Ratuj Głuszca
Paryz.DeszczowaPogoda

Gustave Caillebotte jest jednym z najbardziej utalentowanych, ale niestety również niedocenianych malarzy XIX wieku. Ta powściągliwość krytyków w ocenie jego twórczości z pewnością jednak nie powstrzymała jego „fanów” przed wzdychaniem nad uchwyconymi mistrzowskimi pociągnięciami pędzla i pełnej wyczucia kolorystyki scenami z życia paryskiej ulicy

Sława Gustava Caillebotte’a jest stosunkowo nikła na tle chociażby takich nazwisk jak Renoir czy Degas, czego przyczyny być może należałoby szukać w samym życiorysie artysty. Gustave wychowany w zamożnej rodzinie prawniczej wkrótce został prawnikiem z czego jednak szybko zrezygnował całkowicie poświęcając się malarstwu. Po odziedziczeniu majątku ojca brak środków finansowych miał już mu nigdy nie doskwierać, w przeciwieństwie do jego przyjaciela Renoira szóstego dziecka biednego krawca i kirasjera w wojnie francusko-pruskiej czy chociażby Van Gogha, który żyjąc w skrajnej nędzy, doprowadzony do szaleństwa przed śmiercią pozostawał jedynym, który wierzy w powodzenie swoich dzieł. Z drugiej strony sam impresjonizm tchnie bogactwem, przepychem i lekkością życia. Sceny rodzajowe prosto z wykwintnych salonów i galerii, barwna natura, ciepła kolorystyka. Estetyka impresjonizmu skupiała się nie zawsze wokół tego co prawdziwe, a tym samym też nie zawsze ładne czego nie bali się przedstawiać realiści, w tym chociażby Courbet, ale przede wszystkim na tym co cieszy oko. Zarówno Manet jak Degas i wiele innych członków wywodzili się z bogatych rodzin, otrzymując od nich regularnie wsparcie finansowe, zatem z pewnością niesławy Gustava nie należy doszukiwać się w pochodzeniu.

Przełom XIX wieku

XIX wiek jest przełomowym okresem dla malarstwa. Postęp techniczny i naukowy przyniósł innowacyjne narzędzia. Na miejsce pędzli z miękkiego włosia pojawiły się twarde, płaskie pozwalające stosować mocniejsze pociągnięcia. Zaczęto również produkować przenośne sztalugi, oraz pudełka na farby dzięki czemu artyści swobodnie mogli pracować w plenerze. W sklepach również pojawiły się farby syntetyczne, dużo tańsze od naturalnych. Wówczas też zaczęto stosować ze śmiałością niebieski kolor, który wcześniej był drogi ze względu na jego wytwarzanie ze skały metamofricznej lapis lazuli. Prawdziwy przełom nastąpił jednak w dziedzinie optyki, słynne odkrycie Isaaca Newtona na temat teorii barwy, a także wynalezienie fotografii sprawiło, że wychowankowie Akademii Malarstwa i Rzeźby zaczęli buntować się przeciw skostniałej sztuce antycznych form tonących w„brązowych sosach”. Czy Gustave Caillebotte, stonowany i dobrze wychowany prawnik był jednym z tych aktywistów przeciwstawiających się konwencjom, czy jedynie szukał dla siebie miejsca na paryskim Montmartrze?

Nie wiadomo o nim zbyt wiele. Gustave choć majętny swoim dorobkiem dzielił się z pozostałymi malarzami nierzadko kupując od nich obrazy, stając się tym samym mecenasem – wówczas postępowało tak wielu zamożnych artystów wspierających utalentowanych kolegów – sam zaś nie szarżował majątkiem żyjąc w skromnym mieszkaniu przy bulwarze Haussmanna wraz z bratem Martialem fotografem, z którym łączyła go silna więź. W 1883 roku spisuje testament, w którym przekazuje majątek w postaci 67 swoich dzieł Państwu Francuskiemu zastrzegając warunek, że testament zostanie zrealizowany tylko wówczas gdy jego dzieła zostaną wystawione w Luwrze. To dosyć odważne posunięcie zważywszy na dobiegające zewsząd hasła artystów bojkotujące spalenie domu „Mony Lisy”. Dziś przekazane przez Caillebotte’a dzieła można podziwiać między innymi na ścianach Musee d’Orsay.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów w całym dorobku Gustava to „Cykliniarze” zaprezentowany po raz pierwszy w 1876 roku na zorganizowanej przez Caillebotte’a prywatnej wystawie impresjonistów. Wcześniej jak i pozostałe dzieła malarzy eksperymentatorów został odrzucone przez paryski Salon uznane za zbyt kontrowersyjne i dalece odbiegające od pożądanego (akademickiego) kanonu.

Kolejnym wybitnym obrazem jest „Paryż. Deszczowy dzień” z 1877 roku przedstawiający scenę rodzajową. Na pierwszy plan wysuwa się para zamożnych Paryżan schowanych pod parasolem, w dalszym planie przemykają postaci próbujące schronić się przed deszczem. To co zasługuje na szczególną uwagę to realizm z jakim oddane zostały krople wody. Kostkę brukową wypełnia połyskujący deszcz, parasole lśnią od odbijającego się od warstwy wody światła, w tej letniej scenerii, niemal unosi się zapach deszczu. Naturalność, prostota z jaką uchwycona została ta chwila sprawia, że patrząc na obraz widz zatapia się w tło, ma wrażenie jakby już przez samo oglądanie uczestniczył w codziennym życiu XIX-wiecznych mieszczan, wrażenie to potęguje idąca w stronę widza para, widz w pierwszym odruchu doznaje naturalnej reakcji, by uprzejmie ustąpić jej miejsca. Kirk Varnedoe dużo później wyraził się o „Cykliniarzach”:

„Jest to, przyznajmy, arcydzieło Caillebotte’a. Namalował on wiele innych obrazów ciekawych i ważnych, lecz żaden z nich nie jest tak monumentalny, tak złożony i tak urzekający, jak to szerokie skrzyżowanie ulic, przepojone atmosferą ciepłego i spokojnego, deszczowego dnia.”

W kolejnych dziełach Caillebotte w równie mistrzowski sposób dzieli się swym spojrzeniem na świat. Wystarczy obejrzeć kilka reprodukcji by bezpowrotnie zakochać się w tych dziełach. „Kajakarze”(1877r.), „Łodzie na Sekwanie”(1892r.), „Mężczyzna na balkonie” urzekają prostotą, a jednocześnie niekłamanym pięknem, które Caillebotte potrafił wydobyć nawet z pozoru nieatrakcyjnej rzeczywistości, jak przystało na wielkiego artystę.

Żył 45 lat. Zmarł w 1894 roku, w 1882 wycofał się na stałe z życia towarzyskiego poświęcając malowaniu pejzaży i natur. Niedoceniony za życia dopiero w drugiej połowie XX wieku „powrócił” by swych dziełach na nowo oddawać tchnienie zaklętych w płótnie chwil.

Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.