Ratuj Głuszca
zakupy

Dziś niewielu dziwi psujący się tuż po skończeniu gwarancji telewizor, rozpadające się po deszczu buty, samochody, które nie ruszą bez nowego oprogramowania. Niemal wszystkie produkty codziennego użytku mogłyby posiadać wieloletnią trwałość i służyć przez długie lata bez konieczności wymiany, tylko, kto by wtedy zarabiał?

W antykwariatach, w wielu domach do dziś znajdą się działające magnetofony szpulowe, sprawne pierwsze adaptery. Pamiętne maszyny do szycia, na których pracowały najpierw nasze prababki, później nasze babki, a na końcu matki szyły nam ubrania na karnawał, przeszywały zasłony, funkcjonują bez zarzutu.

Buty od szewca, w których dziadek przeszedł pół swojego życia przeszły jedynie rekonstrukcję podeszwy. Dziś modne obuwie kupione w jednej z popularniejszych marek rozlatuje się w drobny pył, gwarancja? Obejmuje tylko mechaniczne uszkodzenie, bardzo szczegółowo wyartykułowane w regulaminie. Jak się obcas złamie to przecież nie wina fatalnie zrobionego obuwia, którym producent naraża nas na utratę zdrowia, tylko klienta, bo nie zatroszczył się odpowiednio o jego pielęgnację.

Sprzęty, urządzenia, meble przedwojenne to nie tylko relikty przeszłości, ale świadectwo niezwykłej trwałości. Z dzisiejszych rzeczy niewiele zostanie pamiątek, bo po ich rozpadzie od razu są wymieniane są na nowe. Doskonały przykładem są laptopy. O ile swojego peceta średnio obeznanych w informatyce użytkownik mógł do woli modernizować, unowocześniać i wymieniać uszkodzone elementy, o tyle w laptopie taka naprawa przez profesjonalistę często przewyższa kupno nowego sprzętu. Każdy użytkownik laptopa wie po trzech latach wyraźnie widzi zwalniający procesor, przegrzanie i rozładowującą się w godzinę baterię.

Już dawno przestaliśmy kupować rzeczy dla samego zaspokajania potrzeb. Produkcja napędza gospodarkę, konsumenci podtrzymują rynek. Doskonale obrazuje to „spisek żarówkowy”, dokument emitowany w telewizji, obecnie dostępny na youtube.

Zaczyna się od zepsutej części w drukarce. Producent odsyła pracownika do serwisu, tam bohater dowiaduje się, że diagnoza kosztuje 15 euro, serwisanci odradzają naprawę: „nie warto”, „nie opłaca się”. W dalszym ciągu dowiadujemy się, że koszt naprawy wyniesie około 100 euro, przy czym drukarkę kupimy już za 39 euro. To nie przypadek, że sprzedawcy polecają zakup nowego sprzętu, jeżeli bohater dokumentu tak postąpi stanie się kolejną ofiarą planowanego starzenia produktu. Na końcu okazuje się, że w drukarkach instaluje się specjalne czipy, które blokują sprzęt, po wydrukowaniu określonej ilości stron. To nic, że nasz sprzęt wciąż jest sprawny, czip decyduje o tym, że drukarka po wygaśnięciu gwarancji „udaje” zepsutą.

Żyjemy w społeczeństwie zdominowanym przez rozwijającą się gospodarkę, która nie rozwija się po to, żeby zaspokoić nasze potrzeby, a żeby się rozwijać. Jeśli konsument nie kupi, gospodarka nie będzie się rozwijać.

Planowanie postarzania produktu polega na tym, że klient chce mieć coś nowego i to jak najszybciej.

Skrócono czas użytkowania żarówek, film obrazuje, w jaki sposób zdolni i ambitni projektanci musieli wszystko przerabiać w taki sposób, by skrócić czas wytrzymałości. Dla producenta dobrze jest, kiedy żarówki palą się krótko, jeżeli działają długotrwale oznacza to straty dla producenta – mówi Markus Krajewski z Uniwersytety Bauhaus, Weimar.

Członkowie kartelu uznali, że granicą życia żarówki powinno być maksymalnie 1000 godzin, choć jej żywotność z powodzeniem mogłaby wytrzymać 2500, a nawet dużo więcej. Czego przykładem jest świecąca od ponad stu lat żarówka. W 1925 roku powołano Komitet „Tysiąca Godzin Życia”, ustanowił sobie za cel skrócenie żywotności żarówki.

- Planowanie starzenia produktu pojawiło się w tym samym czasie, co masowa produkcja i społeczeństwo konsumenckie. To, że urządzenia mają działać przez jakiś czas jest częścią planu, który powstał podczas rewolucji przemysłowej, wtedy maszyny zaczęły produkować dobra o wiele tańsze i dostępne dla przeciętnego konsumenta, ale konsument nie nadążał z kupowaniem tego, co naprodukowano – tłumaczy Nicols Fox, ekspert ds. technologii.

W latach 30 po krachu na Wall Street w Ameryce nastał zastój na rynku, by ponownie przywrócić świetność gospodarki Bernand London, zamożny pośrednik handlu nieruchomościami zasugerował, że tylko planowane postarzenie produktu siłą, poprzez prawo może powstrzymać kryzys. Bernand  London proponował, aby wszystkie produkty miały datę ważności, po której uznano by je za nieprzydatne i choć jego plan nie został wówczas wprowadzony w życie, wrócono do niego w latach 50. i jak widać funkcjonuje do dzisiaj.

Wszyscy jesteśmy ofiarami tego systemu. Ucieczka z tego kołowrotka w zasadzie nie istnieje. Gdyby nie było postarzania produktu, nie istnieliby przecież producenci, fryzjerzy, projektanci, centra handlowe.

Każda rzecz ma wartość dopóki stoi na półce, w momencie, gdy już za nią płacimy staje się zużyta. Trzeba dziś wiele determinacji i cierpliwości by naprawić przepalony po roku od kupienia odkurzacz, wymienić tasiemkę w starym aparacie za kilkaset złotych, znaleźć informatyka, który szczerze powie, co dolega naszemu laptopowi i będzie umiał go „wyleczyć”. Dużo łatwiej kupić i wymienić na nowe, dlatego wciąż kupujemy.

Ana Miler

 

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.