Ratuj Głuszca
domino

Czas jest pojęciem względnym. Jeżeli wierzyć Einsteinowi okaże się, że pośpiech zapobiegający spóźnieniu do pracy, wszelkie wysiłki by punktualnie zdążyć na spotkanie są niepotrzebną krzątaniną umysłu. Lepiej zapomnieć o wszystkim i swobodnie, bardzo powoli, niespiesznie, krok za krokiem, minuta za minutą, chwila za chwilą, kontemplować, po prostu zwolnić.

Łatwo powiedzieć po przeczytaniu książki Carla Hronowa pt. “In Praise of Slow” (“Pochwała powolności”), kiedy od rana dzwonią telefony, szef nerwowo zakłada nogę na nogę, ciągle ktoś czegoś żąda, na już, szybciej! Slow Movement to przetworzony wytwór naszych babć i przodków. Wraca po latach by przynieść ukojenie naszym skołatanym nerwom. Ale czy ma szansę powodzenia w sektorze przedemerytalnym? Zwolnij – głoszą propagowane masowo hasła, zwolnij. Ale kto na chwilę obecną może pozwolić sobie na zwalnianie? Slow Movement to kolejne populistyczne hasło przynoszące zysk wyłącznie jego twórcom?

Slow Movement jest przeciwieństwem życia w pośpiechu. Wywodzi się prawdopodobnie z Włoch, gdzie od lat praktykuje się Slow Food, czyli delektowanie posiłkiem, celebrację jedzenia. Włosi przeszli już do historii z powodu długich przerw w ciągu dnia i dali się we znaki zagranicznym partnerom biznesowym, którzy nigdy nie pojmą, dlaczego w godzinach popołudniowych niczego nie załatwią. Podobnie w USA już wiele lat temu przyjął się zwyczaj przyrządzania posiłków w domu, dojeżdżanie rowerem do domu, nie tylko ze względu na oszczędności, lecz świadomego odstępstwa od konsumpcji. Amerykanie pod tym względem znacznie nas wyprzedzili. Obrazy Amerykanów przesiadujących w McDonald’s odchodzą powoli do lamusa. W krajach zachodnioeuropejskich mieszkańcy spędzają wiele czasu na świeżym powietrzu, w Wielkiej Brytanii odreagowują tydzień spędzony w pracy w pub-ach, gdy przyjrzymy się Chinom widzimy, że tam większość wolnego czasu wypełnia praca. Polacy nie są tak zapracowani jak Azjaci, ale też nie tak wyluzowani jak sąsiedzi za granicą. Najmniej się chyba śpieszą Meksykanie i Gruzini, a do nich to już nam najdalej w aspekcie filozofii życia i czasu wolnego. W Polsce jeszcze nie zdążyliśmy się nasycić kapitalizmem, bo i jak się nim cieszyć, kiedy co drugi Polak, który dorobi się własnego domu jego myśli kierują się w stronę zadłużonej hipoteki.

Jesteśmy społeczeństwem żyjącym na kredyt, to rodzi zobowiązania. Slow Lve brzmi jak aberracja dla każdego średniozamożnego Polaka. Jak zwolnisz to spadną obroty, jak spadną obroty, spadną wyniki, potem zyski i leżysz.

Slow Movement przekłada się na wszystkie płaszczyzny życia. Od kuchni, czyli starannego przyrządzania posiłków, po spotkania z przyjaciółmi, staranne budowanie relacji, poświęcanie czasu drugiemu człowiekowi, aż po seks. Wszystko staje się spowolnione i nabiera nowego znaczenia.

-Zwolniłem dopiero w szpitalu – mówi Piotr Goik, prawnik – mam trzydzieści osiem lat i zastawkę w sercu, lekarze powiedzieli, że to już nie mój pierwszy zawał, wcześniejsze były ukryte.

Miałem nowoczesny apartament, nowy samochód, własną kancelarię, na koncie sporą sumę, wystarczającą by wieść spokojną starość, a teraz dowiaduję się, że nie będę miał nawet okazji jej dożyć! Nie mam dzieci, całe życie robiłem karierę, kto to wszystko przejmie? Mój dorobek, którym nawet nie zdążyłem się nacieszyć. Życie mignęło mi mimochodem, było bez znaczenia, niczego wielkiego nie dokonałem, każdą chwilę wypełniał stres i niepewność jutra, ciągłe starania by mieć więcej i więcej, przegrałem, nie mam nic, nic z tego życia nie pamiętam, niczego nie wyniosłem, nic nie dało mi prawdziwej satysfakcji, nie mam prawdziwych przyjaciół, bo nigdy nie miałem dla nich czasu, nie mam rodziny, bo nie miałbym czasu dla dzieci – opowiada swoją przemianę z człowieka, który ścigał się z czasem na tego, który dziś wiedzie niemal ślamazarne życie, opowiada dziś.

- Dostałem nowe życie – dodaje – postanowiłem go nie zmarnować.

Paweł ograniczył połowę swoich zleceń, codziennie kończył pracę punktualnie o 16. Wbrew pozorom nie zmniejszyło to jego zysków.

-Skupiłem się na konkretnych zleceniach, pod względem finansowym wyszedłem na to samo – śmieje się dzisiaj.

Każdy wolny weekend spędza za miastem. Koniec z przesiadywaniem wieczorem nad laptopem z litrami kawy, papierosami, albo alkoholem. Rzucił to wszystko, co wydaje się nieprawdopodobne dla kogoś, kto nie rozpoczynał dnia bez filiżanki mocnego espresso.

Odnowił przyjaźnie. Przestał postrzegać swoich znajomych z pracy jako konkurentów, którzy tylko zawistnie czekają na jego poślizg. Gdy zmienił swój stosunek do nich i oni zmienili się w stosunku do niego, zaczęli go darzyć sympatią, co wydaje się nieprawdopodobne, bo jeszcze parę miesięcy temu był przekonany, że go nienawidzą.

Paweł zmienił swoje życie na całej płaszczyźnie, zaczął się śmiać, rozmawiać z sąsiadami, kupił psa. Nie sądził, że prozaiczne czynności dostarczą mu tyle satysfakcji. Brzmi cudownie, bo i idea Slow Live jest wspaniałą inicjatywą.

Nie da się ukryć jednak, że Paweł ma już swoje lata, karierę i zaplecze finansowe. Kto tego nie ma nadal będzie uprawiał Rat Race i starał się wyprzedzić dynamiczny świat, technologię i konkurencję, by odpoczywać potem, kiedy? Slow Live to piękna idea sielskiego i wartościowego życia, na polskie realia dostępna powszechnie za dobrych kilka lat, na pewno nie dzisiaj, ale przyzwyczailiśmy się przecież, że zagraniczna moda dociera do nas powoli.

Ana Miler

Jeden komentarz :) w artykule: ”Slow Living po polsku”

  1. nba 2k16 vc coins…

    With thanks for sharing this well put together web-site…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.