Ratuj Głuszca
survivaltech

Moda na survivale przywędrowała do nas z zachodu. To właśnie Bear Grylls, jako pierwszy na szklanym ekranie pokazywał jak linką przeciąć kawałek drewna i złowić agresywną rybę gołymi rękami. I choć w noszeniu militariów, spaniu w szałasie, czy gotowaniu wody na kamykach niewiele znajdzie się akcentów modowych, to coraz więcej osób w Polsce wybiera taką formę spędzania urlopu. Czy to oznacza, że weekendy w multipleksach, galeriach handlowych i kurortach przestały nas cieszyć? Lubimy się pobrudzić, wypróbować i wiedzieć, że poradzimy sobie w każdej sytuacji, twierdzi Łukasz „Mazoch” Kotlarek, założyciel szkoły realnych technik przetrwania „Survivaltech”.

Jest środek lata. Paweł Tworek, student z Poręby wraz z innymi uczestnikami dwudniowego kursu (36 godzin) w szkole „Survivaltech” przemierza Jurę Krakowsko-Częstochowską. Nie kryje podekscytowania. Na pytanie, dlaczego postanowił wziąć udział w tym niecodziennym przedsięwzięciu, odpowiada:

- Dlatego, że jest to niewątpliwie coś nowego i niekonwencjonalnego. Do kina, na basen, na koncert mogę iść codziennie, tu jednak mam okazję być po raz pierwszy, nie co weekend uczestniczy się w survivalu.

Nie ma pojęcia, co czeka go podczas najbliższej doby. Nigdy nie przypuszczał, że ugotuje wodę w kurtce (dla ciekawych przepis na końcu) albo, że korzystanie z kompasu wcale nie jest proste

- Ludzie myślą, że wezmą kompas w dłoń i od razu będą wiedzieli, dokąd iść, sam tak myślałem, dlatego jestem zaskoczony z umiejętności, jakie trzeba posiadać, by wyznaczyć nim azymut.

Po dwóch dniach spędzonych w lesie jest zmęczony i głodny – do dyspozycji ma gotowy prowiant MRE (Meal Read to Eat) wojskowe racje żywnościowe. Jedno opakowanie dostarcza około 1250 kcal i zaspokaja zapotrzebowanie energetyczne na 8 godzin – ale i dużo pewniejszy.

- Dziś już wiem, że poradziłbym sobie w ekstremalnych warunkach. Prócz nabycia praktycznych umiejętności kurs dodał mi wiary w siebie. To prawdziwa szkoła życia, uważam, że każdy powinien ją przejść.

Kiedyś szkołą życia było wojsko…

Jarosław Makowski, były żołnierz, dziś na emeryturze twierdzi, że system, w którym chłopcy po osiągnięciu pełnoletności przymusowo zostawali zaciągnięci do wojska miał swoje dobre strony – Młody chłopak w kilka dni stawał się mężczyzną.

Każdy musiał sobie poradzić w wojskowej strukturze hierarchii i na placu ćwiczeniowym. Była to próba fizycznej i psychicznej wytrzymałości. Dziś wojsko nie jest obowiązkiem, dlatego zwyczajnie odeszliśmy od tych umiejętności, które miały nam pomóc przetrwać na wojnie.

- Choć nie popieram wojska, ani działań militarnych uważam, że tamta dyscyplina uczyła praktycznych umiejętności i mężności charakteru, dzisiejsi młodzi chłopcy załamują się często pod byle pretekstem, nie potrafią poskładać po sobie ubrań, a co dopiero gdyby kazać im przenocować w lesie bez kolegów i komórki – żartuje.

Projektantka szałasów

Ale survivale to nie tylko domena mężczyzn, równie często można spotkać rozniecające bez zapałek ogień w lesie kobiety.

- Zawsze lubiłam się sprawdzać – mówi Magdalena Wojak, która razem z dziewczynami poznanymi na forum internetowym urządziła samodzielnie letni obóz przetrwania. Po tym, jak zdegradowano ją z wysokiej funkcji w firmie, coś się w niej zmieniło.

- Postanowiłam odreagować i zrobić coś szalonego. Na początku rozważałam skok ze spadochronem, wyjazd w egzotyczne miejsce, ale w Internecie natknęłam się na nieoficjalne ogłoszenie o organizowaniu szkoły przetrwania. Od razu pomyślałam, że to jest to!

Po umówieniu się w Bieszczadach z grupką dziewczyn, które znała tylko korespondencyjnie prześledziła wszystkie możliwe publikacje na ten temat.

- Mąż stwierdził, że jestem szalona – śmieje się.

Na miejscu z filmów instruktażowych na youtube i doświadczeń innych wiedziała, jak wybudować całkiem wytrzymały szałas, jak posługiwać się, operować scyzorykiem i upolować zająca (tego akurat nie wykorzystała w praktyce).

- To niesamowite doświadczenie, po trzech dniach wróciłam odmieniona. Zadowolona i pewna siebie, gotowa stawiać czoło wszystkim problemom. Sama nie wiem, gdzie byłabym dziś gdyby nie ten wyjazd, po tym przeżyciu, choć wyglądam „po staremu” to w środku jestem nową osobą - uśmiecha się.

Zainteresowanie survivalem w Polsce jest coraz większe, powstaje coraz więcej profesjonalnych szkół i coraz więcej osób uczy, jak przetrwać przy użyciu prowizorycznych narzędzi. Skąd ta nagła tęsknota za życiem naszych prapraprzodków?

- Ludzie zwyczajnie są znudzeni technologią. Otaczają nas, na co dzień kolorowe obrazy, billboardy, dzwoniące telefony – tłumaczy Agnieszka Marek, socjolog – to, co do niedawna było dla nas pożądane, zwyczajnie zaczyna męczyć, przejedliśmy się cywilizacją. Widać to wyraźnie po kierunku miejskiej migracji i ucieczce „mieszczuchów” na prowincję. Widzę ten trend nawet wśród moich znajomych, którzy jeżeli tylko mają możliwość sprzedają mieszkania i stawiają domy na wsi, w górach zawsze jak najdalej od sąsiada. Survival jest właśnie taką skuteczną ucieczką. Na łonie przyrody, odcięci od zdobyczy cywilizacji mamy szansę doświadczyć pierwotnego człowieczeństwa, zaspokoić pragnienie powrotu do rustykalnego, nieskomplikowanego życia. To natura jest naszym środowiskiem i nie wyprą tego żadne substytuty w postaci modernistycznych molochów, a fakt, że potrafimy zachować autonomię, że w całym tym technologicznym udogodnieniu możemy obejść się bez komputera, mikrofalówki jest budująca, bo okazuje się, że nie jesteśmy uzależnieni od żadnego wielkiego koncernu, kredytodawcy czy szefy. W każdej chwili możemy zostawić wszystko, udać się do lasu i po prostu żyć. Oczywiście nie znaczy to, że tak postąpimy, niemniej świadomość ta daje poczucie wolności.

Kto bierze udział w szkoleniach survivalowych?

Odpowiada Łukasz Kotlarek: – W Tego typu szkoleniach biorą udział wszyscy, którzy potrzebują “mocnego” zakresu wiedzy związanej z bezpieczeństwem podczas wypraw, ekspedycji, ale także sytuacji awaryjnych, które mogą spotkać każdego w trakcie wakacji z rodziną, wyjazdu narciarskiego w Alpy a nawet zwyczajnego wypadku lub zacięcia się w windzie – bo to także jest sytuacja survivalowa i procedura postępowania jest identyczna wszędzie, gdzie chodzi o nasze bezpieczeństwo i zdrowie.

Czego naprawdę możemy się nauczyć?

Oczywiście możemy się nauczyć podstawowych technik survivalowych, które wykorzystujemy w terenie leśnym, jak rozpalanie ognia, uzdatnianie wody, budowa poprawnego schronienia, ale także, co jest bardzo ważne odpowiednich procedur, zachowania i rozumienia swojego organizmu podczas sytuacji kryzysowych – – tłumaczy trener. – Inny ważny element to praktyka – wiele osób wie jak poprawnie znaleźć gwiazdę “północną”, ale czy miał ktoś kiedyś okazję w praktyce nawigować wykorzystując gwiazdy na określonym dystansie? To jest taki przykład, ale pokazuje, że wiedza teoretyczna jest bezużyteczna, jeśli nie potrafimy jej używać w prawdziwych sytuacjach zagrożenia życia.

Podążając za tropem myślowym socjolog Agnieszki Marek możemy być pewni, że trend na survivale zacznie się rozpowszechniać. To nie tylko próba sprawdzenia się dla wojskowych, czy ryzykantów, to przede wszystkim rosnąca potrzeba ucieczki od cywilizacji, która – nie ma, co ukrywać, pozostawia dla nas coraz mniej miejsca.

Tekst: Aneta Bulkowska


Krótki poradnik surivalowy

Gotujemy wodę bez czajnika i garnka

(Łukasz Kotlarek, “Survivaltech”)

 

Jako ugotowanie wody w kurtce rozumiemy jej przegotowanie. Właśnie gotowanie wody jest najlepszą formą przygotowanie wody do spożycia w sytuacji awaryjnej, gdy nie mamy dostępu do różnego rodzaju filtrów czy chemii do uzdatniania wody. Gdy nie posiadamy żadnego naczynia, w którym możemy tą wodę przegotować musimy improwizować.

 

Krok 1 Staramy się nagrzać kamienie w ognisku do wysokiej temperatury

Krok 2 Nagrzane kamienie ostrożnie przenosimy do kurtki, w której znajduje się woda. Pomocne będzie wyłożenie kurtki liśćmi gdyż możemy przepalić kurtkę kamieniami. Podsumowanie: Woda będzie zawierała zapewne trochę popiołu z ogniska, gałązki, ale po jej zagotowaniu zniknie większość bakterii, które są naszym największym niebezpieczeństwem.

 

Oczywiście gotowanie w kurtce jest tylko przykładem, tak samo można awaryjnie gotować wodę w worku foliowym a nawet w plastikowej butelce PET po “coli” prosto w ognisku. Oczywiście technika jest wykorzystywana w sytuacji awaryjnej, więc nie stosujmy tego w domu, na co dzień.

 

 

 

 

 

 

Komentarzy: 5 w artykule: ”Polacy uczą się technik realnego przetrwania”

  1. brygada kryzys pisze:

    W dobie kryzysu Polacy uczą się technik realnego przetrwania, przydadzą się nam praktyczne umiejętności :D jeszcze niech powywalają nas z pracy i będziemy budować szałasy (niewatpliwy plus, że przynajmniej z pominięciem procedur prawa budowlanego i bez kredytu hipotetycznego ) :D

  2. Duno pisze:

    Fajne fotki:), że survival to także awaria w windzie to się nie spodziewałem, ale coś w tym jest.

  3. Jaro pisze:

    widać, że nigdy się nie zawisłeś między piętrami ;-)

  4. DOTA2 pisze:

    DOTA2…

    Wow cuz this is great job! Congrats and keep it up…

  5. counterstrike pisze:

    counterstrike…

    Nice website you’ve gotten there…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.