Ratuj Głuszca
szkola

Przeżyłam szok, mówi Magda, nauczycielka w jednym z gimnazjum na Śląsku. Rozpoczęła pracę w szkole zaraz po studiach z poczuciem misji, tymczasem już pierwszego dnia usłyszała na przerwie: „nie wysilaj się i tak ich niczego nie nauczysz”.

Magda nie chce ujawniać swojego nazwiska, nie życzy sobie też by podawano nazwę placówki, w której pracuje zaledwie od roku. Dzieli się przeżyciami z okresu pracy w szkole, tej zza kulis. Tym razem nie o uczniach, a o nauczycielkach, których jak sama mówi jest coraz mniej…

-Arturek, a tego to nawet nie bierz pod uwagę, daj mu dwóje, bo jeszcze nam zostanie w tej szkole na kolejny rok – usłyszała przy wystawianiu ocen – a już nie zniosę tego lenia. Nawet rodzice nie mogą z nim wytrzymać, choć i tak się nie interesują, wszystko na naszej głowie – dodała koleżanka i wychowawczyni jednej z klas.

Nie wymagaj od tych dziewczyn zbyt wiele, większość i tak skończy jako fryzjerki, albo na kasie.

Przed wejściem do klasy dostała niepisaną listę, na kogo ma zwrócić uwagę, komu zadawać więcej pytań by rozwijać jego kreatywność, kto jest bystry, a od kogo nie ma, czego wymagać. Usłyszała też, że są dwie dziewczynki jeżdżące na olimpiady, którymi rodzice się interesują, reszta to pewnie i tak skończy jako fryzjerki, albo na kasie.

-Nic z nich nie będzie, rób swoje, szkoda twoich nerwów – powiedziała koleżanka biolożka.

-Coś mnie zabolało jak to usłyszałam – wspomina.

Pierwszy dzień w klasie to istny surwiwal. Wiedziała, że w gimnazjum publicznym nie uczą się same aniołki, ale to co ją spotkało przeszło ludzką wyobraźnię. Ukradli jej dziennik, nie dali dojść do głosu i obrzucali papierkami. Wyszła w połowie lekcji, z płaczem.

-Musisz wprowadzić dyscyplinę -poradził kolega matematyk. – Trzeba gnojków sprowadzić do parteru.

Ale ona już miała dosyć. Chciała prowadzić w spokoju lekcje polskiego, a nie walczyć. Jest tylko nauczycielką, nie team fighterem. Już miała się wycofać, kiedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł.

Zaczęła od lektury „Świętoszka”. Przeczytały cztery osoby, reszta upierała się, że nie było w bibliotece, a ci twardsi, że nie będą zajmować się głupotami, bo mają ciekawsze rzeczy do roboty. W tym momencie mogła zareagować na dwa sposoby: wpisać nieprzygotowanym pały do dziennika, zganić i wezwać rodziców, albo…

-Co to za ważne sprawy? – spytała łagodnym tonem.

Chłopak wytrzeszczyli oczy ze zdziwienia. Nikt nie wyzwał ich od matołów, ktoś naprawdę się nimi zainteresował, patrzyli jak na wariatkę, ale dalej grali twardzieli.

-Ja mam siłownię – odparł nastolatek o zbyt umięśnionej sylwetce, z której sterczała tylko mała głowa, cała klasa wybuchła śmiechem.

Spodziewali się, że nauczycielka speszy się, wyjdzie ponownie z klasy, ale zamiast tego zwróciła się do niego:

-Dobrze, to mam propozycję, możesz nie czytać lektury i mieć dobrą ocenę, zwalniam cię z tego przymusu.

Tamten spojrzał z kpiną w oku, klasa patrzyła z ciekawością.

-że niby, co miałbym zrobić?

Przeczytasz fragment lektury, tu teraz na głos i wpiszę ci piątkę. To cię może uratować, bo jak widzę masz już sporo jedynek, a chyba nie chcesz siedzieć kolejny raz w tej klasie z młodszymi od ciebie uczniami.

-Chłopak z ironią przejął od nauczycielki książkę i z uśmieszkiem czytał fragmenty, na twarzy miał wypisane „naiwna baba”, ale z każdym wersem coraz bardziej zagłębiał się w lekturę, która wyraźnie go zaciekawiła.

Z wypiekami na twarzy zamknął wytyczony fragment, nie przyznając się nawet sam przed sobą, że dał się podporządkować nauczycielce.

- Teraz chce piątkę! – oznajmił by przypomnieć klasie swoją pozycję głównego dowodzącego, ale było za późno, Magda już go miała.

-Tak jak obiecałam wpisuję – i łagodnie odmalowała na czerwono ocenę.

To było jej pierwsze zwycięstwo, ale jeszcze czekało i nadal czeka na nią dużo pracy. Lekcja dobiegła końca, ale prawdziwa szkoła życia czekała ją dopiero w trzeciej be. Dwóch siedemnastolatków i jedna dziewczyna trzymająca nogi na ławce, dłubiąca słonecznik i wyrzucająca łuski na zeszyt w linie.

-Co nam będziesz tu mówić, co mamy robić.

Incydent

Zaczęła od sprawdzenia obecności. Gdy dojechała do litery D, dziewczyna o kruczoczarnych włosach i mocnym makijażu:

-dla ciebie Pani! – oznajmiła, przeżywając ziarna słonecznika.

Klasa wybuchła śmiechem.

-Jak będziesz dorosła będę ci mówiła pani – odparła, choć głos omal nie odmówił jej posłuszeństwa.

-Powiesz mi pani, albo będziemy inaczej rozmawiać i długo nie popracujesz w tej szkole – odparła dziewczyna, dopiero teraz dostrzegła, że ma wytatuowane ręce i kolczyk w brodzie

Nim się spostrzegła w jej stronę poleciały nożyczki gdyby nie odsunęła się w porę pewnie dziś nie byłoby tej rozmowy.

U pedagoga

-po co się odzywasz, chce żebyś do niej mówiła pani, powiedz będziesz miała spokój – powiedziała pedagog zaciągając się mentolowym papierosem i wydmuchując dym w otwarte okno.

Przecież tej dziewczynie trzeba pomóc, upierała się. Ten bunt jest wyraźną oznaką, że sobie nie radzi, cholera przecież od czegoś jest szkolny pedagog! Rozmawiałaś z nią kiedyś? Spytała.

-Tak, matka pije, ojciec pije, za niedługo wyjdzie z tej szkoły, musimy jeszcze przeczekać do końca roku.

Na drugi dzień prosiła by dziewczyna została po lekcjach, bo ma dla niej propozycje. Przystała niechętnie na to, sam na sam jej postawa się nie zmieniła.

-Masz talent plastyczny – dowiedziała się wcześniej w rozmowie z uczniami, że Sandra maluje niesamowite rzeczy.

-Dziewczyna spojrzała zdziwiona, spodziewała się kolejnej pogadanki i gróźb, że nie skończy szkoły.

-Uważam, że powinnaś to rozwijać, myślałaś o jakieś szkole?

-I tak się nie dostanę -odparła z ignorancją.

-A gdybym powiedziała, że dostaniesz warsztaty w szkole plastycznej pod okiem profesjonalnego nauczyciela rysunku?

Jeszcze w tym samym dniu Magda zadzwoniła do swojego przyjaciela ze szkoły plastycznej i błagała by na swoje warsztaty dopisał jedną osobę za darmo. Kosztowne warsztaty, dla dzieci z bogatych rodzin. W końcu dał się przekonać.

-nie mam pieniędzy – odparła Sandra.

-Da się załatwić.

Nie te same dzieci

Mija pół roku, a na lekcjach Magdy panuje cisza. Nie krzyczy, nie denerwuje się. Jej uczniowie czytają wiersze, interpretują je. Nikogo nie gani, nawet banalne odpowiedzi uznaje za kreatywne i chwali. Prawie nie wpisuje jedynek, a jak już to mówi, że na kolejnej lekcji uczeń się poprawi, bo stać go na to, jest mądry.

Jeszcze nigdy nikt tak do nich mówi, zawsze słyszeli, że są tłukami i nic z nich dobrego nie będzie. Rodzice większości w domu powtarzali im to samo. Magda stworzyła własne kółko teatralne i literackie. Dzieci chętnie przychodzą odgrywać scenki, a na zajęcia z pisania przynoszą własne wiersze i prozę, odczytują je publicznie i bardzo się angażują. Często są to hip-hopowe piosenki, bardzo głębokie, świadczące o niezwykłej wrażliwości tych dzieci, które przez pedagogów uznawane są za pozbawione uczuć.

Gdy Magda jest chora, albo warsztaty się nie odbywają dopytują w sekretariacie, kiedy polonistka wróci. Opisuje im sztukę, opowiada historię obrazów w podręczniku z polskiego jak na przykład „Ikara” Breugla, słuchają z fascynacją wyciągając własne wnioski.

Nie wszystkim się to podoba.

-Coś ty im zrobiła, że są tacy grzeczni?

-Potraktowałam ich jak ludzi – wyparowała.

Nie jest tajemnicą, że nie darzą jej sympatią. Dla większości nauczycieli jest bombą z opóźnionym zapłonem, wprawia ich w kompleksy i czują się przy niej niezręcznie.

-I tak z nich nic nie będzie, powinnaś się skupić na tych dzieciach, w których rodzice inwestują. Jesteśmy zaprzyjaźnieni z tatą Zuzi, kupił nowe komputery do naszej pracowni.

Dla niej Zuzia jest całkiem przeciętną uczennicą i do tej pory nie wykazała się niczym nadzwyczajnym, nie widzi też powodu by ją faworyzować, albo wynosić wyżej niż pozostałych uczniów.

Uczniowie wcale się nie zmienili. Wielu nauczycieli nadal dostaje wycisk, wpisują więc rzędy jedynek, walczą z rodzicami. Część stosuje rygor, uczniowie ze strachu boją się cokolwiek powiedzieć, jak na matmie, albo u dyrektorki. Szanują też wychowawczynię, bo to wychowawczyni, reszta to worki do bicia. Tylko wciąż pytają gdzie pani Magda, kłaniają się w pas, przynoszą w terminie zadania, czytają lektury i angażują w warsztaty. Ostatnio zabrała ich do teatru na „Poskromienie złośnicy” Szekspira. Tym, których nie było stać dołożyła z własnej kieszeni, ale po tym przegadali ze dwie lekcje i napisali recenzję z wydarzenia, a potem stworzyli własną interpretację sztuki, wspólnie napisali scenariusz, zrobili dekorację, uszyli stroje i zagrali dla rodziców. Uzyskane dochody ze sprzedaży biletów przeznaczyli na kolejne wyjście.

Nawet Sandra dała się poskromić, wzięła się do nauki nadrabiając zaległości w materiale, w tym roku będzie zdawać do liceum plastycznego.

Ana Miler

Komentarzy: 2 w artykule: ”Szkoła za kulisami”

  1. nauczycielka pisze:

    podejście nauczycieli do uczniów jest przerażające, jak się dziecka nie odda do prywatnej placówki to niezaangażowani pedagodzy i nauczyciele ograniczą jego potencjał. Głównym zalożeniem pracy w szkole jest motywacja i ciągły rozwój, pani Magda stworzyła wspaniały system i wiem po sobie – nauczycielka też w gimnazjum – że to działa. Ale jeżeli umiejętnie zaangażuje się uczniów w działanie, a nie da do zrozumienia, że część jest zbyt głupia by występować w teatrzyku, albo pisać wiersze to chętnie biorą udział w podobnych działaniach. Ale nauczyciele w publicznych szkołach – co tu dużo mówić – są beznadziejni. Oddawajcie dzieci do prywatnych szkół, żadnych podwyżek dla nauczycieli leserów, którym się nie chce nawet kiwnąć palcem, w prywtnej nie jest lepiej,ale przynajmniej dostają premię więc się angażują, jest szansa że dziecko się rozwinie. Nie wierzcie, że dzieci są głupie i nieutalentowane, wszystkie są niesłychanie zdolne, ale tę zdolność trzeba w nich odkryć, a nie tłamsić!

    • anna pisze:

      Witam,w całości popieram,zło rodzi zło. Gimnazjum to porażka, prawdą jest że podejście nauczycieli do uczniów jest tragiczne. Domagają się podwyżek ciągle narzekają, rozumiem że młodzież w tym wieku jest trudna,lecz wiele zależy od podejścia nauczycieli. Nikt z gruntu nie jest zły,trzeba umieć wydobyć z ucznia to co dobre,niestety większość nauczycieli traktuje prace jako przykry obowiązek,zwyczajnie nie chce im się angażować. Wyróżnianie uczniów bogatszych pozornie mądrzejszych to błąd niedopuszczalny. Ktoś powinien coś zmienić,lub chociaż popchnąć do zmiany.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.