Ratuj Głuszca
kobieta

Ostatnio skończyłam czytać książkę (krytyk od razu zauważyłby: cóż mi po tym zdaniu, tak analogicznym do prozaicznego ,,zjadłam obiad’’?). Natknęłam się na nią właściwie przypadkiem – dzięki szalonemu i chaotycznemu systemowi rekomendacji nowych lektur, działającemu na jednym z portali zrzeszających miłośników książek.

Książkę napisała pani Sidonie-Gabrielle Colette. Pierwotnie dzieło miało nosić tytuł ,,Te rozkosze’’ ostatecznie jednak znane jest publice pod mniej efemeryczną nazwą – ,,Czyste, nieczyste’’. Wspominam o tym nie bez powodu, albowiem pytanie zadane przez przyjaciółkę Colette okazało się nie tyle szalenie ciekawe, co naprowadziło mnie na pewien trop.

W końcu (bez zbędnych kompleksów) i ja, drodzy czytelnicy, przeżywałam swego czasu okres głębokiego rozczarowania własnym intelektem, okres w którym z ponurym zażenowaniem, obserwując znajomych płci męskiej, odkrywałam, że ci – skądinąd inteligentni i w miarę przystojni – młodzi mężczyźni umawiają się i spotykają się, takoż i zwracają uwagę na damy być może urodziwe, ale posiadające umysłową lotność lalki Barbie, albo Mrocznej (i rozpustnej, to zdaje się, ważne) Królowej Wampirów. Sytuacja ta nie trapiła bynajmniej tylko mnie – wszak moje koleżanki, piękne, przebojowe, charakterne, pozostawały w stanie wolnym.

A wbrew obiegowym, wedle niektórych oratorów życia publicznego (choć może: przede wszystkim oratorek), skrajnie feministycznym przekonaniom jesteśmy istotami, które potrzebują miłości. Każda z nas jej potrzebuje i każda z nas jest gotowa ją ofiarować.

Dlaczego zatem, zadawałam sobie wówczas uparte pytanie, wydaje mi się, że muszę być zwyczajnie głupia? Dlaczego, tak mi się zdawało, muszę udawać głupią (skoro już zostałam obdarzona inteligencją i wrażliwością), żeby najpierw zainteresować, a potem utrzymać przy sobie mężczyznę? Dlaczego mam w ten sposób przyczyniać się do podwyższenia czyjegoś ego? Dlaczego, właściwie, ktokolwiek ma zaprzeczać w tak brutalny sposób swojej naturze?

Słowa pani Moreno, cytowane przez Colette, otworzyły tą szufladkę mojego umysłu, w której przechowuję wszystkie ciekawe zagadnienia i rzuciły nowe światło na moje niegdysiejsze rozterki. Zrozumiałam, że być może nie chodzi tylko o podniesienie męskiej samooceny (jak chciałyby ,,gazety dla kobiet’’)

,,- Dlaczego w końcu nie pogodzisz się z myślą, że niektóre kobiety dla niektórych mężczyzn stanowią homoseksualne niebezpieczeństwo?’’

Być może myśl ta jest ujęta nieco zbyt ostro, nieco zbyt gwałtownie, z jej skrajnym, dosłownym rozumieniem jestem się w stanie nie zgodzić. Niemniej jednak, wnikliwy czytelnik, musi dostrzec jej głębszy sens.

W końcu to, co określamy mianem silnego charakteru, a więc pewność siebie, przekonanie o własnej wartości, upór, wytrwałość w dążeniu do celu, swobodność wypowiadania dyskusyjnych myśli, pewna agresja (słowna, albo fizyczna) – to wszystko od zawsze rezerwowane było dla mężczyzn. Dla mężczyzn, którzy od zawsze dominowali w życiu społecznym i kulturowym.

Nadszedł jednak czas, w którym pojawiły się kobiety przejawiające pewne cechy ,,męskie’’ (a dokładniej: do tej pory dla mężczyzn rezerwowane). To one dokonały swoistej rewolucji w zakresie obyczajów i ubioru. Obecnie nikogo nie dziwi, przeklinająca nastolatka, odziana w jeansy i za dużą bluzę z kapturem (co najwyżej może to godzić w nasze uczucie smaku i doprowadzić do zadania sobie pytania o to, gdzie są teraz jej rodzice i gdzie byli wcześniej). Jednak, jak zauważa Colette w swojej powieści, ta dziewczyna przejawia cechy męskie – pewien typ mężczyzn, będzie od niej nieustannie stronił, albo będzie uparcie taką dziewczynę traktował niczym kumpla. Będą się z nią mogli napić, obgadać kumpli, poradzić się w kwestii doboru odpowiedniej strategii podrywu nowej dziewczyny – ale prawdopodobnie nie zakocha się w niej nikt.

Zauważmy przy tym, że homoseksualizm (albo to, co zwykliśmy traktować jako zachowania przywodzące na myśl odmienną orientację), nie uznaje równości płci. Dwie dziewczyny, idące po szkolnym korytarzu, albo po ulicy, trzymając się za rękę będą dla nas przyjaciółkami, a nie lesbijami. Dwie dziewczyny całujące się w policzek na powitanie – wciąż będą odbierane przez ogół, jako przyjaciółki. Dwie dziewczyny śpiące w jednym pokoju, na jednym łóżku zostaną przedstawione jako dwie dziewczyny śpiące w jednym pokoju, na jednym łóżku, bo podwójnych akurat nie było. Ot, prosto, bez żadnych rewelacji.

Wyobraźmy sobie jednak dwóch przyjaciół (podkreślam: o orientacji heteroseksualnej) idących razem pod rękę. Oczyma duszy swojej, jak mawiał Szekspir, widzimy krzywe spojrzenia, którymi są obdarzani. Z resztą oni sami, w dużej mierze, będą czuć podświadome odrzucenie – swoistą niemożność – takiego zachowania. Bo nie. Bo co kumple powiedzą?

W istocie, takie zaprzeczenie potencjalnego zachowania, mogącego przywodzić na myśl zaledwie skojarzenia z homoseksualizmem właściwe są większości heteroseksualnych mężczyzn. Jednak niektórzy z nich odczuwają tak głęboką odrazę wobec owych potencjalnych skojarzeń, że dostrzegając pierwiastek męski w kobiecie – odrzucają ją.

I stąd właśnie wzięła się niewypowiedziana gorycz i smutek Colette; stąd wzięła się złość i to nieprzyjemne uczucie odrzucenia, gdy jeden z jej przyjaciół, Damien, wypowiedział słowa: ,,Pani, kobietą?’’. Odtrącił ją, w najgorszej z możliwych chwil – w chwili, gdy ,,miałam nadzieję zedrzeć z siebie tę dwuznaczność, z jej słabościami i prawami, i złożyć to wszystko, jeszcze ciepłe, u stóp mężczyzny, któremu pragnęłam ofiarować najprawdziwsze kobiece ciało wraz z jego – być może obłudnym – powołaniem dzielnego sługi’’ – dlatego tylko, że dostrzegł w niej pierwiastek męski, coś, co rozpoznawał w samym sobie i jednocześnie coś, czego nie był w stanie dokładnie usytuować, ani wytłumaczyć. Dostrzegł w niej drugiego mężczyznę. A ponieważ takie skojarzenie wywołało w nim gniew i opór – uciekł.

Czy my same nie doświadczyłyśmy nigdy podobnej sytuacji? Raz, albo dwa, wolimy o niej nie pamiętać, ale jednak. W momencie, w którym usłyszałam z ust kumpla: ,,gdybyś była głupsza, to na pewno byś sobie kogoś znalazła’’ poczułam się nieswojo, jak jednostka niepełnowartościowa. Pochwała i nagana w jednym, tego nie należy robić.

Z drugiej strony, oglądałam kilka lat temu serial kryminalny, którego akcja rozgrywała się w świecie współczesnym i równolegle – kilkanaście lat wcześniej (niestety, nie pamiętam tytułu). Odcinek, który tak zapadł mi w pamięć, dotyczył morderstwa dokonanego na dziewczynie, która sprawiała kłopoty wychowawcze – ubierała się, zachowywała się, jak mężczyzna. Ze względu na to, jej rodzina (pełna wstydu, a jakże!) musiała ciągle zmieniać miejsce zamieszkania i szkoły dla córki.

Pech chciał, że bohaterka, którą zamordowano, zawarła bliższą znajomość z jednym z chłopców z klasy – zakochała się w nim, a on otrącił ją w tym najgorszym z możliwych momentów, mówiąc, że ,,tak nie wolno’’. Bezsprzecznie – miał na myśli to, że koledzy uznają go za homoseksualistę (skoro spotyka się z dziewczyną noszącą spodnie, koszule i mającą krótkie włosy). Nie był w stanie dostrzec w niej kobiety. A gdy wreszcie do tego dojrzał, okazało się, że było już za późno.

Rzecz jasna, współcześnie, wytłumaczenie Colette i pani Moreno, zdaje się być wytłumaczeniem już mocno anachronicznym. Pamiętajmy jednak, że stereotypy, nawet (a może w szczególności) te najbardziej błahe są niesamowicie żywotne – upływ czasu rzadko, kiedy jest w stanie je zmienić, o ile sami nie dojrzejemy do rewizji naszych przekonań. Niemniej jednak, wciąż nieśmiertelne są inne słowa tej samej pisarki: ,,Mężczyźni szukają czegoś, co może ich upewnić i dodać im odwagi, czegoś, co są w stanie rozpoznać we wklęsłym kobiecym ciele – odwrotności ich własnego ciała – niepokojącym, nigdy do końca nieoswojonym, którego niedający się usunąć zapach nie jest nawet ziemskim zapachem, lecz wonią zapożyczoną od trawy morskiej czy surowego małża.’’

Martyna Biesiada

 

Autor wpisu: ag

Komentarzy: 3 w artykule: ”Silne kobiety z charakterem – Colette”

  1. Jan pisze:

    Fajne! Ja sądziłem, że „te” kobiety są po prostu pozbawione seksowności. Nie ma w nich duszy kobiecej. Mężczyznom zarzuca się, że kochają durne panienki, a tu wcale nie chodzi o intelekt, tylko… . Kobieta „kierownik” często jest takim facetem, że człowiek patrzy gdzie odstawiła kij do bejsbola i piwo.

  2. ewcia pisze:

    kiedyś przeczytałam w jakimś artykule: jeżeli myślisz, że mężczyzna interesuje się toba, bo masz ciekawe wnętrze, to jestes naiwna, on tylko zwraca uwagę na to jak wyglądasz i czy potrafisz się w miarę zachować, żeby nie musiał się wstydzić w towarzystwie. That’s all!

  3. kwieto pisze:

    Nawet jeśli jest tak, jak opisane w felietonie, nie wyjaśnia to wcale dlaczego ten „męski” typ kobiet ciągnie akurat do takich mężczyzn, którzy je odrzucają?
    Na to pytanie odpowiada Maja Storch w książce „Tęsknota silnej kobiety za silnym mężczyzną”, tyle że z owej odpowiedzi wynika, że problem leży po stronie owych „silnych kobiet”. To one wybierają sobie odrzucających partnerów, ignorując natomiast takich, dla których ich osobowość jest pociągająca – dla odmiany uznając ich za zbyt mało „męskich”.
    Na poziomie świadomym odrzucając swoją kobiecość, podświadomie szukają mężczyzn, którzy zaspokoiliby potrzeby ukrytej głęboko „głupiutkiej lalki barbie”. Tyle że tacy mężczyźni nie będą zainteresowani „silnymi kobietami”, a jeśli nawet, to tylko przez chwilę.
    W kontekście pojawiających się w felietonie uwag o „lalkach barbie” ciekawe, że Maja Storch wspomina o tego typu komentarzach wypowiadanych przez „silne kobiety”, uznając je za typowe dla pań wypierających swoją „miękką”, kobiecą część osobowości.

    Problem nie ma nic wspólnego z przebojowością, samodzielnością czy inteligencją kobiet, bo takie, kiedy potrafią docenić i zadbać o swoją kobiecość, stają się rozchwytywanym „dobrem rzadkim”.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.