Ratuj Głuszca
kobieta

Skrajne feministki uwielbiają media, a media w wielu wypadkach odwdzięczają im się zainteresowaniem. Nie pojmuję jednak tego, w jaki sposób można (paranoidalnie już) doszukiwać się przejawów męskiej dominacji w praktycznie każdym przejawie ludzkiego życia. Rynek muzyczny jest zdominowany przez wokalistów? To wyraz szowinizmu. Aktorów ocenia się ze względu na ich twórczość, albo odegrane role, niektóre aktorki ze względu na piękny, okrągły i wypełniony nowiutką porcją świeżego silikonu biust? Seksizm! Kibice przyjeżdżają obejrzeć mecz na Euro? Skądże, to tylko przykrywka dla gwałtownego rozwoju seks-turystyki. W końcu każda skrajna feministka wie, że mężczyzna powinien zostać zredukowany do roli samca, który nie jest w stanie zapanować nawet nad swoimi biologicznymi popędami. Zdawać by się mogło, że w tym dość tendencyjnym rozumieniu tylko kobieta jest istotą myślącą. Mężczyzna przepuszcza nas przodem w drzwiach? Uprzejmość? Skądże! To znowu przejaw dyskryminacji.

Wiem, drodzy czytelnicy, że ten wstęp jest ostry i skrajnie sarkastyczny – niemniej jednak, jako kobieta, która nie uważa się bynajmniej za pretendentkę do tytułu przyszłej Matki Polki Roku, albo Najlepszej Kury Domowej, a więc, jako osoba prezentująca stanowisko w miarę wyśrodkowane, stwierdzam, iż… skrajności są złe. Truizm? Zapewne, niemniej jednak jest to truizm, o którym niewielu z nas pamięta. A powinniśmy zawsze mieć na to baczenie – w końcu Kura Domowa i skrajna feministka stanowią dwa przeciwległe krańce tego samego kontinuum, które zwie się… kobiecość.

Dzisiaj będę omawiać nagie piersi ukraińskich feministek. Bardzo ładnie, przyszły panie protestować przeciwko temu, co uważają za problem. Protestowały przy tym w sposób dość… kontrowersyjny, zahaczający niemalże o ekshibicjonizm (ale jak wiadomo, pierwsza zasada show-bizesu mówi: ,,nieważne jak o nas mówią, byleby mówili’’). W końcu nie każdy (a ja z pewnością nie byłam) był zainteresowany oglądaniem ich obnażonych biustów.

Mnie, jako kobietę, ta akcja zażenowała. Poczułam wręcz wstyd – nagość jest dobra, jako przekaz wtedy, kiedy ma swój jasno określony cel. Natomiast rozwój sek-turystyki w ramach Euro 2012 wydaje mi się… mocno przesadzonym wytłumaczeniem. Bo przecież nikt nie posądzi tych Irlandczyków, którzy rozwiesili (moim zdaniem całkiem zabawny i sympatyczny) transparent z ogłoszeniem matrymonialnym, o takie ciągoty?

Z resztą, moje podejście do tej sprawy doskonale oddają słowa jednego z uczestników Woodstocku, który kilka lat temu wypowiadał się w telewizji, zagadnięty przez dziennikarza o dostęp do narkotyków na tym znanym festiwalu. Chłopak odpowiedział w sposób, który bardzo mi się spodobał, a rzekł on mianowicie: ,,Większość ludzi przyjeżdża się tu bawić. Ale jeśli ktoś naprawdę szuka narkotyków i okazji do tego, żeby się naćpać, to znajdzie ją wszędzie’’. Zajmuję analogiczne stanowisko w tym wypadku – jeśli jakiś mężczyzna naprawdę będzie potrzebował usług pań pracujących w najstarszym zawodzie świata – znajdzie je wszędzie. Na poboczach szos, w specjalnych klubach, w ogłoszeniach na telefon. Wyjazd do ościennego kraju, albo podróż przez połowę Europy, tylko po to, żeby zażyć ryzykownej przyjemności z prostytutką wydaje się niezwykle szalonym pomysłem. A przede wszystkim – aż nazbyt kosztownym. Chociaż ostatecznie – co kto lubi i na co kogo stać, prawda?

Dalej, mili czytelnicy, sprowadzanie kogokolwiek – czy to mężczyzny, czy to kobiety – do roli organizmu (tak, właśnie) kierującego się w swoich reakcjach najpośledniejszymi instynktami, stanowi obdarcie człowieka z jego ludzkiego elementu. W takim wypadku w istocie stajemy się ssakami (jak chcieliby biologowie), które zaspokajają podstawowe potrzeby z piramidy Maslowa (jeść, spać, czuć się bezpiecznie, rozmnożyć się), a poza tym potrafią pisać, czytać i przekazywać swoje doświadczenia potomnym w sposób bardziej trwały i ponadczasowy. Taka wizja niezbyt przypada mi do gustu, nie wiem, jak wam.

Rzecz jasna, w przypadku sfery seksualnej obserwujemy znaczące nierówności. W końcu mężczyzna, który chwali się dwudziestoma kochankami na swoim koncie będzie postrzegany, jako nowy Don Juan, jako człowiek cechujący się niesamowitym powodzeniem, charyzmą, umiejętnością uwodzenia… Z kolei kobieta, posiadająca analogiczną liczbę partnerów będzie określana kolokwialnym mianem (to w najlepszym razie) puszczalskiej. Więc jakże to tak? To jawnie niesprawiedliwe.

W istocie, widoczny jest tu przejaw męskiej dominacji w tym zakresie, niemniej jednak, niech każdy przestanie na chwilę czytać i się zastanowi – panowie, czy odpowiadałaby wam partnerka, która miała przed wami dwudziestu kochanków? Panie, czy odpowiadałby wam partner, który miał dwadzieścia dziewcząt przed wami? Prawdopodobnie nie. Każdy z nas bałby się konkurencji i tego, co człowieka dotyka najbardziej – porównania na minus. Bo, nóż widelec, ktoś okaże się lepszy od nas. W czymkolwiek.

Z resztą też, poza marginalnymi przypadkami, sytuacje w których w naszym otoczeniu pojawiają się osoby owiane taką ,,sławą’’ są dość rzadkie. A w przypadku mężczyzn (na których wywierana jest o wiele silniejsza od naszej, kobiecej, kulturowa presja) musimy oddzielić ziarno od plew, a więc zorientować się ile kochanek po drodze nasz znajomy sobie zwyczajnie wymyślił.

Poza tym, Euro 2012, które było wielkim wydarzeniem sportowym zarówno w naszym kraju, jak i na Ukrainie, jest właśnie tym, czym się wydaje być na pierwszy rzut oka – wspaniałym wydarzeniem sportowym, a nie przykrywką dla rozwoju seks-turystyki. Prawda (dla niektórych dość bolesna) jest taka, że jeśli pani X będzie chciała dorabiać, albo pracować na życie, jako prostytutka, to będzie to robić i – uwaga – znajdzie klientów bez względu na to, czy aktualnie odbywają się w okolicy wielkie wydarzenia sportowe, koncert Madonny, czy świąteczny jarmark.

Popyt generuje podaż, co wiemy z podstaw ekonomii. Jeśli istnieje zapotrzebowanie na jakieś usługi – rynek rozwija się w tym kierunku. Z tą sytuacją nie można zrobić właściwie nic poza wyciągnięciem jej z szarej strefy i legalizacją.

Co jednak irytuje mnie niepomiernie w tej sytuacji, to fakt, iż skrajne feministki – polskie, ukraińskie, francuskie, bez różnicy – cały czas dają mi do zrozumienia, że jestem nie dość uświadomiona w sprawie, o którą walczą. Bo przecież one chcą dla mnie jak najlepiej. W końcu, jak można nie zdawać sobie sprawy z tego, że ustąpienie mi miejsca w autobusie przez jakiegoś zacnego młodziana, jest przejawem dyskryminacji? Tak samo, w przypadku przepuszczenia mnie pierwszą w przejściu. A już propozycja poniesienia mojej torby z ciężkimi zakupami nie jest w zasadzie uprzejmością, ale bezczelnym daniem mi do zrozumienia, że jestem istotą gorszą, słabą i nawet z niesieniem siatki sobie nie poradzę. Tylko ja, głupia, tego nie widzę. Ale nie powinnam się martwić, bo każdego dnia jakaś skrajna feministka walczy o moje prawa (a ja tu niewdzięczna jestem, bo tego nie doceniam). Wkrótce też świat będzie wyglądał, tak jak wyglądać powinien – będą nim rządzić skrajne feministki.

Żeby jednak było jasne – nie popieram tej skrajności i jak widać z niej szydzę. Nie czuję się dyskryminowana, kiedy mężczyzna przytrzymuje mi drzwi – czuję się za to urażona, kiedy ja je trzymam, a przede mnie ładuje się tłum chłopów, który nie powie nawet ,,dziękuję’’ (bo to za ciężkie słowo do wymówienia dla wielu ludzi, nie tylko dla młodzianów uczęszczającym na mój wydział). Nie zgadzam się też z nierównościami w płacach kobiet i mężczyzn (bo w końcu nie po to uczę się już kolejny rok i nie po to podnoszę swoje kwalifikacje, żeby zarabiać mniej, aniżeli kolega zajmujący to samo stanowisko), nie zgadzam się z tym, żeby mężczyźni cały czas zabraniali kobietom dokonywania aborcji (bo zauważyliście – w telewizji praktycznie tylko oni wypowiadają się w tym spornym temacie), nie zgadzam się z tym, żeby pracodawca traktował mnie jako potencjalnie mniej wydajną pracowniczkę, dlatego, że mogę urodzić kiedyś dziecko.

Ale tym, z czym przede wszystkim się nie zgadzam i nie będę się z tym zgadzać nigdy, jest dawanie mi do zrozumienia, że jestem zwyczajnie głupia. Natomiast czuję, że skrajne feministki właśnie to robią – nie są w stanie zaakceptować tego, że pewne zachowania uważam za przejaw uprzejmości ze strony moich kolegów, nie zaś dyskryminacji. Nie są w stanie zrozumieć tego, że w ten sposób, dość agresywny i wypaczony, niszczą ideę równości między płciami (która, z resztą, już nawet z powodu różnic biologicznych nigdy nie będzie pełną), sprawiają, że ludzie zaczynają się z nich śmiać, czują się zniesmaczeni albo zażenowani. Myślicie, że z jakiego powodu powstają komiksy, których bohaterem jest szowinistyczny CS? To nie przejaw dyskryminacji (chociaż, na pierwszy rzut oka takim się wydaje) – to sarkazm. W dodatku, podłożony pod właściwe tło, dla mnie nawet momentami śmieszny.

Z resztą, prawda jest też taka, że zostaliśmy stworzeni w taki sposób, żeby się dopełniać – kobiety i mężczyźni. To czego nie potrafię zrobić ja, potrafi zrobić mój partner i na odwrót. Między nami nie powinna panować złość i nienawiść, powinniśmy się wszyscy nawzajem tolerować, powinniśmy czuć wobec siebie należny szacunek i traktować się w sposób właściwy równorzędnym partnerom rozmowy. Wymyślanie problemów w stylu rozwoju seks-turystyki podczas Euro 2012, w tym wypadku, pogłębia tylko niezrozumienie i sprawia, że odchodzimy od ważniejszych problemów.

Bo o ile naprawdę niewiele wnosi w moje życie problem prostytutek, o tyle czuję się mocno zażenowana pytaniem, które ostatnio zadano mi podczas rozmowy kwalifikacyjnej w Poważnej Firmie: ,,Jak pani sobie wyobraża swoje życie za dziesięć lat? Będzie pani matką czy rekinem biznesu?’’ Tym właśnie powinny się zająć feministki, jeśli już chcą o coś walczyć (widać, kampania społeczna nie trafiła do pracodawców). Nawet te skrajne. Chociaż może ten problem jest dla nich zbyt błahy. No i nie można pokazać w tym kontekście swoich nagich piersi.

Martyna Biesiada

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.