Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Życzę sobie, aby Puchar Świata zdobyła ekipa z Półwyspu Iberyjskiego, bo bardzo lubię doskonałego trenera Vincente Del Bosque. Coach Hiszpanów to prawdziwa oaza spokoju o wyglądzie gminnego urzędnika lub księgowego spółdzielni pracy Daremny Trud. A jest wielkim, bo mądrym, doświadczonym człowiekiem sportu, który – jak to w futbolu bywa – przez całą karierę stąpa po polu minowym. Bo w sporcie, jak to w sporcie – gdy drużyna odniesie sukces – to noszą ich na rękach. Jak jest klęska, to wyganiają z hukiem szkoleniowca lub ten podaje się do dymisji, a zawodnicy grają dalej, jak gdyby nigdy nic. I tak chyba zawsze będzie… Niedawno miałem przyjemność rozmawiać z pewnym olimpijczykiem – mistrzem bokserskim, który zwrócił mi uwagę na problem następujący. Na stosunek do polskiego futbolu przedstawicieli innych gier zespołowych i sportów indywidualnych także. Jest to stosunek hiperkrytyczny, zgoła nienawistny, mający za podstawę rozdźwięk pomiędzy poziomem i medialnością piłki nożnej i innych dyscyplin oraz oczywiście nieporównywalnych finansów.

 

Coś w tym jest, skoro w koszykówce, piłce ręcznej czy siatkówce rekordowy w skali europejskiej transfer to zaledwie nikły procent piłkarskiego średniaka, a kwoty kontraktów indywidualnych są w takich samych proporcjach. Odnośnie naszego podwórka rodzi to pytanie, dlaczego tacy sportowcy, jak wspaniali Marcin Dołęga czy Szymon Kołecki są a priori skazani na rolę pariasów wobec prowincjonalnych kopaczy piłki. Dlaczego na piedestał winduje się miernoty, które dostały wielkie lanie w meczu z Hiszpanią w Murcii?

 

Dlaczego w reprezentacji Polski, dowodzonej przez Franciszka Smudę i mającej zapewnione przysłowiowe ptasie mleko na czas przygotowań do Euro 2012, zatrzymać Hiszpanów „miało sześciu zawodników z ligi, którą od Primera Division dzielą lata świetlne; dowodził nimi 34-letni kapitan Żewłakow, który po latach występów w Lidze Mistrzów w koszulkach Anderlechtu i Olympiakosu przeniósł się do 11. drużyny ligi tureckiej. Skład uzupełniało trzech rezerwowych z klubów zagranicznych oraz grający w Dortmundzie Błaszczykowski, w minionym sezonie najczęściej zmieniany zawodnik Bundesligi”.

 

I co z tego? Ano nic. Po super kompromitacji w Murcii Smuda mówi, iż jest… zadowolony, że to była gorzka i pouczająca lekcja. Czego? Wyobraźmy sobie, że z jakiegoś ważnego turnieju wraca Dołega – wyrwał 130 kilogramów, podrzucił 170 i zajął ostatnie miejsce, a trenerzy wsparci prezesem związku twierdzą, iż jest dobrze, pouczająco i perspektywicznie. Na szczęście przy panach piłkarzach – sportowych analfabetach, to Dołęga i Kołecki są prawdziwymi uczonymi w piśmie.

 

Jeśli chodzi o medialną popularność, to nie mówmy, iż sztangista musi na pniu przegrywać z byle jakim piłkarzem. Więc trzeba działać, dźwigać na medalowe miejsca i zdobywać przychylność mediów. Od poziomu mikro, czyli od sportu szkolnego, po olimpijski start w Londynie 2012. Mamy dobrych zawodników, mamy trenerów na tyle fachowych, iż nigdy nie było sensu i potrzeby zatrudniania dla potrzeb kadry szkoleniowca-cudzoziemca.To, o czym piszę, ten anty piłkarski zew, to wielka szansa i wyzwanie dla dyscyplin chcących uciekać spod bardzo ostatnio modnego posądzania o „niszowatość”.

 

Ale dość narzekania, w niedzielę wieczorem przed telewizorami zasiądą miliony, aby zobaczyć wielki mundialowy finał . Nam na razie pozostaną marzenia o udziale w finale polskiej reprezentacji i radość z wielkich osiągnięć polskich sportowców z grupy „pozafutbolowej”.

 

Michał Żbikowski

 

Foto: EPA/Kim Ludbrook

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.