Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Mój przyjaciel bardzo lubi słowo „patologia”. A przynajmniej często go używa. Nie dziwie mu się, bo czasem bywa tak, że na każdym kroku widać coś, co da się nim określić. Za to moja sąsiadka lubi określenie „ach, ta dzisiejsza młodzież”.Oczywiście przypadło ono do gustu nie tylko mojej sąsiadce. Ona i wszyscy inni, którzy chociaż raz go użyją, automatycznie są kwalifikowani albo do „ludzi starego bitu”(bardziej subtelnie), albo do grona, którego członków połączyło pewne specyficzne nakrycie głowy.

 

Skoro już jesteśmy przy szczegółach, to zastanawia mnie, kogo mają na myśli ci ludzie mówiąc o młodzieży. Sama mogę się przyłączyć do tych słów, jeśli przedział wiekowy to 15-18. Bo między innymi w tych granicach znajduje się dzisiejsza, nie tylko młodzież, ale też patologia.

 

Jeszcze do niedawna myślałam, że w normalnych miejscach przebywają normalni ludzie. A w nienormalnych, nienormalni. Ostatnio ta teza została zachwiana. No chyba, że myśląc, że jestem w normalnym miejscu, tak naprawdę było ono nienormalne? (pozwolę sobie wykluczyć możliwość, że to ja mogłam być nienormalna). Ale fakt, że było tam wiele normalnych osób, definitywnie temu zaprzecza. Więc byłam w normalnym miejscu z normalnymi ludźmi. Aż nagle wkradła się anomalia. Do normalnego pubu wtoczyła się grupka pijanych delikwentów. Wystarczyło popatrzeć na ich pretensjonalne postawy i gesty, żeby zauważyć, że w ich własnym osądzie są cool, a nawet zajebiści, no i muszą to pokazać zwykłym ludziom, w normalnym miejscu. Chcieli zamanifestować swoje „ja”. Tylko czy było co pokazywać i manifestować? Trzy panny i dwóch towarzyszy płci męskiej, trudno określić, który z ekipy był najbardziej zajebisty.

 

Delikwentka numer 1, z obowiązkowym kilogramem makijażu na twarzy, była niezwykle elokwentna, kiedy pytała swojego chłopaka raz po raz, łamanym, zapijaczonym językiem „kaj siadomy?”. Jej pytanie było, oczywiście, skonstruowane z odpowiednio wysokich decybeli. Delikwentka numer 2 była najbardziej imponująca, biorąc pod uwagę zestawienie niepoważnej bluzy w dziecięce wzorki oraz papierosa trzymanego w niemalże dziecięcej dłoni. Delikwentka numer 3 była za to bardzo apetyczna. Na jej niewiarygodnie tłustych włosach można byłoby od biedy usmażyć frytki. Można byłoby je nawet zjeść, gdyby nie patrzyła na nas jej twarz – mieszanka pijaństwa i dymu tytoniowego, którym była przesiąknięta. Tylko delikwentka numer 1, ta z bardzo donośnym głosem, mogła mieć 18 lat. Ale co z tego skoro zbyt wiele nie różniła się od swoich młodszych koleżanek. Albo one od niej, jak kto woli.

 

Wszystkie trzy delikwentki, nie pojawiłyby się pewnie w tym normalnym miejscu, gdyby nie ich starsi…koledzy? kumple? chłopaki? opiekunowie? Obojętnie, kim byli i jak ich nie nazwać bardzo pasowali do swoich podopiecznych. Gdyby nie stoliki, które torowały im drogę, idąc odbijaliby się od ściany do ściany.

 

Najgorsze w tym patologicznym spektaklu, było to, że oni wszyscy byli tak bardzo z siebie dumni. Zaczęłam się zastanawiać czy za 10 lat, któreś z nich zda sobie sprawę ze swoich błędów i niechlubnych zachowań ze wczesnej młodości. Chyba nie. Chociaż życzę im, żeby zmądrzeli jak najszybciej i nie byli tacy z siebie dumni. A skoro już jestem przy tej dumie. Niedawno obejrzałam odcinek „Rozmów w toku”, w których gościem były notorycznie uciekające ze szkoły nastolatki. Na krześle rozsiadła się szesnastoletnia dziewczyna w szerokich spodniach, można powiedzieć gaciach. Ewa Drzyzga zadała jej pytanie „co się robi na wagarach?”, na co gościówa odpowiedziała, że pije i ćpa. Kilka razy jeszcze powtórzyła słowo „ćpa”, jakby to był najpiękniejszy wyraz w słowniku. I przynoszący najwięcej dumy. Nie honor, nie miłość, czy inne tego typu bzdety. Tylko cudowne, chwalebne „ćpa”. No to mamy „patologię”, „ćpa” i „ach ta dzisiejsza młodzież”. Słowa zupełnie różne, a jednak tak wiernie ze sobą funkcjonują.

 

Elżbieta Gwóźdź

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.