Ratuj Głuszca
szczur

Czy długość wieku emerytalnego wzrasta proporcjonalnie do długości życia i warunków ekonomicznych w Polsce? Paradoksalnie im dłuższa i intensywniejsza praca tym dystans do marchewki nie skraca się, a państwo popędza kijem nie dając chwili na oddech. Idąc tropem myślenia polityków warto zastanowić się czy w tym maratonie przewidziano w ogóle metę, czy raczej mamy do czynienia ze sztafetami, gdzie zajechani biegacze pałeczkę przekazują nowym zapaleńcom…

-    Jeżeli ma się ciepłą posadkę w biurze można pracować nawet do 80-tki – mówi Grażyna Nowak, fryzjerka w jednym z katowickich zakładów – chętnie zamienię się miejscem z twórcami idiotycznej ustawy. Nam po dziesięciu latach wysiadają kręgosłupy, nie wspominając o dłoniach ciągle poddawanych działaniom wody i detergentów.

Klamka zapadła. „Jeśli miałbym rzucić w diabły mandat wyborców, dlatego że w jednej sprawie duża grupa się ze mną nie zgadza, to znaczy, że nie miałbym podstawowych kwalifikacji. Ja za chwilę będę przeprowadzał bardzo trudną reformę emerytalną. Nie poddam jej pod referendum. Wiem, że przygniatająca większość obywateli będzie temu przeciwna. Odpowiedzialna władza bierze czasami na klatę decyzje, co do których wie, że nie będą cieszyły się akceptacją większości i że nie zyskuje się w ten sposób popularności.” – podsumował Donald Tusk.

Temat wydłużenia wieku emerytalnego stał się przyczyną sporów w całej Polsce. Odkąd Unia Europejska wprowadziła radykalne przepisy zrównujące wiek emerytalny. Makroekonomiści obliczyli horrendalne oszczędności mające wpaść do kasy państw członkowskich dzięki temu rozwiązaniu. Polska tradycyjnie przyjęła serwilistyczną postawę podporządkowując się dyktatowi europejskich mocarstw takich jak Niemcy, Włochy czy Holandia, gdzie przesunięcie wieku emerytalnego wiąże się z systemem wieku emerytalnego o zdefiniowanym świadczeniu, co oznacza, że wysokość świadczenia tylko w pewnym stopniu zależy od sumy wniesionych składek oraz od czasu pobierania emerytury.

Przyczyna takich działań jest oczywista: jeżeli tego nie zrobimy braknie na nasze emerytury. Z uwagi na niż demograficzny z rynku pracy odchodzi więcej osób, niż będzie się pojawiać absolwentów. Czy jednak przechodzenie w wieku 67 lat na emeryturę jest opłacalne? Biorąc pod uwagę, że każdy dodatkowy rok zwiększa świadczenia emerytalne podwójnie: urośnie nie tylko odłożona kwota w I i II filarze ale przecież zmaleje liczba lat, w których owa kwota będzie wypłacana.
Dochodzi kwestia bezrobocia. Na dzień dzisiejszy w zachodniej Europie 40-50% młodych, wykształconych ludzi nie może znaleźć dla siebie pracy. W Polsce po masowych migracjach odsetek osób bez pracy zmalał, jednak dalej ludzie po odebraniu magistra otrzymują nisko płatne prace, staże albo bezpłatne praktyki, do których nieraz dopłacają. Bardziej szczęśliwi mają szansę na umowę o dzieło, tzw. śmieciową. Okres największego zaangażowania w pracę, największej burzy pomysłów zostaje często strawiony na bezpłatnych praktykach i nisko płatnych stażach. Paradoksalnie osoba po 50-tce piastująca dane stanowisko pomimo ogromnego doświadczenia, na jakie świeżo upieczony absolwent uczelni musi pracować, co najmniej kilka lat, otrzymuje wypowiedzenie. Argument jest prosty, choć nie zawsze oficjalnie podany do wiadomości: zbyt podeszły wiek to taka sama przeszkoda jak brak doświadczenia i bynajmniej nie są to imponderabilia.

Obecnie rynek pracy, aż pęka w szwach od bezrobotnych ludzi w przedziale 50+, jeżeli dodamy do tego 17 lat więcej sami widzimy jak krzywa zatrudnienia drastycznie opada.

Małgorzata jest 57 letnią bezrobotną nauczycielką angielskiego. Pomagając mężowi w firmie nie wypracowała należytej liczby godzin w szkole uprawniających ją do pobierania zasiłku emerytalnego. Obecnie żyje z korepetycji i ogłoszeń, w których udziela lekcji, ale nie trzeba nikomu tłumaczyć, że zarobione kwoty nie wystarczyłyby studentowi na akademik, a co dopiero na opłaty czynszowe i wydatki związane z codziennym utrzymaniem.
-    Nie należy mi się nic, a w dodatku mam pracować do 67 roku życia. To jest chore, nie wyobrażam sobie w wieku 67 lat udzielać korepetycji – tłumaczy Małgorzata – już w tej chwili nie ma dla mnie zatrudnienia na rynku „Ma pani 57 lat? Nie, to dziękujemy”.

Reforma emerytalna z 1999 roku, a wraz z nią poszerzenie sektora emerytalnego, II filar i przekazania do niego części składki spowodowała, że nierównowaga finansów publicznych zwiększyła się jeszcze bardziej. Gwałtowny spadek liczby opłacających składki spowodował, że przyszła emerytura w stosunku do ostatnich zarobków spadła, aż o połowę. W czasie debaty emerytalnej Rostowski tłumaczył, że nawet, jeżeli w okresie najbliższych 20-30 lat wzrosną zarobki średnie o 200% a spadnie liczba opłacających składki o 50%, to i tak budżet (ZUS) zobowiązany jest do podwyższenia swoich zobowiązań wobec przyszłych emerytów jedynie o 100%, właśnie z tego powodu, że zmalała liczba opłacających składki na ubezpieczenie emerytalne.

Równouprawnienie płci

Kolejną kwestią mocno kontrowersyjną jest zrównanie wieku emerytalnego. Chcieliśmy uprawnienia, to mamy! Ale czy na pewno o to chodziło? Docelowo od 2013 roku kobiety i mężczyźni będą przechodzić na emeryturę w wieku 67 lat. W swoim expose Donald Tusk zapowiedział, że z każdym rokiem będziemy pracować dłużej o trzy miesiące, zmiany, więc będą następowały sukcesywnie, co nie zmienia faktu, że nastąpią i to w niedalekiej przyszłości.

Wydłużenie wieku emerytalnego można rozpatrywać dwojako. W pierwszej kolejności opierając się na obliczeniach makroekonomistów i wierząc na słowo, że poczynione zmiany będą miały przełożenie na naszą gospodarkę i rynek pacy, w drugim realistycznie na chwilę obecną.

Skąd się biorą takie zmiany? Czy nie dosyć nam bolesnych wrażeń z 1999 roku, których skutki odczuwamy do teraz? Zrównanie wieku mężczyzn i kobiet jest dobrym pomysłem?

-    Nie zapominajmy, że kobiety prócz pracy mają szereg dodatkowy zajęć takich jak rodzenie dzieci, opieka nad domem, są też z natury mniej odporne na stres, przyrównywanie ich do mężczyzn w tej kwestii jest nielogiczne – mówi psycholog Agnieszka Tkaczyk – mężczyźni 67, kobiety 62 może być, nie inaczej.

Druga kwestia to rozróżnienie stanowisk. Jak porównać pracę sekretarki w biurze notarialnym z ekspedientką w supermarkecie, która przez 8 godzin 6 dni w tygodniu obsługuje kasę fiskalną, albo nosi ciężkie palety, nie wspominając o sprzątaczkach, fryzjerkach, nauczycielkach, gdzie już teraz osoby po 50-tce cierpią z powodu braku miejsc zatrudnienia. W firmach stawia się na osoby młode, najlepiej po 30-tce z doświadczeniem. Dlatego wydłużenie wieku emerytalnego tak, ale fakultatywne. Mówiąc kolokwialnie: kto chce ten pracuje, kto nie chce niech państwo go nie zmusza do tego.

-    Nie jestem pesymistą, ale trochę smuci mnie to wydłużenie emerytur, człowiek po 60-tce powinien mieć już odłożoną kupkę grosza, podróżować, nie martwić się czy wystarczy mu do 1-szego, a już tym bardziej warować w urzędach zatrudnienia ścigając się o roznoszenie ulotek, albo inwentaryzację w supermarketach ze studentami – mówi Kazimierz Woliński. Do emerytury brakuje mu 5 lat obecnie próbuje znaleźć ofertę w Urzędzie Pracy.

A może dłuższe emerytury równają się dłuższemu życiu? W końcu średnia życia znacznie się wydłużyła na przestrzeni lat.

-    Nie sądzę – mówi Artur Lipiński, socjolog – dziś żyjemy szybko, ale też szybciej ten czas konsumujemy. Większość życia spędzamy w pracy, niewiele go mamy dla siebie, nie wspominając o chorobach cywilizacyjnych, takich jak chociażby zawały. Nie chcę nikogo straszyć, ale proszę sobie poczytać statystyki, 1/3 osób nie dożyje swoich emerytur.

Państwo reglamentacjami pobudza społeczeństwo do pracy, praca napędza koniunkturę, trybiki machiny kręcą się. Aż chciałoby się przytoczyć tytuł filmu: „Żyć szybko, umierać młodo”, ale przecież jak śpiewała Anna Maria Jopek: „Bo życie przecież po to jest, żeby pożyć…”, a nie żeby je przepracować, a do tego zmierzają nowe ustawy począwszy od edukacji wczesnoszkolnej, aż po wydłużenie emerytur. Człowiek współczesny to szczur w kołowrotku!

Aneta Bulkowska

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.