Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Zwykło się mówić, w związku z otaczającym nas światem interakcji międzyludzkich, że są ludzie i ludziska. Albo, że są ludzie i klamki. To fakt. Codziennie spotykamy jednych i drugich. Czasem przypadkowo, w niektórych sytuacjach jesteśmy na nich skazani (i tu pojawia się prawdziwy problem).Zdarza się również, że możemy ocenić przynależność kogoś do jednej lub drugiej grupy na podstawie wyglądu. No już! Uspokójcie się Ci, którzy twierdzicie, że nikogo nie można oceniać poprzez pryzmat pozorów i koloru włosów. Każdemu z Was zdarzyło się, i to nie raz, umniejszyć intelekt panienki w złotych kozakach i różowych cekinach na…w zasadzie, na czym tylko się da.

 

A no właśnie. Okazuje się, że tego typu umniejszanie często pokrywa się z prawdą. Przynajmniej, jeśli chodzi o tak zwane przeze mnie maniurki, których garderoba opływa w złote materiały i różowe cekiny. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że kobiet hołdujących wizerunkowi Jolanty Rutowicz jest coraz mniej. Jednak wystarczyło kilka bardziej wnikliwych obserwacji, żebym przekonała się o swojej pomyłce. Wyjątkowo dużej pomyłce. Bowiem istoty tego gatunku funkcjonują i co gorsza…funkcjonują w związkach z mężczyznami…

 

Gdyby wziąć pod uwagę, że mężczyzna jest na tych samych wyżynach intelektualnych, co partnerka, nie ma w tym nic dziwnego. Ale jest jeszcze druga strona medalu – kiedy mężczyzna używa mózgu. Przyjrzyjmy się interesującemu nas wizerunkowi, może ominęliśmy coś wyjątkowego w złocistych panienkach?
object2 Mężczyźni wolą maniurki?
Znak rozpoznawczy nr 1 – tipsy. Ubóstwiają je. Czasem są tak długie, że mogą nimi wyciągnąć korek z wypełnionej wanny i nie zmoczyć przy tym dłoni. Brokaty, cekinki, wzorki. Różowe, różowiutkie, różowiusie. Gdybym była mężczyzną wolałabym złapać za rękę Edwarda Nożycorękiego niż kobietę z toną zaschniętego, różowego żelu zamiast paznokci.

 

Znak rozpoznawczy nr 2 – kozaczki – olśniewająco białe lub porażająco złote. Można mieć nadzieję, że zimą służą jako kamuflaż dla krzywych nóg, niestety, jak się okazuje są uniwersalne – nie straszne im zarówno mrozy jak i upały. Szczególnie popularne w dyskotekach, gdzie królują szalone rytmy techno i klasyka progresywnej łupanki.

 

Znak rozpoznawczy nr 3 – pociąg do teatru. Objawia się poprzez codzienne noszenie maski, wykonanej samodzielnie za pomocą pudru i brokatu. Awangarda ta jednak nie została dobrze przyjęta przez środowiska artystyczne.

 

Znak rozpoznawczy nr 4 – słomiany kapelusz. Najczęściej w kolorze wypłowiałego snopa lub miksu jajecznego. Naturalnie wrośnięty w skórę głowy. Doskonale kontrastuje z kolorytem maski.

 

Znak rozpoznawszy nr 5 – skóra muśnięta słońcem. Ta cecha pozwala zachować promienny wygląd przez cały rok. Wystarczy tylko godzina tygodniowo w solarium, żeby upodobnić się do skwarki lub poczuć się jak w skórze 50Centa.

 

Z powyższego portretu wynika, że maniurki nie chcą kontaktu z mężczyznami. Kamuflują się w każdy możliwy sposób. Tipsy służą im jako mechanizm obronny w stanie zagrożenia, aby w każdej chwili mogły przejść do ataku niczym tygrysice. Cała reszta mówi sama za siebie – maski, kapelusze, maskujące ubarwienie. Ale czasem system zawodzi i doprowadza do stworzenia związku. Jak to się dzieje? Rys charakterologiczny przedstawiony powyżej nie jest zachęcający, a mimo to znajduje wielbicieli. Dlaczego mężczyźni chcą być z maniurkami? Czy to przez chęć dowartościowania samego siebie?

 

Panowie z Marsa lubią być górą w związku, szczególnie, jeśli ma to oznaczać wyższość intelektualną. Ku ich nieszczęściu kobiet mądrych, niezależnych i z sukcesami na koncie jest coraz więcej. Są faceci, którzy się ich boją i to właśnie oni padają do stóp okrytych w białe, lateksowe buciki. Nie dopuszczają myśli, że partnerka mogłaby przewyższać ich w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Inni, z kolei, potrzebują całodobowej adoracji i opieki. Chcą mieć w dorosłym życiu kogoś, kto tak jak mama przygotuje śniadanie do pracy, upichci obiad, zrobi pranie. Może zarabiać, ale niewiele, na przykład na robieniu koleżankom żelowych paznokci, albo strzyżeniu im słomianego kapelusza za pół ceny. Pragną takiej, która do swoich białych butów prędko ubierze białą suknię, a zaraz po weselu, bez zająknięcia, zamieni się w kurę domową lub, jak kto woli, panią domu.

 

Maniurki zawsze znajdą sobie drugą połówkę, bo na maniurki jest popyt. Pozostaje mieć nadzieję, że są jeszcze i tacy mężczyźni, którzy oglądali „Seks w wielkim mieście” i coś z niego wynieśli.

 

Elżbieta Pachuła

 

Foto: sxc.hu

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.