Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Trudno nie wierzyć w nic. Tak odpowiedziała mi kobieta, zapytana czy wierzy w przesądy. Naiwna, pomyślałam, bo chyba lepiej wierzyć w przepowiednie wróżki z ostatniej strony gazety z programem TV, niż w to, że czarny kot naprawdę przyniesie nam pecha. Inni zapytani dochodzili do wniosku, że wierzą w przesądy, ale tylko te, które zapowiadają szczęście. Może i takie podejście przynosi korzyści. Tylko nie wyobrażam sobie, żeby miało komuś przynieść poprawę humoru, gdy wdepnie w psią kupę albo ufajda go wypróżniający się, akurat, wróbel lub, co gorsze, gołąb. Kominiarz w duecie z guzikiem też mnie nie przekonują, choć to dość sympatyczny przesąd. Ale takich jest tylko kilka. Większość zabobonów to dobry materiał na film science-fiction lub, w najlepszym wypadku, komediodramat.

 

W tej kwestii, najserdeczniej wypadałoby współczuć kobietom w ciąży. Te, które są zabobonne, poza ostrożnością wynikającą z instynktu macierzyńskiego, powinny jeszcze uważać na wszelkie działania mogące przynieść pecha. Czyli, w zasadzie, powinny się zamknąć w pokoju bez okien i nie ruszać się stamtąd aż do porodu, chyba, że to też oznaczałoby coś niedobrego. Przez większość wykonywanych czynności, ich pociechy mogą przejąć rozmaite ułomności, począwszy od bycia ślepym i głuchym, a skończywszy na byciu łysym, brzydkim albo głupim. Nienarodzonym dzieciom grozi w przyszłości także alkoholizm i prostytucja. Wystarczy, że ich mama pochlapie się podczas prania lub zmywania po brzuchu lub umaluje się szminką. Na głupotę skazani są ci potomkowie, których mamy zostały, podczas ciąży, poklepane po tyłku. Lepiej się nie zastanawiać, dlaczego przyszłe mamy nie powinny chodzić na cmentarz i patrzeć na księżyc. Chyba, że kogoś interesuje, jak rodzą się wampiry.

 

Poznając kolejne przesądy i żartobliwie wspominając o nich w konkretnych sytuacjach, można się nawet porządnie uśmiać. Problem w tym, że niektórzy naprawdę wierzą w zabobony i rozpaczają przez zbite lustro albo czarnego kota, nie mówiąc już o nieszczęsnym piątku 13-tego. Doskonały przykład na to, że przy odrobinie daru przekonywania, ludziom można wmówić wszystko, niezależnie od tego, czy jakiś przesąd wymyślili Egipcjanie czy nasze prababki.

 

A może rzekoma prawdziwość przesądów, według niektórych, jest przykrywką na faktyczny brak szczęścia w życiu? Znajoma panicznie boi się siadać przy rogu stołu. Jeśli naprawdę zostanie starą panną, co jest skądinąd bardzo prawdopodobne, przynajmniej będzie mogła oficjalnie zwalić to na pechowy zabobon. Ale to i tak nie jest jeszcze szczyt obłudy wobec samego siebie. Jest przecież mnóstwo przesądów związanych z wydarzeniami religijnymi, na przykład z chrztem. Praktykowały je, podobno od dawien dawna, nasze głęboko religijne babcie i prababcie, co zresztą wcale nie powinno dziwić, patrząc na ich stan duchowości w dzisiejszych czasach. Rozprzestrzeniły zabobon głoszący, że, gdy noworodek jest bardzo chory, trzeba nadać mu imię zmarłej babki. Nie doszukałam się, jednak, żeby zmarły dziadek miał także przyczynić się do cudownego uzdrowienia, więc wynika z tego, że na takowe mogą liczyć tylko dziewczynki. Przynajmniej już wiemy, jak starali się obejść tę zasadę rodzice Jana Marii Rokity. Niestety lekarz byłby, chyba, w tym przypadku skuteczniejszy.

 

Tak czy inaczej, przeprowadzając sondę o przesądach, nie da się nie odnieść wrażenia, że ludzie nie wiedzą, w co wierzyć i przeważnie wolą nie ryzykować. Żeby to udowodnić wzięłam ze sobą lustro, drabinę, słoniki na szczęście i kolegę, przebranego za kominiarza. Większość osób, które nas spotkały, zarzekały się, że zabobonne nie są, po czym bały się przejść pod drabiną albo zbić lustro, nawet w zamian za słonia z uniesioną trąbą. Bo, jak to się zwykło mówić, świat jest pełen niespodzianek i nigdy niewiadomo, co się za czym kryje, więc lepiej odpukać, dmuchnąć na zimne i splunąć przez lewe ramię.

 

Elżbieta Gwóźdź

 

Foto: Kaminkehrer

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.