Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Wybrańcy narodu zasiadający w sejmowych ławach od pewnego czasu łamią sobie głowy nad kolejnym, istotnym, zagadnieniem. Jak wiadomo, im bardziej jakaś sprawa dotyczy ich samych, tym bardziej skrupulatnie i z większą werwą podejmują się jej rozwiązania. Nie inaczej jest i tym razem. A wszystko rozchodzi się dosłownie o ich własne stołki. Kobiety (te rządzące i nie tylko) zaczęły upominać się o swoje prawa i realizować feministyczne zrywy także na arenie sejmu. Otóż chodzi o parytet władzy. Idea jest taka, aby panie mogły zajmować minimum 50% miejsc na listach wyborczych. Nie ma w niej mowy o kwalifikacjach ani planach i pomysłach na realizację polityki w naszym kraju. Chcą połowy list i już. Najczęściej spotykanym uzasadnieniem jest przytoczenie działania zjawiska tzw. ‘szklanego sufitu’. Panie twierdzą, że pomimo demokracji i tolerancji, w jakiej oficjalnie przyszło nam żyć, są blokowane ich możliwości awansu, a tym samym dostania się na listy wyborcze.

 

Zbieranie podpisów pod stosownym projektem ustawy trwa.

 

Gdy czytam i słyszę takie rzeczy robi mi się słabo. Jako obywatelka tegoż samego kraju, w którym mają miejsce opisane wyżej zdarzenia, nie potrafię zrozumieć wspomnianych kobiet. A przecież sama jestem kobietą. Ciśnie mi się na myśl wyłącznie jedno stwierdzenie – te panie za wszelką cenę chcą zdobyć władzę. Dążą do niej po trupach, a ustawa jest zasłoną przeznaczoną dla oczu obywateli.

 

Nie twierdzę, że wspomniany efekt szklanego sufitu nie istnieje. Nie uważam również, że kobiety zajmujące się polityką na taki sufit nie natrafiają. Ale przecież to samo może zdarzyć się dziennikarkom, urzędniczkom w biurach, bankach, pracownicom dużych sieci handlowych itd… Czy każda z nas powinna spisać osobną ustawę, w której będziemy domagać się połowy stanowisk kierowniczych w firmach, w jakich pracujemy? Czy samo, wywalczone latami, równouprawnienie już nam nie wystarcza? W ślad za przykładem idącym z góry będziemy teraz żądać władzy… Chyba nie tędy droga.

 

Wydaje mi się, że każdy człowiek – bez względu na płeć – powinien na wszystko w życiu zapracować własnymi siłami. Jeżeli chcemy osiągnąć sprawiedliwość i równość społeczną moim zdaniem takie myślenie jest niezbędne. Widzimy wiele przypadków dzieci bogatych właścicieli różnych firm, które po otrzymaniu majątku potrafią rozpuścić go lekkomyślnie i na tzw. byle co. To tylko potwierdza powyższe stwierdzenia.

 

To prawda, każdy wprawny obserwator to zauważy, że obecność na liście wyborczej nie jest równoznaczna z zajęciem miejsca w ławie sejmowej. Lecz może się okazać, że ustawowe 50% będzie wypełniane na siłę. Niezbyt kompetentna kandydatka odbierze miejsce bardziej odpowiedniemu kandydatowi. Drogie Panie, takim myśleniem i gonitwą za władzą możemy po prostu strzelić sobie i naszemu krajowi przysłowiowego samobója. Zastanówmy się czy naprawdę chodzi wyłącznie o równouprawnienie?

 

Agnieszka Kandora

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.