Ratuj Głuszca
maturzysta

W kontekście niedawno ogłoszonych wyników maturalnych (które specjalnie zachwycające nie są, ale o tym, kiedy indziej) należałoby przyjrzeć się nieco bliżej proponowanym przez MEN zmianom dotyczącym matury ustnej z języka polskiego. Znana nam dobrze prezentacja w 2015 roku – zniknie. Zamiast niej, maturzysta wylosuje pytanie, przygotuje się do odpowiedzi w ciągu piętnastu minut, a następnie przedstawi ją komisji i obroni własne zdanie.

Dotychczas obowiązujące prezentacje, same w sobie, nie byłyby złe. W końcu z założenia uczeń miał zorganizować sobie materiał, miał zapoznać się z lekturami umieszczonymi w bibliografii, miał stworzyć estetyczną prezentację i przedstawić ją w ciekawy sposób. Gdyby było tak w istocie, ten pomysł sprawdziłby się i kolejna (już niemalże tradycyjna) coroczna rewolucja w zakresie matur nie byłaby nam potrzebna.

Niemniej jednak rzeczywistość zaczęła dalece odbiegać od ideału. Wielu maturzystów zwyczajnie kupowało swoje prace (ceny podobnież wahają się w tym wypadku od 30 do 100 złotych), a następnie uczyło się ich na pamięć. Rzecz jasna, sprawdzić takiego ucznia komisja mogłaby w sposób naprawdę łatwy – zadając mu bardziej szczegółowe pytania, dotyczące wybranych przezeń lektur. Jeśli się z nimi nie zapoznał – z pewnością wpadnie. Niestety, w tym wypadku limitowany czas i ograniczona liczba pytań, jaką można zadać maturzyście, stanowiła przeszkodę niemal nie do przebycia. Chociaż wiadomo – jeśli ktoś się uweźmie na ucznia, to i tak go obleje. Za cokolwiek.

Oczywiście, w tym wypadku uczeń kupujący prezentację musi cechować się naprawdę wielką odwagą (albo zwyczajnym nierozsądkiem, jak kto woli) – w końcu w pełni zdaje się na wiedzę (albo niewiedzę) osoby, która mu taką prezentację tworzy. I potem nie ma zmiłuj, nie można otrzymać reklamacji (w końcu to zbytnie ryzyko – zawsze może się wydać przy okazji, że praca jest nie nasza. I co wtedy?).

Jeden z moich licealnych kolegów przeżył swoją własną ,,chwilę grozy’’, gdy okazało się przed komisją, że jedna z lektur, którą Pan X wybrał mu do prezentacji (swoją drogą, tania to ona nie była, a fuszerkę ktoś odstawił straszliwą), nijak nie chce pasować do tematu. Na szczęście chłopak cechował się lotnym umysłem i jakoś wybronił się na wymagane 30%.

Pytanie w tym wypadku brzmi: jak tu oceniać takie prace? Przecież pani Z naprawdę przyłożyła się do swojej prezentacji, przesiedziała nad nią to pół roku – poświęcała swój czas na zapoznanie się z lekturami, a pani Y w tym czasie zakupiła kubek z ,,przykładową prezentacją maturalną na wybrany temat gratis’’ za kilkadziesiąt złotych i… chadzała zadowolona na imprezy. Nie sposób jednak sprawdzić, która z tych dwóch uczennic oszukuje. Nie zmienia to jednak faktu, że uczniowie, którzy do swoich prac się przykładali czują się niejako oszukani – w końcu z tą sytuacją nic nie mogą zrobić. Bo przecież nie naskarżą, że kolega kupił pracę w Internecie, prawda?

Kolejnym problemem jest powtarzalność prezentacji – jak wiadomo, co roku pojawia się szereg tematów obleganych. A to modny wampiryzm, a to miłość w literaturze, a to bunt bohatera, a to motyw drogi i podróży… Wyobraźmy sobie komisję, która kolejną godzinę pod rząd wysłuchuje pieśni pochwalnych na cześć przesłodzonej miłości Edwarda i Belli, albo tragizmu uczucia Wertera do Lotty. Można mieć dość, prawda? I nie należy się dziwić, że tacy nauczyciele twierdzą później, iż mają do czynienia z ,,powtarzalnymi, szablonowymi pracami’’, którym brakuje jakiegokolwiek polotu. W końcu nie można być nieskończenie oryginalnym w temacie, na który wypowiedziała się już połowa szkoły…

Być może, wyglądałoby to w nieco inny sposób, gdyby uczeń mógł zaprezentować wymyślony przez siebie temat. I tu jednak pojawiają się problemy. Okazuje się bowiem, że nie każdy temat się nadaje – w końcu, jaką mamy gwarancję (właściwie żadną), że ,,Wypaczony obraz Boga ojca w twórczości Piekary’’ zostanie pozytywnie, a przynajmniej obiektywnie rozpatrzony przez komisję? Albo, że komisja nie poczuje się zniesmaczona ,,Funkcją przekleństw w utworach Miuosha’’? Albo, że ,,Skazany na bluesa, czyli analiza tekstów Ryśka Ridla’’ w korespondencji sztuk nie zostanie odebrana przez nich, jako dziewięćdziesiąt procent bełkotu narkomana? Żadną.

Poza tym, autorski temat prezentacji musi przejść weryfikację. I może wrócić do nas w formie zmienionej, która już nie będzie nam odpowiadać.

Więc lepiej już się nie wychylać i wybrać potencjalnie powtarzalny temat z dostępnej listy.

Z kolei pomysł z losowaniem pytań maturalnych wcale taki nowy nie jest. Właściwie przywodzi mi na myśl jedną z pierwszych scen opisywanych przez pana Pilipiuka w ,,Operacji Dzień Wskrzeszenia’’, a mianowicie ten ustęp:

,,- Jaki ustrój panował w państwie Inków?

Pytanie historyka zawisło w powietrzu. Pod zieloną tablicą upstrzoną zaciekami zmytej kredy stali trzej przyszli maturzyści. Dwaj skulili się odruchowo. Trzeci patrzył spokojnie, jasna grzywka opadała na czoło, ale nie przysłaniała zuchwale błyszczących błękitnych oczu.’’*

Rzecz jasna, jeśli w ślad za zamianami związanymi z prezentacją maturalną, ruszą zmiany związane z formą lekcji polskiego (które niestety, w głównej mierze wciąż przyjmują formę wykładów – uczniowie siedzą biernie w sali i słuchają, albo udają, że to robią, zajmując się w międzyczasie innymi rzeczami), to nie będzie ,,kulących się odruchowo’’ maturzystów. Będą za to uczniowie, którzy – zapoznawszy się w ciągu tych trzech lat z lekturami (w ich formie pisanej, a nie, jak czasami się zdarza na lekcjach języka polskiego – z ich ekranizacjami) – potrafią udzielić wyczerpującej odpowiedzi na wylosowane pytanie.

Tutaj jednak ocieramy się o nieustający i dość poważny problem klucza maturalnego, którego nie potrafiła rozpracować nawet Wisława Szymborska (w przypadku własnych wierszy, jak wieść gminna niesie). Rzecz jasna, w przypadku sławnej poetki jest to ciekawostka. Natomiast, w przypadku przeciętnego maturzysty – Klucz jest sprawą życia i śmierci.

Bo, dajmy na to, taki uczeń wylosuje pytanie dotyczące Tomasza Judyma. Niech będzie prosto: ,,Oceń jego zachowanie na podstawie znanej ci lektury’’. I co teraz? Z autopsji wiem, że poparta wieloma cytatami z ,,Ludzi bezdomnych’’ teza, mówiąca o tym, że główny bohater chciał dobrze, ale nie potrafił się do niczego we właściwy sposób zabrać, a właściwie to był życiowym nieudacznikiem, który może i miał mnóstwo wspaniałych pomysłów na zmianę świata, ale oczekiwał, że ktoś je za niego wykona – jest tezą błędną. Na lekcji polskiego zostałam dosadnie uświadomiona, że – obojętnie od tego, co twierdzę ja i co twierdzą przytoczone przeze mnie cytaty – Tomasz Judym był…,,nowym Prometeuszem współczesnego świata’’. Tak, bowiem twierdzi mityczny Klucz i tego należy trzymać się do końca świata, jako prawdy objawionej przez polonistę.

Problem ten zdaje się być o tyle poważny w tym wypadku, że uczeń – inaczej aniżeli w przypadku matury pisemnej z języka polskiego – będzie miał zdecydowanie mniej czasu na przypomnienie sobie tego, ,,co poeta miał na myśli’’. W końcu nie każdy cechuje się umiejętnością niemalże bezbłędnego odgadnięcia Klucza i wpisania się weń własną odpowiedzią. A piętnaście minut na sklecenie sensownej odpowiedzi, którą ,,nauczyciel chce usłyszeć’’, to zdecydowanie za mało.

Jeśli jednak odpowiedzi uczniów będą oceniane przez komisję przez pryzmat spójności wypowiedzi, odważnych i odpowiednio dobranych argumentów, popierających tezę, poprzez znajomość kontekstu omawianego dzieła – wtedy, można przychylić się do stwierdzenia, że nowa ustna matura z języka polskiego jest pomysłem trafionym.

Tylko, odnoszę nieodparte wrażenie, że taka sytuacja jest zbyt bliską ideału, aby zaistniała w rzeczywistości.

*Pilipiuk A., Operacja Dzień Wskrzeszenia, Fabryka Słów, Lublin 2006, s.12.

Martyna Biesiada

 

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.