, w czasach popkultury, która jest wspólna, masowa i niestety coraz bardziej oddalona od dawnego rozumienia słowa „sztuka”. Samo słowo ‘popularny’ również straciło na wartości. Jeszcze niedawno oznaczało coś wyjątkowego. Być popularnym było równoznaczne z rozpoznawaniem naszego nazwiska, docenianiem owoców naszej pracy. Dziś ‘popularny’ to tyle, co masowy. Masowo produkowany i dla mas dostępny. Muzyka popularna, malarstwo czy filmy powoli kojarzą się z kiczem. W gąszczu wytworów ludzkiej myśli z trudem doszukujemy się produktów wybitnych, godnych uwagi, wartościowych.

 

Wystarczy dokładniej przyjrzeć się niektórym zjawiskom, aby potwierdzić te tezy. Po pierwsze przerażający jest proces tabloidyzacji, który z prasy przenosi się także na telewizję i niektóre stacje radiowe. Ulega mu nawet segment mediów publicznych, który z natury powinien spełniać misję – opiniotwórczą, przekaźnika kultury i rzetelnej informacji. Coraz mniej interesują nas zjawiska o wydźwięku pozytywnym, ludzie dobrzy, mający coś wartościowego do powiedzenia, a coraz bardziej morderstwa, gwałty, rozwody, sensacje związane z życiem gwiazd. Uciekamy ze swoich czterech ścian i ukrywamy się w ich świecie. Kiedyś na spotkaniach dyskutowało się o kulturze, sytuacji społecznej, politycznej czy gospodarczej kraju, dziś o nowym chłopaku Dody. A jeżeli już uderzamy w politykę i inne poważne tematy zaczynamy wyłącznie psioczyć, nierzadko obrażając się na zwolenników innej partii czy ludzi posiadających inny punkt widzenia.

 

Filmy, zdjęcia i muzyka również nie są tym samym co kiedyś. Teksty piosenek często nie niosą za sobą nic ciekawego, opierając się wyłącznie na chwytliwej melodii. Przecież można nagrać tzw. instrumentall, zamiast w kółko powtarzać to samo słowo lub zdanie przez cztery minuty. Albo wręcz recytować zbitek niczym nie związanych sentencji. Samo robienie zdjęć także już nie jest sztuką – za to jest nią umiejętna obsługa programów graficznych. Co z tego, że Ci politycy wcale koło siebie nie stali na spotkaniu, skoro z pomocą fotomontażu można zmieścić ich w jednym kadrze? Za to, gdy któraś z gwiazd nie zrobi makijażu z ochotą pokazuje się zdjęcie naturalne. „Sensacja! Ona ma wory pod oczami!” głosi wtedy tytuł tabloidowego artykułu. Promienie słoneczne źle oświetliły jakiś krajobraz? Mamy czerwone oczy na fotografii z imprezy? Żaden problem – program i z tym sobie poradzi.

 

No i w końcu film. Ambitne dzieła pokroju filmów Bergmana nie zarobią tyle pieniędzy w kinach, co enta już wersja końca świata. Tym razem „Armageddon” czy „Jądro Ziemi” zastąpiła prorocza wizja pt.: „2012”. Ludzie wolą obejrzeć na dużym ekranie ogromną ilość miłych oku efektów specjalnych niż dramat lub obyczaj, który wygodniej ogląda się na kanapie w domowych pieleszach. I to nie rzadko w formie spiraconej wersji ściągniętej z internetu.

 

Nie jest chyba żadną tajemnicą, że współczesne malarstwo to domena głównie studentów ASP. Znajdziemy oczywiście wyjątki, jednak tacy ludzie rysują zazwyczaj portrety na promenadach turystycznych miejscowości. Nie mają siły przebicia w nowoczesnym świecie. Chyba, że uchwycą się jakiejś kontrowersyjnej metody, jak np. artystka umieszczająca na krzyżu genitalia. Jeśli uda się wywołać wokół siebie burzę medialną można zaistnieć w każdej dziedzinie. Pytanie brzmi tylko, czy zwycięzca szóstej edycji Big Brothera, artystka od męskiego przyrodzenia czy kobieta dobrze tańcząca na rurze to ciągle artyści? Chyba tylko w popkulturze.

 

Agnieszka Kandora

 

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.