Ratuj Głuszca
modigliani-jeanne

Nad Modiglianim, Pollockiem czy Marcem krytycy sztuki współczesnej zjedli już wszystkie zęby i wyczerpali zasób epitetów, jakimi można potraktować artystę. Nieprzychylne recenzję miały zadziałać jak ekskomunika, a jedynie rozbudziły ducha tworzenia. W końcu trafiło na ekspresjonistów.

Expressio z łaciny znaczy wyrażać. Z ogromną siłą, razić odbiorcę feerią barw, ujęciem tematu – było. Teraz pora uzewnętrznić kłębiące w głowie myśli. W poszukiwaniu zalążka ekspresjonizmu wracamy do prac Van Gogha, Edwarda Muncha i Paula Gaugina, a jeszcze wcześniej do El Greco i Fransa Halsa, to u nich znajdziemy ciągoty ekspresjonistyczne, jednak żaden z nich nawet w napadzie szału nie zaszedł tak daleko jak Jackson Pollock.

Patrząc na jego rozbryzgane na płótnie farby rzucone mimochodem bez przemyślanej struktury wielu nasuwa się pytanie: gdzie tu artyzm? Rozumując ad hoc mamy do czynienia z czystą profanacją sztuki, bo jaką wartością określić dzieło, którego przedmiotem są rzucone byle jak krople farby? Dziś powiedzielibyśmy, że to wynik zaburzenia borderline i wręczenia barwnika cholerykowi. Nic bardziej mylnego. To co odróżnia twórców, od odbiorców to umiejętność kreatywnego przekształcenia emocji w produkt. Tym produktem jest dzieło. Kiedy intencjonalna kreacja się kończy, kończy się i artysta, dlatego zawsze warto pozostawić sobie furtkę możliwości i skrawek płótna na ekspresję. Pollock zginął w wypadku samochodowym spowodowanym jego alkoholizmem. Nie pozostawił po sobie owej furtki, wentylu, ale zostawił za to świadectwo drzemiących w człowieku sprzecznych natur, czekających tylko na ujście.

PollockJackson 600x350 Pollock, Modigliani i inne nieloty

Czy jesteście gotowi na psychiczną wiwisekcję?

Zatem kontynuujmy.

Jackson Pollock zanim wykształcił action-painting kształcił się pod okiem Thomasa Harta Bentona lubującego się w sztuce regionalisty i początkowo sam ulegał wpływom muralisów meksykańskich by wkrótce całkowicie zrezygnować z kompozycji, wszelkich asocjacji przedmiotowych i konwencjonalnych. Można dosyć śmiało powiedzieć, że znalazł niezagospodarowaną niszę w nurtach malarskich i wkrótce sam stał się czołowym reprezentantem abstrakcjonizmu, a dla krytyków wzorem „all over”.

Cały ze swoim dynamizmem i emocjami zajął Amerykę lat 50. Stając się gwiazdą, ustawiając tym samy siebie i postać artysty na świeczniku, równorzędnie z wartością jego dzieła. Odtąd nastąpiło całkowite zespolenie, synteza pomiędzy twórcą, a tym, co zostało namalowane.

Na próżno szukać tu subtelnych zespoleń kolorów współgrających ze sobą w przejściowych konturach. To jeden wielki chaos, burza, tornado. Na rozpostartych na podłodze lub ścianach płótnach znaczył swoją obecność bryzgając bezpośrednio farbami z puszki, albo dla odmiany rozcierając ją rękoma, nożami szpachlami (technika drip and splash), nadgarstkami, dłońmi, a nawet całym ciałem. O swojej twórczości Pollock pisał: „Używam kijów, kielni murarskich, noży, płynnej farby gęstej z piaskiem, miałkim szkłem i innymi obcymi domieszkami” zrywając tym samym z konwencją malowania pędzlem.

Ale co mówi dziś Jackson Pollock, o czym krzyczy ze ścian MoMA? NIE, wbrew pozorom nie mówi, że wszyscy mamy zaburzenia na tle emocjonalnym. On mówi, że żadne z nas nie jest jednowymiarowe, jednokolorowe i harmonijne. Możemy porządkować otoczenie, ustalać plan dnia, wiedzieć, co się wydarzy za tydzień, miesiąc, rok, a i tak w pewnym momencie cały ten pedantyczny, iluzoryczny świat szlag trafi! Bo człowiek nie jest ani biały, ani czarny, drzemią w nim nieznane siły, które próbują się wydostać na zewnątrz. W głębi duszy wszyscy jesteśmy dzicy, przed ujawnieniem prawdziwej natury powstrzymują nas konwenanse, obyczaj i prawo.

Teraz, kiedy dokonaliśmy katharsis robi się znów cicho..

Wstępuje „Błękitny koń”. Majestatyczny, spokojny, dostojny, a jednak ekspresjonistyczny. Dlaczego nie krzyczy, nie wysuwa się na pierwszy plan? Dlatego, że ekspresjonizm nie przemawiał jedynie agresją, ale wyrażał się przez zestawienie ze sobą kontrastujących palet. Franz Marc współzałożyciel wraz z Augustem Macke niemieckiej ekspresjonistycznej grupy „Błękitny jeździec” („Der Blaue Reiter”) pokazują, że nie tylko nie „krzyczy”, ale może być łagodny, pełen sielskości wręcz i mistycyzmu. Przyjaciele mimo wzajemnego inspirowania znacznie się od siebie różnili w swoich pracach, przede wszystkim doborem tematu i zestawieniem kompozycji. W ich twórczości można zatonąć i rozkoszować zmysły.

kon1 600x350 Pollock, Modigliani i inne nieloty

Na sam koniec został nam cudowny Modigliani jak na torcie wisienka, będzie, więc ukoronowaniem dzisiejszego tekstu. W przeciwieństwie do opływającego w blasku jupiterów Pollocka reprezentował typ artysty „przeklętego”. Życie nie szczędziło mu wrażeń. Jego działa są ponadczasowe i niepowtarzalne, na próżno szukać podobnym mu w całym Montmatre, a jaki był?

„Spotkałam go w 1914 w crémerie. Siedziałam naprzeciw niego. Haszysz i brandy. Żadnego wrażenia. Nie wiedział, kim jest. Wyglądał brzydko, dziko i chciwie. Znów spotkałam go w Café Rotonde. Był ogolony i uśmiechnięty. Ładnym gestem uniósł czapkę, zarumienił się i zaprosił mnie do obejrzenia swoich prac. I poszłam. Zawsze nosił w kieszeni książkę z wierszem.(…) Pierwszym olejem był Kisling. Nie czuł szacunku do nikogo poza Picassem i Maxem Jacobem. Nie cierpiał Cocteau. Nigdy nie zrobił niczego dobrego pod wpływem haszyszu” Powiedziała angielska pisarka Beatrice Hastings.

Słowem: „[...]Złożony charakter. Świnia i perły.”

Trochę jak my wszyscy, ekspresjoniści abstrakcyjni.

Ana Miller

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.