Ratuj Głuszca
dziennikarz

Dziennikarstwo obywatelskie to już nie hobby, ani temat do poruszania przy obiedzie, tylko realistyczna wizja świata, w którym dziennikarzami są wszyscy, jednocześnie świata w którym Dziennikarzy prawie już nie ma. Sprawa jest poważna jeżeli zastanowić się nad jakością merytoryczną informacji, a także życiem codziennym gdzie na każdym kroku stajemy się ofiarą detektywistycznych ciągotek sąsiada. Wielki come back donosicielstwa z PRL-u? Czy dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia czeka los dinozaurów? Dokąd to właściwie zmierza?

„Uprzejmie donoszę, że mój sąsiad – nie donosi. Sławomir Donosek”. Humoreska Mrożka do dziś króluje w rankingu anegdot wszech czasów. Nic dziwnego, skoro w kilku słowach ujął całe sedno dziennikarstwa obywatelskiego. I choć nie można wykluczyć korzystnego wpływu, jaki wywiera ten nowy „zawód” dla naszego bezpieczeństwa, to trudno nie spostrzec, że opiera się na zasadach, jakie dzieci nazywają między sobą „kablowaniem”. Tak, dziennikarz obywatelski jest wszędzie, posiada informacje z pierwszej ręki, do których zwykły pismak nie zdąży jeszcze dotrzeć, robi zdjęcia telefonem, informuje o korkach na drodze, często przeciętny licealista okazuje się dużo sprawniejszy logistycznie niż niejeden reporter, ale podgląda też sąsiada, donosi na rodzinę.

O ile znajdzie się grupka osób respektujących zasady Etycznego Kodeksu, to nie ma co się czarować, że to zaledwie garstka. Wystarczy wejść na internetowe fora by zobaczyć do czego zmierza wolny dostęp do mediów. Trollowanie, kopiowanie, obrzucanie się błotem, wulgaryzmy, tak ma wyglądać współczesne dziennikarstwo?

Rozwój informatyki to rozwój nowych mediów. Powstanie tych amatorskich niesie za sobą atrofię branży papierowej, gazety i czasopisma o ile chcą utrzymać się na rynku wychodzą naprzeciw oczekiwaniom odbiorców i przenoszą działalność do internetu.

Powszechność ta staje się coraz częstszą alternatywą dla tradycyjnego rzemiosła. Najpierw news wyparł czasochłonne i żmudne śledcze dziennikarstwo, teraz niezatrudnieni i niewyszkoleni obywatele wypierają dyplomowanych dziennikarzy. Co więcej stają się o wiele bardziej od nich atrakcyjni, po pierwsze większa swoboda – nie ogranicza ich kodeks, nikt też nie zwolni ich z pracy, nie pozbawi prawa wykonywania zawodu, ale są też o wiele tańsi dlatego, że sprzedają informacje po dumpingowych cenach. Dodatkowo większość działa społecznie przez co redakcje nie ponoszą kosztów z tytułu ich zatrudnienia.

Za prekursora dziennikarstwa obywatelskiego oficjalnie uważa się Wikiinews (2005), potem nastąpiło znaczne przyspieszenie. Kolejno iThink.pl utworzone przez Thinkmedia, Wiadomości24 wytwór Polskapresse, Interia360. W międzyczasie dołączyła Eioba.plsalon24 to tylko te najbardziej popularne, każdego dnia liczba nie licencjonowanych portali wzrasta w zastraszającym tempie. Dopóki tworzyło to niewielką grupę nie miało to znaczenia. Póki ta mała niezobowiązująca liczebność nie przerodziła się w potężną organizację. Dziennikarze kiwają sceptycznie głowami, „daleko im do nas”, ale czy na pewno? Obywatele wysyłający informacje do mediów zacięcie walczyli o wpisanie ich do kanonu zawodów objętych etyką i zasadami obowiązującymi w tym zawodzie, i wywalczyli. Dziś oficjalnie figurują w kodeksie jako dziennikarze.

Oznacza to, że według prawa prasowego są nimi, o ile „zajmują się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych na rzecz i z upoważnienia redakcji”. Korzystają  więc z tych samych przywilejów jak dostęp do informacji, ale też i obowiązków opartych głównie na etyce zawodowej.

Nie pozostaje zatem nic innego jak powoli odchodzić do lamusa, bowiem dziennikarzy z wykształcenia – już teraz niewielu – czeka jeszcze większa selekcja. Znak czasu.

dziennikarz Uprzejmie donoszę...

Aneta Bulkowska

 

 

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.