Ratuj Głuszca
wies

Cisza, spokój, rustykalizm to uroki sielskiej wsi. W wielu polskich osadach do dziś własnoręcznie wyrabia się masło, a wodę pitną wydobywa ze studni. Wieś pachnie snopami siana i wiatrem, przypominając człowiekowi o głęboko skrywanym pragnieniu kontaktu z Matką Naturą. W dobie cywilizacji, ucieczki od miejskiego zgiełku życie proste, mało skomplikowane nabiera deficytowej wartości.

Pan Tomasz i pani Natalia prowadzą agroturystykę w jednej z podkarpackich wiosek. Niewielka rozpadająca się buda wymagająca bieżących renowacji, dwie murszejące stodoły, unowocześnione pokoje z węzłem sanitarnym i telewizorem, sauna a wszystko to otoczone malowniczymi hektarami łąk i pól uprawnych. Podwórze jak zostało zaprojektowane przez dziada pradziada nadal idealnie oddaje klimat sprzed ponad dwustu lat, bo w gruncie rzeczy na przestrzeni czasu niewiele się zmieniło.
-    Nasi dziadowie wybudowali tę studnie i te fundamenty, tak i my nie tkniemy niczego – mówi Pani Natalia.

Jowialna, ale i stanowcza. Praca od zmierzchu do świtu przy sadzeniu ziemniaków odcisnęła się na jej dłoniach i zdrowiu, a mimo to nigdy nie narzeka dziękując Bogu codziennie za każde wykopane warzywo. Sprzedają na import, ale też w mini straganach przed domem z wywieszoną informacją: 90 groszy za kilo.

Życie codzienne

Koło domu rozciągają się szklarnie, a w nich dojrzewają pomidory, ogórki, dynie, cebula. Na zewnątrz pną się w górę słonecznik, kwitnie kalarepa, koper i truskawki. W dalszej części ogrodu rośnie czarna porzeczka, agrest, jabłka i jeszcze wiele innych owoców i warzyw. Kury i kaczki biegają w zagrodzie zaopatrując codziennie domowników w jajka. Na łące pasą się dwie krowy każda produkująca ponad trzynaście litrów mleka. W klatkach kłębią się króliczki nie przeczuwające rychłego końca. To właśnie one zaskarbiają sobie najwięcej sympatii gości. Zdarza się, że co wrażliwsi wykupują je od rolnika chcąc uchronić je przed konsumpcją.
-    Taka jest natura – mówi pan Tomasz. – Nie trzeba się do nich przyzwyczajać.
Ale tu jest tradycja, w którą będąc gościem nie trzeba się godzić, ale i lepiej nie ingerować bo rolnik potrafi przegonić widłami, a jak zapewnia wszystko odbywa się humanitarnie, a wiedza o uboju przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

W przypadku Państwa Moczarskich (nazwisko zmienione) supermarkety, osiedlowe sklepiki i miasto są inwestycją nietrafioną. Z powodzeniem bowiem przeżyliby miesiące, a nawet lata z własnych produktów udowadniając tym samym zdolność człowieka do przetrwania w niemal każdych warunkach. I choć daleko im do Amiszów ponieważ chętnie korzystają z dobrodziejstw cywilizacji, chociażby zaopatrując się w elektroniczne urządzenia, to w razie kryzysu gospodarczego przetrwaliby jeszcze długie lata czerpiąc z dobrodziejstw gleby i słońca.

Moda na agroturystykę

Wystarczy chwilę pobyć w tym miejscu by dostać olśnienia Einsteina. Czas tu bowiem nie istnieje, staje się pojęciem względnym. Wiedzą o tym ludzie, których twarze znamy z telewizji, prasy, radia. Bo to właśnie tutaj artyści, dziennikarze, ludzie biznesu (co dokumentują zawieszone w przedpokoju fotografie kilku znanych osób z tego miejsca) rezerwują pokoje z wyprzedzeniem. Nie tylko oni. Sława agroturystyki sięga płytko korzeniami, a jej początki sięgają 1937 roku. Wówczas pierwsza Spółdzielnia Turystyczno – Wypoczynkowa „Gromada” udostępniła swoje zagrody organizując przyjezdnym wypoczynek na wsi. Jednak jej największy rozkwit nastąpił w latach 90. Do miejsc o największej sławie należą między innymi rejony Mazur, Pobrzeża Szczecińskie, Gdańskie, Pojezierze Pomorskie, Suwalskie czy wspaniałe Karpaty.

Obecnie staje się coraz częstszą alternatywą dla drogich hoteli i pensjonatów. Pobyt w agroturystyce nie zawsze należy do tanich ze względu na duże zainteresowanie gospodarze często zawyżają ceny, dlatego wcześniej warto zapytać o cennik bez zbędnego narażania na szok po przyjeździe na miejsce.

Tu czas płynie inaczej, co nie znaczy że nudno. Można zaangażować się w życie codzienne mieszkańców, brać udział w lekkich pracach domowych takich jak pieczenie chleba, wydobywanie wody ze studni oraz uwaga: opróżnienie gnojownika. Można przejechać się na koniu, albo wypożyczyć quada z pobliskich ośrodków, albo po prostu przejść się na spacer po wąskich ścieżkach prowadzących przez polany. Wielu turystów wręcz domaga się zaangażowania w całodzienną pracę na roli, jednak jak mówi Pani Natalia niewielu udaje się dotrwać do zmierzchu
-    Praca na roli to ciężki chleb, a te chuchra z miasta to nie mają siły, człowiek na wsi jest zahartowany, inaczej się odżywia i funkcjonuje – dodaje żartobliwie Pani Natalia.

Miastowi odpadają przy rąbaniu drewna, czy koszeniu trawy kosą.
-    Pamiętam jak byłam w tym miejscu – mówi Katarzyna, stała bywalczyni.
Cztery lata temu to miejsce poleciła jej przyjaciółka i od tamtej pory przyjeżdża tu przynajmniej raz do roku.
-    Regularnie chodziłam na fitness, uprawiałam sport, biegałam. Byłam pewna za swoją kondycję, ale wystarczyło, że kilka razy machnęłam siekierą i przez kolejny tydzień omal nie mogłam ruszać rękami z powodu zakwasów.

Podobnie zresztą jak Piotr.
-    Co to przerzucanie siana dla mnie? Przecież od lat wyciskam ciężary na siłowni – wspomina.
Jednak już w połowie zajęć musiał zrobić przerwę i nabrać oddechu pod koniec dnia omal nie mógł ruszać rękami. Nie mógł pojąć jak chłopak o połowę szczuplejszy i młodszy (nastolatek) wykonał tę samą robotę trzykrotnie szybciej, kiedy on skończył przed zmrokiem chłopak już był gotowy przed obiadem i zabierał się do kolejnych czynności.
-    To była lekcja pokory – śmieje się Piotr.

Za co kochają wieś? Może za to, że już pod koniec dnia prysznic i wygodne łóżko stają się cenniejsze niż apartament na Bahamach, tu bezsenność mija sama, nie potrzebne są żadne tabletki na sen, ani herbata z melisy.

- Tu zapomina się o wszystkim, nie istnieje szef dokładający kolejne zlecenie, koleżanka siejąca plotki, ani awarie samochodu. Człowiek nie myśli o problemach, a o tym, że rano musi iść pozbierać jajka z kurnika, albo pomóc nakryć do stołu, wbrew pozorom to naprawdę działa regenerująco na skołatane nerwy – mówi Kasia.

-    Nigdy nie sądziłem, że wynoszenie gnojówki może być przyjemne – żartuje Piotr. – człowiek śmierdzi i ocieka potem, ale kiedy już skończy czuje się jak nowo narodzony – dodaje z uśmiechem.

Kasia: Każdy z nas jest neofitem. Wkraczamy w jakiś nowy, obcy świat, przyjmujemy chrzest. Idziemy w niedzielę na msze, wspólnie odprawiamy modlitwę, jeżeli ktoś chce oczywiście. Jeżeli ktoś oddalił się od kościoła właśnie tu może naprawić swoje kontakty z Bogiem.

Wieczorem jest ognisko. Wszyscy zasiadają na wielkich sękach drewna śpiewając ludowe pieśni, ktoś tam gra na gitarze.
-    Tu naprawdę można być sobą – mówi Kasia.
I po chwili dodaje, że nie musi zastanawiać się nad tym jak postrzegają ją inni bo tu nikt nie patrzy na nikogo. Każdy biega w rozciągniętych t-shirtach, flanelowych koszulach, spodniach z dresu i nawet nie ma czasu, ani ochoty żeby poddawać wygląd inny analizie.

Polskie wsie przeżywają renesans. Ludzie mają dosyć zatłoczonych i zanieczyszczonych miast poszukując miejsca gdzie mogliby się zaszyć z dala od miejskiego zgiełku. Być może, że potrzeba biegania boso po ogrodzie gdzieś głęboko tkwi w człowieku. Zdrowa, nieprzetworzona żywność, spokój, relaks wszystko to wpływa odżywczo na funkcjonowanie organizmu i pomaga w uzyskaniu psychicznej równowagi.

Tak niedoceniane, a przecież tak wspaniałe polskie wsie to miejsca gdzie można doświadczyć jeszcze cudownego pozornie sielskiego życia, ale przecież okupionego ciężką pracą. Niegdyś dominowały migracje w stronę miasta, dziś człowiek odwraca się plecami do industrializmu.

Turyści płacą krocie za to by wcielić się na kilka tygodni w rolnika i pomieszkać w zagrodach, ale czy będąc nim  na co dzień można docenić uroki tego miejsca?
– Chcemy stąd wyjechać – mówią synowie gospodarza, którzy w tym roku planują wynieść się do cuchnących smogiem i zatłoczonych miast, turyści wracający stamtąd wręcz nie mogą tego pojąć, oni za wszelką cenę od tego uciekają.

Pani Natalia puentuje to z uśmiechem pełnym spokoju : Trzeba wyjechać, żeby to docenić. Wrócą.

Tak jak i my wracamy.

Aneta Bulkowska

Jeden komentarz :) w artykule: ”Życie na polskiej wsi”

  1. wczasy na wsi pisze:

    Z agroturystyki dzisiaj sporo gospodarstw rolnych ma niezłe dodatkowe i nieopodatkowane dochody.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.