Ratuj Głuszca
Credit card background

Przywykliśmy z zasady zastaną rzeczywistość traktować w sposób bezrefleksyjny. Zdawać by się mogło, że większość z nas akceptuje reguły życia społecznego na zasadzie czegoś odgórnie danego, wytyczonego i określonego – tak było, jest i będzie, albo zwyczajnie ,,tak robią wszyscy’’ (a więc musi to być dobre).

Tymczasem pojawiło się w naszym słowniku zaiste ciekawe pojęcie, jakim jest ,,konsumpcjonizm’’. Wielu z nas szafuje tym słowem na prawo i lewo, ledwie zdając sobie sprawę z tego, że kryje się pod nim f a ł s z y w a i d e o l o g i a naszych czasów.

Dlaczego fałszywa? Ano, dlatego, że konsumpcjonizm jest systemem, schematem, który pod prawdziwą Ideę zaledwie (i aż) się podszywa. W przeciwieństwie, bowiem do innych ideologii, obojętnie od tego, czy dotyczą one ruchów ekologicznych, orientacji prawicowych czy lewicowych, konsumpcjonizm nie posiada żadnych postulatów – nie zostało w nim wypowiedziane, ani też przekazane nic, z czym moglibyśmy się ideowo zgodzić, albo odrzucić to, jako rzecz niesłuszną czy odrażającą. Istnieje jednak jedno przykazanie, na którym konsumpcjonizm się opiera i które ludzie na całym świecie akceptują w sposób iście bezmyślny, a mianowicie – kupuj.

Kupuj, nabywaj, używaj, ciesz się.

W tej perspektywie, konsumpcjonizm staje się czymś zarówno groteskowym, jak i przerażająco smutnym, co jednak w jakiś cudowny, iście magiczny i bliżej nieokreślony sposób, porywa za sobą masy.

Człowiek pracuje po to, żeby kupować. Kupuje po to, żeby konsumować (albo używać) określony produkt. A potem umiera. Nie ma w tym nic wzniosłego, wspaniałego albo chociażby zjawiskowego. Ot, prozaiczność życia. Ale czy aby na pewno?

Rozpoczynając pracę, jakąkolwiek, jesteśmy przekonani, że robimy to dla pieniędzy. Pieniądze w perspektywie takiego myślenia są czymś wobec nas z e w n ę t r z n y m, a więc czymś, co uzyskujemy od innych (a co przyjmuje postać materialną) w zamian za nasz trud. Jednak, jeśli spojrzeć na to ze strony zaproponowanej przez Wiktora Pielewina (,,Empire V’’) zauważymy ciekawą zależność. Otóż, wedle niego pieniądz nie jest wobec człowieka rzeczą zewnętrzną, ale  w e w n ę t r z n ą. Człowiek, owszem, pracuje, ale poświęca na tą pracę swój czas i energię, a więc – swoje życie. W tej perspektywie pieniądze otrzymuje się poprzez poświęcanie życia. Zatem, pieniądz chociaż posiada swoją postać materialną, to jego wartość dodatkowa (poświęcone życie) sprawia, że staje się on w pewnym sensie częścią nas.

Tyle z zagadnień czysto filozoficznych, spójrzmy więc co robimy z tymi pieniędzmi, które już trzymamy w portfelu. Wydajemy je, to oczywiste. Zaczynamy kupować najróżniejsze rzeczy – od książek począwszy, na meblach skończywszy. Czy jednak wszystko, co kupujemy, jest nam konieczne i niezbędne do życia? Rzecz jasna, nie mam w tym wypadku na myśli ,,drobnych szaleństw’’ dnia codziennego, związanych z zakupem nowej bluzki, albo płyty ulubionego muzyka. Problem tyczy się tego, o czym pisał pan Veblen, a więc tego, co określamy mianem ,,konsumpcji na pokaz’’.

Oczywiście, każdy z nas lubi myśleć o sobie, jako o jednostce indywidualnej, cechującej się określonym gustem i poglądami. Niemniej jednak, dokonując zakupu (albo wymiany, co to za różnica?) nowego IPada, drogiego czytnika e-booków czy komputera firmy Apple, zaczynamy konsumować na pokaz. Bo, mili czytelnicy, spróbujcie odpowiedzieć sobie na te pytania szczerze, czy zwykły telefon (już nawet nie antyczna ,,cegła’’) nie nadawałby się równie dobrze do utrzymywania kontaktu ze znajomymi i przyjaciółmi, co IPad? Albo czy zakup zwykłej książki i przeczytanie jej na pewno nam tak przeszkadza, że musimy, naprawdę musimy, kupić nasz własny czytnik? Albo czy komputer firmy Compaq nie byłby tak samo dobry, jak świecące jabłuszko?

Na każde z tych pytań można spokojnie odpowiedzieć – tak, byłyby równie dobre. Niemniej jednak, współczesna konsumpcja na pokaz (która stanowi nieodłączną część fałszywej ideologii konsumpcjonizmu) opiera się na dość szerokiej kategorii potrzeb wyobrażonych. Bo tak naprawdę, jedynymi potrzebami, jakie właściwie musimy zawsze zaspokajać są podstawowe potrzeby z piramidy Maslowa (potrzeba bezpieczeństwa, zaspokajanie głodu, potrzeb fizjologicznych, sen). Najnowszy model telefonu, albo czterdziestocalowy telewizor w ramach domowego kina nie jest nam do tego potrzebny.

Tymczasem, spece od marketingu i reklamy za pomocą siedmiu prostych socjotechnicznych reguł są w stanie wmówić nam, że nowy telefon (chociaż stary działa całkiem dobrze), jest nam naprawdę potrzebny. Albo, że można czuć się wyobcowanym wśród znajomych kupujących torebki u Gucchiego.

Przy czym, w pierwszym wypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem ,,sztucznego postarzania przedmiotu’’ (w końcu odwołujemy się tu ponownie do racji ogółu – nikt już tego nie używa, a więc my, czyniąc inaczej, narażamy się na pośmiewisko), zaś w drugim – ze skrajnym przypadkiem konsumpcji na pokaz. Przyjmijmy bowiem, że ta torebka jest zrobiona z wysokiej jakości, dobrej skóry; pokuśmy się nawet o przypuszczenie, że była szyta na miarę, ręcznie, przez wykwalifikowanego krawca. Niech nawet i będzie tylko sto jej egzemplarzy na świecie. To wszystko jednak, nawet przy najbardziej pesymistycznych założeniach, co do cen poszczególnych materiałów i kosztów robocizny nie przekroczy progu tysiąca złotych. Płacimy jednak za taką torebkę znacznie więcej.

Może mniej drastyczny przykład: zwyczajny sklep firmowy. Wchodzimy do środka i od razu zauważamy prześliczne krótkie spodenki na manekinie (a kto wie i pamięta, że zostały tam umieszczone specjalnie, z uwzględnieniem wszystkich zasad i chwytów marketingowych?). Ładne, w grafitowym kolorze, z miłego materiału (niech będzie, że z wiskozy) i nawet zaopatrzone w fikuśną kokardę. Bierzemy je w dłoń, spoglądamy na cenę i… sklep żąda od nas całych siedemdziesięciu złotych. Usłużnie dodam, że cena materiału potrzebnego do uszycia takich krótkich spodenek, w zależności od gatunku, raczej nie przekroczy poziomu 10-20 złotych. Dodam jeszcze, że nawet gdyby doliczyć do tego robociznę (a więc uszycie na miarę, wedle naszego projektu), to cena nie przekroczyłaby pułapu 50 złotych (a przynajmniej nie powinna). Co dzieje się z tymi 20 złotymi? Ano, stanowią wartość dodatkową produktu, która trafia do kieszeni właściciela (albo właścicieli) firmy X.

Zaczynamy zatem spędzać większą część naszego życia na dokonywaniu zakupów rzeczy, które w zasadzie nie są nam potrzebne (ale po prostu są modne i też chcemy takie mieć, bo mają je ,,wszyscy’’); płacąc za nie pieniędzmi, na zdobycie, których poświęcamy swoje życie (a i tak ich nigdy nie mamy); żeby zaimponować tym mitycznym ,,wszystkim’’ (którzy i tak nie zwracają na nas uwagi).

W tym wypadku konsumpcjonizm stanowi swoistą samonapędzającą się spiralę kolejnych pułapek – zaczynając konsumować na pokaz, nie potrafimy przestać. Jedynym bodźcem, który pcha nas do działania i kontynuowania tej drogi jest sam akt kupna (to on jest w tym wszystkim najważniejszy, nawet nie samo posiadanie, które szybko nam się nudzi, gdyż od razu zauważamy ,,nową, lepszą rzecz’’, którą powinniśmy natychmiastowo nabyć). Jest to działanie złudne i zdradliwe o tyle, że nigdy nie odczuwamy dzięki niemu pełnego zadowolenia i zawsze będziemy chcieli uzyskać więcej. To nie samo posiadanie, ale żądza posiadania sprawia, że z czasem zaczynamy przenosić nasz zakupowy konsumpcjonizm w sferę prywatną.

W sferze uczuć, emocji i intymności, konsumpcjonizm przejawia się w iście cynicznych, acz, bezwiednych postawach większości ludzi, z jakimi możemy się spotykać. Ciągła propaganda (albo zwyczajnie: manipulacja) mająca na celu wytworzenie pokolenia ,,Ja’’ (a wiec: ty jesteś najlepszy, twoje problemy są najważniejsze, właściwie tylko ty się liczysz i powinieneś zdawać się zawsze tylko na samego siebie), wmawiająca nam, że powinniśmy być piękni (kupuj kosmetyki, dobre ubrania), niezależni, wyzwoleni, sprawiła, że stosunki międzyludzkie w skrajnych sytuacjach zaczynają przypominać transakcję handlową polegającą na zsumowaniu potencjalnych zysków i strat. W końcu, czy istnieje wśród nas osoba, która nie usłyszałaby nigdy o znamiennym ,,rachunku kosztów’’ emocjonalnych? Albo, której nikt nie powiedział ,,zainteresuj się tą osobą, bo jest bogata/ma dobrze postawionych rodziców’’? Chyba nie. Już nawet psychologowie mówią o takim ocenianiu, jako o sytuacji normalnej. Tymczasem mamy do czynienia z postępującą dehumanizacją człowieka na rzecz konsumpcji. Teraz, mogłoby się zdawać, że osoby wchodzące w związek, nie przewidują w nim miejsca na emocje, na prawdziwą miłość (jest za to rachunek potencjalnych zysków i strat); że nie ma w nim miejsca na wierność (zdawać by się mogło, że związek kończy się wraz z wygaśnięciem ,,czasu gwarancji’’ a więc atrakcyjności partnera), nie ma miejsca na uczucia – jest handel.

W tym wypadku konsumpcjonizm jawi się jako coś szalenie płytkiego – jest związany, bowiem tylko z ,,używaniem’’ i ewentualną radością, jaką możemy z tego powodu czerpać. Przy czym, warto pamiętać, że jest to radość często ulotna, chwilowa i krótkotrwała. Pod błyszczącym płaszczykiem kolejnych promocji i przemijających szybko okazji nie kryje się zupełnie nic. Niemniej jednak, ta złudność i szczęście, o którym zapewniają nas cały czas media (w końcu młodzi, piękni i bogaci zawsze są szczęśliwi, prawda?) stanowią piękny wabik.

Warto więc zatrzymać się w tym potoku i zadać sobie szczere pytanie o to, czy nie pochłonął nas już ten nurt. A jeśli nawet, to warto sobie zdać sprawę z tego, że zapełniając nasze życie coraz to nowszymi, coraz droższymi, coraz modniejszymi gadżetami – nie uczynimy samych siebie szczęśliwszymi, ani lepszymi. Zamkniemy się w zamku ze złota, jak król Midas i kiedyś odczujemy jego pustkę.

A wtedy może być za późno, bo będzie oczekiwała na nas ostatnia część cytowanego, jako tytuł, powiedzonka: śmierć. I w zasadzie w tym kluczowym momencie odkryjemy, że… kupowaliśmy. I tylko tyle.

Martyna Biesiada

 

Komentarzy: 3 w artykule: ”Work, buy, consume, die”

  1. Kuba Blade pisze:

    Wspanialy artykul Pani Martyno! Szkoda, ze prawda w nim zawarta jest bardzo aktualna, ale najwazniejsze, ze sa tacy, ktorzy sa na to uodpornieni.

    Odwalacie na Hodze kawal dobrej roboty ludziska. Nie wiem jak to mozliwe, ze Wasz portal komentuje tak malo ludzi… brakuje nawet naszych rodzimych hejterow, ale akurat tego Wam tylko pozazdroscic ;)

    Jedziecie z tym koksem!!!

  2. csgo skins background…

    thank so considerably for your internet site it assists a whole lot.|…

  3. madden mobile coins…

    Many thanks really practical. Will certainly share site with my good friends…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.