Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Milowymi krokami zbliża się początek listopada. Przygotowujemy się do dwudniowego koczowania przy grobach naszych bliskich zmarłych. Jak na każdą wyprawę i tutaj niezbędny jest ekwipunek. Potrzebujemy tylko kilku rzeczy.Po pierwsze znicze. Najlepiej takie kilkukilogramowe, żeby przypadkiem nie przewróciły się na skutek silnych wiatrów. Idealny znicz powinien być też zaopatrzony w solidny zapas wosku w postaci białej świecy sięgającej co najmniej do jego połowy. Obowiązkowy jest też mocny knot. Dobra świeca z dobrym knotem to podstawa „zniczowania”. Musi się palić długo, bo przecież następna wizyta na cmentarzu dopiero za rok…

Kolejna niezbędna rzecz, jaką musimy zabrać ze sobą na te pierwsze dwa dni listopada to ciepłe ubranie. O ile nasze ręce zostaną ogrzane od dwóch setek płomieni umieszczonych na dwóch metrach kwadratowych, o tyle nasze stopy nie zaznają już tyle ciepła. Przewianiu może poddać się nasza głowa, a i płuca przy odrobinie pecha ulegną przemrożeniu.

 Niestety pech ten jest wielce prawdopodobny, kiedy nagle zdamy sobie sprawę, że z niewyjaśnionych przyczyn znaleźliśmy się w jakimś kretyńskim wyścigu szczurów, który prawdopodobnie zapoczątkowały nasze dalsze ciotki z piątej wody po kisielu. Otóż stoją one razem z nami nad grobami i ścigają się, która z nich będzie się dłużej i gorliwiej modlić za duszę człowieka spoczywającego w tej mogile, którego śmierć i pochówek nie wzbudziły w nich z pewnością jakichkolwiek uczuć.

No i ścigają się, a my czekamy aż w końcu zwątpią w swoją rzekomą wytrwałość, abyśmy mogli zabrać je do samochodów i zawieść na obiecaną sobie przez nie same ciepłą herbatkę w naszych domach. Nie zapomnijmy więc o szalach, czapkach i swetrach, mimo tego, że to dopiero kalendarzowa jesień. Kto wie, także zimowy płaszcz może się przydać?

Ktoś bardziej precyzyjny, kto ewentualnie się ze mną zgadza, mógłby dodać, że bardziej niż ciepłe odzienie będzie potrzebna raczej święta cierpliwość. Niestety ten ktoś nie ma racji. Świętą cierpliwość musimy zostawić na o wiele bardziej ekstremalne okoliczności. W tych dniach spotykamy się przecież z rodziną, której prawdopodobnie nie widzieliśmy od zeszłego roku. Każdy z jej członków chce pokazać się w jak najlepszym świetle. Pragnie, aby reszta rodziny miała o nim opinię inteligentnego, wzorowego, nieskazitelnie wyglądającego i wykwitnie ubranego. Przecież każdy mówi o tym, że ceni takie dni, ponieważ może zobaczyć się z całą rodziną. A może raczej dlatego, że cała rodzina może zobaczyć jego…

Tak czy inaczej szkoda byłoby zmarnować okazję, aby na swój sposób ulepszyć i dobitnie zademonstrować cudowny wizerunek. I oto pojawiają się eleganckie i schludne żony naszych wujków, które zdają się być idealnymi matkami swoich rozpieszczonych dzieci. Mężowie naszych cioć szukają doskonałych momentów, aby błysnąć podróbą Rolexa i sprawić, aby wszyscy myśleli, jakich gustownych mężczyzn wybrały damy z naszego rodu. Narzeczone kuzynów walczą o to, aby każdy kojarzył je z kopią Evy Mendes, mimo że nie wyglądają nawet jak prototyp Britney Spears.

To wszystko danie główne, a na deser mamy jeszcze naszych młodszych kuzynów – wspaniałe dzieci Emo z wizerunkiem czaszki na całej garderobie począwszy od czubka buta, a skończywszy na nowym wzorze lakieru na paznokciach. To wszystko bardzo ciężkostrawne i tylko cierpliwość może pomóc, kiedy już nawet Hepatil i Etopiryna zawodzą.

Teoretycznie są jeszcze dwie bardzo ważne rzeczy, które powinniśmy mieć przy sobie 1 i 2 listopada. Teoretycznie, bo w praktyce niewielu przywiązuje do nich wagę. Pierwszą z nich jest świadomość, a drugą wyobraźnia. Świadomość, po to, żeby wiedzieć, w jakim celu, tak naprawdę powinniśmy stanąć nad grobami i zapalić znicz. Niekoniecznie ten kilkukilogramowy z solidną świeczką. Niestety większa część polskiego społeczeństwa nie wie nawet, że Święto Zmarłych powinniśmy obchodzić dopiero 2, a nie 1 listopada. Wtedy jest Wszystkich Świętych i wypadałoby raczej pójść do kościoła i poprosić tych Świętych o modlitwę za nasze pożałowania godne duszyczki, a nie sterczeć nad grobem na pokaz i bez bardziej istotnego celu.

Ta świadomość przyda się zwłaszcza polskiej młodzieży, która czeka na to święto tylko w jednym celu. Nawet młodzież i dzieci w USA obchodzące Halloween są mniej egocentryczne zbierając cukierki. U nas czeka się na Wszystkich Świętych w większości przypadków tylko dlatego, że nie trzeba w tym błogosławionym dniu iść do szkoły… No i zostaje ta nieszczęsna wyobraźnia.

Wyobraźmy więc sobie jakby to było, gdyby nikt dawno temu nie ustanowił żadnego z tych świąt. Czy znaleźlibyśmy czas raz w roku przyjść na grób naszych bliskich zmarłych, albo pamiętać o „jakichś tam świętych”, których proboszcz zawsze przywołuje na ambonie? Nie sądzę, zwłaszcza, że już teraz nasza pamięć ma dość okazałe luki, nie licząc dni, kiedy to my sami świętujemy i uważamy, że zasługujemy na to, aby wszyscy nasi znajomi o tym pamiętali.

Elżbieta Pachuła

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.