Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Popularny program prezentujący talenty Polaków (i nie tylko) w swym trzecim wydaniu nie poraża oryginalnością. Zdawać by się mogło, że rodacy wybrali już swój narodowy talent. Prym wiedzie zdecydowanie śpiew. To może polecimy konkurencyjnej stacji reaktywację IDOLA? Wydaje się, że mogłoby się to okazać żyłą złota. A przy okazji być może scena stałaby się nieco bardziej klarowna. „Mam talent!” – nie jako tytuł programu, ale jako zawołanie – to przecież brzmi dumnie. I w odpowiedzi na to zawołanie na ogromnych castingach pojawiają się rzesze ludzi przekonanych o tym, jak bardzo są utalentowani. W efekcie widz zasiadający przed telewizorem kilka miesięcy po selekcji ma szansę obejrzeć akrobatów, tancerzy, śpiewaków, kabareciarzy, sztukmistrzów i jeszcze kilka innych indywidualności. Niemniej wybór spośród nich zdaje się coraz bardziej zawężać. Nie jest on w naszych rękach.

 

Cóż ma zrobić biedny widz, skoro stawia się go przed faktem dokonanym? Praktycznie połowa półfinalistów to śpiewacy. I to nie byle kto, bo ci ludzie mają naprawdę dobry głos i predyspozycjami do wykonywania zawodu piosenkarza. A właśnie ten głos, ta chwila kiedy człowiek może na chwilę się wyłączyć, przymknąć i posłuchać dobrego brzmienia, dociera do przeciętnego obserwatora najbardziej.

 

Czy to oznacza, że sztukmistrz już nas nie bawi? Czy akrobaci popełnili jakieś niewybaczalne błędy? A tancerze za słabo się starali? O nie, to może tylko oznaczać szukanie uproszczeń. Kiedy słuchamy muzyki wiemy, czy brzmi dobrze, czy źle. Szczególnie, jeśli znany daną piosenkę w oryginale jesteśmy w stanie popaść w zachwyt, jak cudownie ten czy tamten potrafił ją odtworzyć, a czasem nawet zinterpretować. Byle nie za bardzo, bo udziwnień też nie lubimy. Na to może wskazywać niepełny sukces zespołu Audiofeels, który prezentował prawdziwie oryginalne podejście do muzyki. Ale zabrakło im dwóch miejsc do zwycięstwa.

 

Kiedy mowa o zwycięstwach – nadzieją dla talentów nie śpiewających są jeszcze dwa poprzednie finały programu. Być może połowa ich uczestników była początkującymi piosenkarzami, ale jeszcze ani razu taka osoba nie zgarnęła głównej nagrody.

 

Z jednej strony słychać wiele głosów narzekających, że z programu o ciekawych, różnorodnych horyzontach robi się show jednego rodzaju. Ale z drugiej przecież ktoś oddaje te głosy, ktoś rozsyła sms-y. Czy wyjściem z tej sytuacji byłoby faktycznie stworzenie jeszcze jednego programu opartego na występach śpiewaków-nowicjuszy? Wtedy można by orzec, że wilk syty i owca cała. I kto wie jakie jeszcze nowe ciekawostki wymyśliliby kandydaci do tytułu największego polskiego talentu (nie śpiewającego). Na razie możemy to sobie jedynie wyobrażać i obserwować, czy show jeszcze choć trochę się zróżnicuje, czy też czeka nas po prostu finałowy koncert.

 

Agnieszka Kandora

 

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.