Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Polacy czytają coraz mniej książek. Wiadomość smutna, prawdziwa i wcale nie nowa. Zwłaszcza, że liczba poczciwych i zacnych czytelników z roku na rok spada dosyć znacznie. Za kilkanaście lat dojdzie do tego, że tym, którzy czytają, będą rozdawać medale. Brązowy medal będzie od bibliotek. Bo przecież to niewielki wysiłek pójść do osiedlowej biblioteki i wypożyczyć książkę. Gorzej już z czytaniem… Srebrne będzie można dostać od wydawnictwa albo księgarni. A złote od polskich pisarzy w podziękowaniu, że mają szansę kupić chleb i dożyć następnej powieści lub wyjazdu za granicę…?Kto wie może to sposób na to, żeby Polacy przeskoczyli o kilka szczebli wyżej na smutnej drabinie międzynarodowego czytelnictwa. Póki co siedzimy sobie na jednym szczeblu razem z Grecją i Portugalią. Ale szybciej niż się spodziewamy i tam zrobi się ciasno i trzeba będzie przeskoczyć jeszcze niżej, no bo komu chciałoby się wspinać?

Jak wynika z raportu przeprowadzonego przez Bibliotekę Narodową i OBOP w 2008 roku, liczba Polaków czytających książki wynosiła mizerne 39%. I nie łudźmy się, że teraz jest lepiej. Nie łudźmy się nawet, że te 39% sprzed roku nie jest skażone kilkoma kłamstewkami. Czytanie książek jest przecież nobilitujące, a jeśli ktoś zdaje sobie z tego sprawę, to może nie mieć w sobie tyle odwagi, żeby zmusić się do szczerości w tej kwestii. Nawet, jeśli ostatni raz trzymał książkę w ręku w dniu, kiedy kupował ją w prezencie dla cioci z Bukowiny Tatrzańskiej (tam podobno triumfuje czytanie gazet, może książki też nie mają się najgorzej). Dochodzimy do wniosku, że wiara w nasze mizerne 39% jest zgubna i nieopłacalna. Dodajmy do tego fakt, że 5 lat temu osób deklarujących czytanie książek było o 20% więcej. Trzy lata temu ich ilość spadła i taka tendencja utrzymuje się nadal. Brawa dla tendencji. Gdyby forma polskiej reprezentacji w piłce nożnej była odwrotnie proporcjonalna do wzrostu czytania książek w naszym kraju, może wygralibyśmy Euro 2012. A tendencja pewnie nieprędko zmieni swój kierunek, więc kto wie…
    
Nie, nie mówcie mi, że mogę się mylić i że Wy jesteście doskonałym przykładem na to, że sondaże kłamią. Oprócz tego, że sondaże naprawdę kłamią, mam jeszcze kilka argumentów, na to, żeby odciągnąć Was od tej ślepej, choć godnej pochwały wiary, jeśli tylko jest w niej trwoga i oburzenie.

Argument nr 1:

Sympatyczne miasteczko na Śląsku. Trochę mniej sympatyczna knajpka na jednym z jego osiedli. Ryzykuję i wchodzę do środka. Podchodzę do jednego z klientów. Nie muszę go długo przekonywać, żeby zdradził mi kilka szczegółów na swój temat. Mówi, że ma 38 lat i jest na miesięcznym urlopie w Polsce, pracuje i mieszka w Szkocji, razem z żoną i kilkuletnią córką. „Co sądzisz na temat czytanie książek? Czytasz?”. Na twarzy widzę zdziwienie, chyba nie takiego pytanie się spodziewał. Ale ja nie spodziewam się już innej odpowiedzi niż ta, którą za chwilę usłyszę. „Książki? A po co mi to? Zjeździłem pół Europy znając tylko kilka słów po angielsku, a żyję i mam się dobrze. Nie czytam książek, za to Szkoci czytają wszystko, co im wpadnie w ręce. Gdzie popatrzę, tam jakiś Szkot czyta książkę albo jakąś gazetę. Nie rozumiem ich.” Po chwili wzdryga się i śmieję, dodając: „Przeczytałem w życiu jedną książkę. To był ‘Łysek z pokładu Idy’, ale już nie pamiętam co w niej było.”

Argument nr 2:

Ulica znajomego. Spotykam jego sąsiada. Darek, lat 26. Przed nazwiskiem może sobie wypisać mgr inż. Skończył zaocznie politechnikę. „Co Ty, nie mam czasu na książki.” Czuję się lekko rozczarowana, ale żyję nadzieją, że poda mi jakieś racjonalne wytłumaczenie, albo przynajmniej zaznaczy, że chciałby mieć na to czas. Zamiast tego słyszę: „Do 16 jestem w robocie, czasem nawet dłużej, jak się coś zepsuje na zakładzie to dzwonią do mnie żebym został i naprawił” (widzę ewidentny błysk dumy w oku). „Potem jadę do narzeczonej, raczej nie czytamy wspólnie książek. Jak byłem na studiach dużo czytałem, najwięcej podręczników akademickich”.

Argument nr 3:

Mariusz, lat 23, pierwszy rok studiów na politechnice. Ma problem z zaliczeniem sesji. „Nienawidzę książek! Jedyną, jaką przeczytałem w życiu była ‘O psie, który jeździł koleją’”. Po chwili sięga pamięcią wstecz (czyt. w daleką przeszłość) i mówi: „No i jeszcze przeczytałem ‘savoir vivre’”. Zaznaczam, że to raczej poradnik, a nie książka”, on na to „No niby tak, ale to było tak grube, że uznałem to za książkę”.

Argument nr 4:

Rozmowa dwóch młodych mężczyzn w pubie. Sądząc po tonie rozmowy to dobrzy koledzy. Koleżanka, z którą przyszłam rozpoznaje w jednym z nich znajomego ze szkoły. Dosiadamy się. Obaj rozmawiają o ideale mężczyzny (paradoks). „Słuchaj, moim zdaniem prawdziwy mężczyzna powinien…” Sypie się lista obowiązków i nieodzownych umiejętności prawdziwego mężczyzny. W pewnym momencie odzywam się: „Mówicie, że idealny facet powinien mieć dobre wykształcenie, naprawić nawalającą pralkę i od biedy coś ugotować”. Pomijam cudownych kochanków, wspaniałych ojców i lojalnych kumpli. „A ja sądzę, że każdy mężczyzna powinien mieć coś z humanisty”. Jeden z nich patrzy na mnie, jakbym żądała, żeby pokazał mi swój nieistniejący tomik poezji. Najwyraźniej nie wiedzą, o co mi chodzi, więc wyjaśniam, że każdy facet powinien czytać książki, albo chociaż dobrą prasę. Żyję nadzieją, że pojęcia „dobra prasa” nie utożsamiają z nazwą własną Pip Show. Jakoś żaden z nich nie przyznaje mi racji, w końcu jeden mówi: „Książki to się czytało w liceum. Ja przeczytałem, na przykład ‘Przedwiośnie’, miałem farta, bo było na maturze. A ty co przeczytałeś Maro?” – „Ja chyba też ‘Przedwiośnie’, ale tylko streszczenie, w ogóle zawsze czytałem streszczenia”.

Argument nr 5:

Teraz, drodzy mężczyźni, możecie porzucić tezę, o moim zatwardziałym feminizmie, którą z pewnością wysnuliście na podstawie dotychczasowych argumentów. Udzielam korepetycji z języka polskiego. Przychodzi do mnie dziewczyna przygotowująca się do matury. Prosi, żebym pomogła jej w opracowaniu tematów na ustną maturę: „W sumie wszystko już mam oprócz ‘Sklepów cynamonowych’ MIRONA Schulza”.

Tutaj muszę jednak zaznaczyć, że kobiety i tak czytają więcej. „Więcej” nie oznacza tylko więcej „Pani domu”, „więcej” oznacza więcej książek.

Argument nr 6:

Babcia Małgorzata. „Ja, moja droga, czytam tylko Harlequiny”.
Babcia Małgorzata nie tylko czyta, ale też kupuje Harlequiny, czyli należy do szczęśliwych 23% Polaków, którzy kupują książki. Dziękujemy ci babciu Małgorzato. Dziękują ci autorzy Harlequinów, wydawca i księgarnie. Miejmy nadzieję, że wiesz kim była Orzeszkowa. O Hłaskę albo Wiśniewskiego nie śmiem pytać. Ale może i tak kiedyś dostaniesz medal.

Elżbieta Pachuła

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.