Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Autobusem podróżuję codziennie. Od poniedziałku do piątku dojeżdżam na uczelnię, a w weekendy do pracy. Jazda autobusem to często jedyny moment w ciągu doby, w którym mam czas na lekturę. Jednak ostatnio uświadomiłam sobie, że nie ma dnia, w którym podróż autobusem nie byłaby zakłócana. Każdy kurs na danej trasie to dziesiątki przeróżnych ludzi, którzy nie zawsze myślą o autobusie jako dobru publicznym i zapominają na przykład o podstawowych zasadach kultury – nie liczę przecież na przesadną kurtuazję.Kiedy już zaczytam się na dobre i przeniosę wyobraźnią do innego świata, okazuje się, że do autobusu właśnie wsiadł pewien niewyrośnięty, młody mężczyzna w dresie. Nie byłoby w tym nic drażniącego, gdyby nie to, że zapomniał bądź zgubił, tudzież w ogóle nie dostał przy zakupie komórki zestawu słuchawkowego i serwuje wszystkim pasażerom muzykę techno z najniższej półki. No i jak tu się skupić na książce albo skoncentrować na czymś innym?

Mężczyzna w dresie to nie jedyny muzykalny pasażer miejskiej komunikacji. Najgorzej, kiedy w godzinach szczytu przejeżdżam koło szkoły i do autobusu wsiadają rozbawione, „hardcorowe” nastolatki. Jak nie klną na cały autobus, to śpiewają, a jak nie to, to idą w ślady dresiarza i puszczają głośno muzykę. Podobno z gustami się nie dyskutuje, w porządku, tylko dlaczego muszę słuchać Gosi Andrzejewicz, bo smarkule tak chcą? Piosenka jest puszczona na tyle głośno, że przed jej brzmieniem niestety nie da się uciec.

Rzadko też zdarza się, żeby do autobusu nie wsiadł jakiś nietrzeźwy pasażer. Z reguły taki delikwent dostaje długiego, głośnego i jakże prostackiego słowotoku. Dlaczego? Bo nie ma biletu, a kierowca sprawdza. Albo też dlatego, że musiał wchodzić pierwszymi drzwiami autobusu, a nie drugimi, przy których stał.
 
I tu muszę poruszyć kolejną kwestię, a mianowicie: być może mój tok myślenia jest zbyt prosty, czy też nie jestem na tyle pomysłowa, lecz zastanawia mnie jedno -  dlaczego ludzie nadal nie rozumieją zasady, jaką wprowadziły Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w kilku województwach Polski, w tym również na Śląsku, prawie rok temu? Chodzi o zasadę sprawdzania biletów przez kierowcę i wsiadania do autobusu pierwszymi drzwiami, a wysiadania z niego pozostałymi. Mechanizm ten jest tak banalny, że aż trudno uwierzyć, że po tylu miesiącach wielu pasażerów jeszcze go nie zrozumiało. Oczywiste jest, że najpierw trzeba otworzyć drzwi pierwsze, żeby wpuścić nowych podróżnych i sprawdzić ich bilety, a następnie otwierają się kolejne, by wysiadający mogli wyjść. Więc mówiąc wprost – trafia mnie szlag, kiedy zatrzymuje się autobus na którymś przystanku z kolei i ludzie wykrzykują różne uwagi w kierunku kierowcy, bo nie wpadli jeszcze na to, że musi minąć kilka sekund, zanim wejdą nowi pasażerowie i dopiero potem wysiądą inni.

Mógłby ktoś pomyśleć, że skoro jestem taka oburzona zachowaniem ludzi jeżdżących autobusami, to mogę skorzystać z innego środka lokomocji, np. z samochodu. Jednak tu pojawia się kolejny problem, ponieważ szanse zaparkowania w godzinach rannych w centrum miasta (a tu znajduje się moja uczelnia) są nikłe. Jedyną możliwością są parkingi płatne, ale biorąc pod uwagę ile musiałabym tam stracić pieniędzy, zdecydowanie odrzucam tę opcję.

Cóż… nie pozostaje mi chyba nic innego, jak znosić wszelkie niedogodności, jakich dostarczają mi i innym, niektórzy pasażerowie. Mimo wielu minusów jazdy autobusem, odnajduję jeden pozytywny aspekt, a mianowicie, gdyby nie moje naburmuszenie spowodowane zakłóceniem spokoju w czasie jazdy, nie powstałby ten tekst. Być może wśród czytelników znajdzie się ktoś, kto podziela moje zdanie, na temat dokuczliwych towarzyszy podróży. Jeśli są tacy – pozdrawiam.

Patrycja Jaskot

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.