Ratuj Głuszca
Paying attention

„Weszłam do klasy dwóch chłopaków siedziało z nogami wyciągniętymi na ławce, nauczyciel pokornie pisał coś na tablicy. Otworzyłam zeszyt wszyscy spojrzeli na mnie niepokojąco: kujon! Dopiero potem zobaczyłam, że notują trzy osoby”

Byle nie do gimnazjum – rozmawiają dwie absolwentki filologii uniwersytetu śląskiego – mogę uczyć w podstawówce i liceum, do gimnazjum końmi mnie nie zaciągną.

Otwarcie gimnazjów w Polsce nastąpiło 1 września 1999 roku. Nowy pomysł podzielił społeczeństwo. Próbowano wypracować jednoznaczną opinię na temat reformy i jej wpływu na edukację młodzieży w późniejszych latach. Dziś nadal trudno o jednoznaczną opinię. Plan reformy zakładał skrócenie edukacji na poziomie szkoły podstawowej z 8 do 6 lat oraz szkoły średniej z 4 do 3 lat. Gimnazjum ułatwiło wprowadzenie nowych programów nauczania i nowych, dostosowanych do wieku rozwojowego uczniów programów wychowawczych. Wówczas w ministerstwie edukacji zasiadał Mirosław Handke. Jak wyznał w 2006 roku w wywiadzie z Kamilem Durczokiem głównym zamierzeniem było wyrwanie młodzieży w trudnym wieku i oddanie jej pod opiekę starszej.

By było tak jak przed wojną, za reformy Jędrzejewicza – było gimnazjum plus liceum. System miał być 6 lat dla dzieci i 6 lat dla młodzieży”

Błędem byłoby obwinianie całej reformy. Z założenia nie miała być ona szkodliwa, a przynieść wymierne korzyści w planie nauczania. Wymogła dodatkowo zmiany w statusie zawodowym nauczyciela. Głównie na poziomie awansu oraz wymiarze zatrudnienia. Wprowadzenie czterostopniowego awansu zawodowego powiązało umiejętności i jakość nauczania z wynagrodzeniem.

Reformy miały zapewnić rozwój edukacji na poziomie krajów wysoko rozwiniętych co jednak wiąże się z określonymi nakładami finansowymi, a tych niestety zabrakło. Zmiany zostały przeprowadzone spontanicznie, bez uprzedniego przygotowania co dało się odczuć chociażby w doborze podręczników. Tworzenie kolejnych budynków wymogło od państwa dodatkowe inwestycje związane nie tylko z budową, ale i ich utrzymaniem.

Pani Katarzyny Hall nie opuszcza jednak optymizm i wiara w cud reformę. W wypowiedzi dla polskatimes.pl. stwierdziła, że jeszcze potrzeba czasu nim zmiany ugruntują się na dobre, ale już widać poprawę.

„Jeśli ktoś teraz, dopiero po kilku latach od reformy, proponuje zawracanie kijem Wisły, czyli kolejne zmiany strukturalne, to chyba nie wie ile napięć zupełnie niepotrzebnych musiałby zafundować wielu rodzinom poprzez nowe układanie sieci szkolnej .”

Ale jak się mają słowa do rzeczywistości?

-          Moja córka zanim nie poszła do gimnazjum była wzorową uczennicą. W nowej szkole nauczyła się palić papierosy, pić alkohol i wagarować – mówi mama jednej z uczennic.

Psychologowie od lat z niepokojem przyglądają się młodzieży gimnazjalnej i zmianom  zachodzącym w nich na etapie dojrzewania. To przeniesienie dorastających młodych ludzi w momencie największej burzy hormonów w nowe otoczenie, w którym muszą odnaleźć się na nowo. Piętnastolatki czują się dorosłymi, wydaje im się, że są na tyle dojrzałe, że z powodzeniem mogą rozpoczynać współżycie seksualne, albo żyć na własną rękę buntując się rodzicielskiej władzy, mówi psycholog Anna Tomczyk.

Większość z nich autentycznie wygląda, aż nazbyt dojrzale za sprawą mocnych makijaży, farbowanych włosów, korzystania z solarium, czy wyzywających ubrań, ale czy ta zmiana wizualna nadąża za psychiczny rozwojem?

-          Piętnastolatki nie mają jeszcze ukształtowanej psychiki, wartości, ani postaw moralnych, mentalnie są to jeszcze dzieci – dodaje psycholog.

W gimnazjum nauka spada na ostatni plan szczególnie tam,  gdzie we wcześniejszych latach nie była na pierwszym miejscu. W gimnazjum wiele uczniów powtarza klasy, a przymus edukacji do 18 roku życia powoduje, że siedemnastolatki wykazujący postawę nihilistyczną siedzą w ławkach z trzynastolatkami. Bardziej podatni uczniowie próbują podporządkować się do nowych zasad, większość opuszcza się w nauce.

-          Moja koleżanka opowiadała mi,  jak grali w „słoneczko” – wspomina Karolina, uczennica chorzowskiego gimnazjum.

Zabawa polega na tym, że dziewczyny w łazience układają się w kółko na podłodze z rozstawionymi nogami, jest również kilku chłopców. Dochodzi do inicjacji seksualnej z poszczególnymi partnerkami, a chłopak który pierwszy dozna ejakulacji przegrywa.

Gimnazja przyrównuje się do systemu za czasów zaborów, gdzie panowała kindersztuba, a za wybryki stosowano kary cielesne m.in. bicie linijką, czy zostawanie po lekcjach w kozie. Szkołę zaś sponsorowali krewni, żeby się odwdzięczyć za wyrwanie ze wsi do miasta delikwent musiał wykazać się zapałem i wiedzą. Nie było mowy o buncie, kto się nie podporządkował ten był odsyłany z powrotem do pracy w gospodarstwie rolnym. Nikogo nie edukowano na siłę, ale wizja powrotu i srogiego wzroku ojca działała motywująco. Nauczyciel miał władze jak dowódca w wojsku, chcąc nie chcą uczniowie podporządkowywali się jego decyzjom. W chwili obecnej prawa ucznia nie pozwalają na jakąkolwiek ingerencje poza wezwaniem rodziców. Nauczyciel musi działać zgodnie z przepisami w wyniku czego nie wolno mu podnieść głosu, machnąć ręką nawet jeżeli trzynastolatek postanowi przyłożyć mu w głowę kredą.

Jakże jestem szczęśliwy, że nie uczę już w gimnazjum! Kompletnie poroniony pomysł, rozbestwieni gówniarze, mają człowieka za nic! Dyrektorzy gimnazjum mówią o prawach ucznia, zapewniając o prawach człowieka – nauczyciela! W dodatku dziwię się, że nie ruszyła lawina pozwów przeciwko szkołom, bo DYREKCJA ma obowiązek zapewnić higieniczne warunki pracy, a praca z takim motłochem jest daleka od higieny.”

Pisze na forum jeden z internautów, były nauczyciel gimnazjum.

Wielu odcina się od tej sytuacji tłumacząc to zjawisko medialną nagonką, kolejnym nadmuchanym sztucznie tematem. Tak się składa, że jak wielu ludzi mam pod nosem materiał badawczy, gimnazjum znajduje się w bliskim sąsiedztwie mojego bloku. Trzynastolatki podpalające na klatce, podpijające piwo, albo jakieś tanie wino koło wsypu pięć dni w tygodniu odstraszają mieszkańców.

 

-          No i co cię to! – mówi gimnazjalistka z czarnymi włosami i grubą warstwą fluidu do dozorcy kiedy grzecznie prosi by opuściła budynek, którego nie zamieszkuje, a który na dodatek zanieczyszcza petami i łuskami ze słonecznika – wiesz gdzie cię mam stary dziadu?

-          Jak chcesz to dzwoń – reakcja na groźbę telefonu do szkoły  jej koleżanki – w szkole mi mogą…! – i klepie ręką w wypięty pośladek.

Czy za czasów 8 letniej podstawówki było inaczej? Przypadki dewiacji nie są domeną gimnazjów i niesprawiedliwym byłoby im przypinać wyłączność na anormalne zachowania dorastającej młodzieży. Niemniej sytuacja była inna, zanim człowiek trafił do gimnazjum był już wychowany i w miarę dojrzały, zresztą liceum obligowało do dojrzalszej postawy. Reforma szkolnictwa sprzed dwunastu lat jest jedną z najmniej trafionych decyzji ministerstwa edukacji i obecnie są jedynie dwa sposoby na uratowanie młodych ludzi przed zakończeniem edukacji na poziomie gimnazjum: albo natychmiastowa likwidacja, albo zgodnie z zaleceniem minister Hall czekanie. Tylko na co? Na to, aż kolejnych wybitnych uczniów wadliwy system przekształci w przeciętniaków….

Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.