Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Po czym poznamy „swojego” za granicą? Na pewno po białych skarpetach i sandałach w środku Paryża, po opróżnionym szwedzkim stole podczas wakacji All Inclusive, po słowiańskiej urodzie uzyskanej po seansie z Joanną, po wrogim spojrzeniu i uniesionej głowie, bo co jak co, ale Polak swoją dumę ma i właśnie za granicą najchętniej ją manifestuje. „Nasi tu byli”

 

Poranek. Schodzimy na śniadanie. Przy stolikach siedzą już hotelowi goście. Ze szwedzkiego stołu każdy próbuje po trochu specjałów, po czym zajmuje swoje miejsce. Przyjemna atmosfera, kelnerzy z uśmiechem podają napoje. Oprócz nas są jeszcze dwie grupy Polaków, reszta to obcokrajowcy. Nie po języku jednak dowiadujemy się, że są naszymi rodakami, ale po wielkich kopach jedzenia, które ładują na talerz. A dosłownie tyle ile się zmieści. Kątem oka obserwuję jak kolejno krzątają się podnieceni wczasowicze „O k***, widziałeś ile żarcia?” po czym wstaje po kolejną wielką porcję. Fakt o rzekomym rozmiarze żołądka pięści z pewnością jest mitem. Ukradkowe spojrzenia gości hotelowych potwierdzają moją tezę, pewnie wszyscy zastanawiamy się nad tym samym: gdzie on to wszystko zmieści? Wieczorem spotykamy się przy drinku, animatorzy zabawiają towarzystwo. Niemcy, Holendrzy, Włosi klaszczą, bawią się i przyśpiewują. Polacy z końca sali rozdzierają gardło łamaną angielszczyzną, w powietrzu roztacza się wroga mgiełka. Kelner oznajmia, że już do czteroosobowego stolika przy drzwiach nie zaserwuje czterdziestego dżinu z tonikiem, po czym widzę jak zmieszany oznajmia, że zabrakło tonicu. „Nic nie szkodzi” odpowiada młody Polak, ten przystojny, umięśniony ze srebrnym łańcuchem na szyi. „Weźmiemy w takim razie whiskey”, po czym duka do kelnera „give me whiskey”. Ten widocznie nie docenił sprytu Polaka, bo kogo, jak kogo, ale Polaka nie przechytrzysz i z dezaprobatą wypisaną na twarzy przyniósł zamówienie.

 

Próbując przypomnieć sobie afirmację pozytywnego myślenia ze wszystkich sił starałam się nie skupiać na moich sąsiadach. Jednak efekt był odwrotny, bo już po chwili przysiedli się do nas, całując, ściskając i pozdrawiając przyjaciół z Polski. „No my Polacy musimy się trzymać razem”… niestety musimy…

 

Paryż, słoneczny dzień. Po ulicach przechadzają się turyści. Lekkie koszulki, krótkie spodenki i fotograficzny aparat to zestaw opisowy typowego turysty. Typowego. Bo nietypowy ma jeszcze jeden gadżet, bez którego nie opuszcza domu. Kiedy przed oczami migną nam frotowe białe skarpety wystające z sandałów, możemy śmiało podejść – sami swoi. Francja, jak wiadomo swój styl ma, szczególnie, jeśli chodzi o posiłki. W tej kwestii dysonas bywa jeszcze większy zważywszy, że Polak z natury niecierpliwy jest, a jak i głodny to zły. Wtedy oczywiście przypomina sobie, że skoro szpicruta działa na klaczę, tak i kelnera pogonić trzeba, a co robi urażony kelner? Obsługuje go jako ostatni podając zimne danie i jeszcze pomyli zamówienie. Wtedy miarka się przebiera. Kowalski sobie na zniewagę nie pozwoli i zaczyna się awantura na całą restaurację. Później już tylko trzeba się naszukać miejsca, w którym nie zdążyli wywiesić „Polonais entrée interdite”, a to nie lada sztuka.

 

Dobra marka

 

Rozmawiając z Włochem można się wiele dowiedzieć o Polsce. Sam Włoch zaś będzie nie lada zdziwiony, kiedy pokazując zdjęcia ujrzy cywilizację. Przecież, co, jak co, ale Polska to oddalony o lata świetlne kontynent, w którym Polacy do dziś orzą ziemię i mieszkają w lepiankach, a przysłowiowa bida wkrada się oknami i drzwiami. A skąd o tym wie? Nie przeczytał o tym w prasie, nie obejrzał w telewizji, wystarczyły mu opowieści samych Polaków. W myśl zasady im biedniejsza się okażesz, tym więcej zarobisz, Polki za granicą bardzo często roztaczają mit o rzekomym kryzysie naszego kraju. Dlatego nie zdziwmy się, kiedy Włoch okaże nam większą sympatię i zrozumienie w przeciwieństwie do innych narodowości. W tym kraju możemy bez wątpienia liczyć na odrobinę empatii.

 

Miłość do Ojczyzny

 

Ci, którzy długo pracują za granicą często wsiąknęli w strukturę obcego kraju niemal całkowicie. Czym to się cechuje? Przykładowo tym, że idąc do sklepu w Londynie, w którym obsługuje nas Kaśka. Ta sama Kaśka, z którą chodziłyśmy do podstawówki możemy być niemal pewni, że kiedy wykrzykniemy jej imię odwrócić się na pięcie, albo odpowie „How can I help you?”. Dlaczego? Dlatego, że to już dawno przestała być Kaśka, nasza koleżanka z podstawówki, na trzecie wybrała sobie Katherine i nic nam do tego.

 

Cóż Polacy nie gęsi i swój styl mają. Różnie to z nami bywa i w kraju i za granicą. Opinia nadużywających alkoholu kleptomanów wrosła w nas jak drzewo w ziemię i pewnie nie prędko się zmieni. Lecz czy naprawdę warto walczyć ze stereotypami o naszym kraju? Do sezonu wakacyjnego już niedaleko, pewnie każdy z nas będzie miał okazję odpowiedzieć sobie na to pytanie.

 

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.