Ratuj Głuszca
kobieta-zastraszona

Mieli rozstać się jak przyjaciele. Koniec związku zwiastował początek nowej przyjaźni. Nie minął miesiąc kiedy Michał wysłał swojego pierwszego sms-a. „Nie mogę bez ciebie żyć”, potem przychodziły kolejne w zestawie z głuchymi telefonami. Kiedy przestała reagować, pod drzwiami leżała kartka : „Już nie żyjesz” Marta czuła, że ktoś śledzi ją na każdym kroku, ale brakowało na to niezbitych dowodów, policjanci uwierzyli jej dopiero kiedy na własną rękę przeprowadziła śledztwo.

Akcja jak z amerykańskiego kina akcji, zaczyna się niewinnie. Dwójka partnerów podejmuje decyzję o rozstaniu. Nie mogą dłużej ze sobą wytrzymać, codziennie dochodzi do kłótni i przepychanek. Michała prawie nie ma w domu, odreagowuje w pobliskim pubie. Wszystko zaczęło się odkąd Marta znalazła pracę. To nie spodobało się Michałowi, przecież mówił wielokrotnie, że sam utrzyma rodzinę, ale Marta także chce realizować się na płaszczyźnie zawodowej. Wtedy rozpoczęło się na dobre. Michał stawał się coraz bardziej agresywny, kopał w stół, bił pięściami na oślep, rzucał telefonem o ścianę, ale nigdy nie tknął jej w gniewie wyładowując emocje na przedmiotach.

Rozumieli się bez zarzutu, jednak tylko jako przyjaciele. Wspólne obiady, czasem wypad do kina. Trudno wymazać z pamięci pięć lat wspólnego życia. Michał opowiadał, że ma kogoś, wspominał o nowej kobiecie, mówił że się zadurzył i że od nowa rozpoczyna życie. Czysto partnerski układ. Sielanka nie trwała zbyt długo. Kiedy Marta otrzymała pierwszego sms-a : „Nie mogę bez ciebie żyć”, uśmiechnęła się z nostalgią. Odpisała, że również żałuje, że to kawał wspólnego życia i że w zasadzie można by spróbować ponownie, ale już nie otrzymała odpowiedzi. Później zaczęły się głuche telefony, czasem o 4 nad ranem. W słuchawce ciszę przerywał rytmiczny oddech, czuła że skóra cierpnie jej na plecach.

- To był koszmar – opowiada – Takie sceny widywałam jedynie w kryminałach, myślałam, że ktoś sobie żartuje, próbuje mnie nastraszyć, w głowie kreowałam potencjalnych wrogów, podejrzewałam znajomych z pracy o głupie dowcipy.

Podejrzenia spadły na Bartka. Nowego chłopaka Marty. Od początku nie wzbudzał w niej zaufania, lecz kiedy do pracy przyniesiono jej wieniec z czarną wstążką poważnie się zmartwiła. Po powrocie do domu na wycieraczce czekał na nią znicz. Rozglądała się dookoła, na noc zamykała okna, zamontowała antywłamaniowe drzwi, z Bartkiem przestała się spotykać. Zaczęła się era bezsenności. Nawet najmniejszy szmer budził ją z i tak płytkiego snu. Zaczęła przypominać własny cień.

- Schudłam 7 kilo, włosy wypadały mi garściami, cera poszarzała, wyglądałam jak osoba, która ewidentnie nie radzi sobie w życiu. W pracy zaczęli snuć domysły o mojej rzekomej depresji, choć nikt nie wiedział co się stało – dodaje.

Dwa miesiące doprowadziły ją do psychicznej ruiny. Nie wytrzymała, poszła na policję. Spisano protokół, ale w oczach funkcjonariuszy widziała nie dowierzanie, pewnie pomyśleli że mają do czynienia z niezrównoważoną. Sama zaczynała zastanawiać się czy nie fiksuje.

Michał poprosił ją o spotkanie.

- O rany co ci się stało? – niemal krzyknął na widok zmęczonej i zaniedbanej Marty. Sam zaś prezentował się świeżo i atrakcyjnie jak zwykle tryskając humorem.

- Michał, ktoś mnie śledzi – wyjawiła przyjacielowi. – Marta wiem, że to rozstanie było dla ciebie szokiem, czytałem twojego sms-a, ale ja już mam nowe życie, musisz to zrozumieć. – Oszalałeś! – Nie możesz się tak zadręczać – kontynuował – musisz stanąć na nogi. – Ktoś mnie śledzi! – Marta to koniec! – odwrócił się na pięcie i odszedł zostawiając ją samą przy stoliku.

Jeszcze tego samego dnia w drzwiach znalazła kartkę : „Już nie żyjesz”. Kto jej to robi i czym sobie zasłużyła? Nie widziała wyjścia z sytuacji, zamknęła się w domu, wzięła urlop. Może rzeczywiście zwariowała.

Agnieszka miała podobną sytuację. Najpierw telefony, potem zniknięcie psa, wulgarne napisy na elewacji budynku z jej imieniem, ktoś kluczem przerysował karoserię jej samochodu. Wszystko zaczęło się kiedy zostawiła Artura. Od tamtej pory życie prześladowanej zmieniło się w piekło. Czuła, że ktoś ją obserwuje, że nie jest sama, ale mimo to nikt jej nie uwierzył. Sama nie podejrzewała, że eks dopuściłby się czegoś takiego, prędzej spodziewałaby się tego po przyjaciółce, niż po byłym partnerze.

Znalazły się na forum. Wspólna wymiana doświadczeń i po kilku godzinach nie było już wątpliwości. Sprawa jest poważna. Internetowa znajoma utwierdziła ją w przekonaniu, że z nią wszystko w porządku. Nieco się pozbierała, niczym detektyw układała elementy układanki w jedną całość, ale nigdy nie przyszło by jej do głowy, że to Michał.

Wróciła do pracy, sytuacja przycichła, nawet myślała, że tajemniczy dręczyciel odpuścił. Ale wewnętrzne napięcie nie ustąpiło. Agnieszka poleciła by wynająć profesjonalnego detektywa. To co odkrył przeszło jej najśmielsze oczekiwania.

- Zna pani tego człowieka?

Nie dowierzała własnym oczom. Na wszystkich zdjęciach od razu rozpoznała sylwetkę Michała na tle własnego bloku. Kiedy wraz z policją weszli do jego mieszkania na ścianach wisiały poprzebijane szpilkami i zniekształcone zdjęcia Marty.

W sądzie Michał przyznał się do winy, obiecując podjąć leczenie dostał zakaz zbliżania się do swojej byłej dziewczyny.

- Tu nie chodziło o miłość – wyjaśnia Marta – on nigdy nie potrafił pogodzić się z porażką, a ja byłam dla niego takim zapalnikiem, kiedy nie podporządkowałam się jego zaleceniom nie rezygnując z pracy znienawidził mnie. Chciał mnie zniszczyć, dziś uświadamiam sobie jak wiele symptomów zbagatelizowałam. Widziałam jaki potrafił być okrutny dla innych, a mimo to wierzyłam, że mnie to nie dotyczy.

Mówi się, że miłość rani, ale czasem dużo więcej przykrości wyrządza to co następuje po jej zakończeniu. Czy ludzi, których połączyło uczucie może dzielić, aż tak ogromna nienawiść? Niestety może.

Aneta Bulkowska

Jeden komentarz :) w artykule: ”Pochodne miłości”

  1. COUNTERSTRIKE pisze:

    COUNTERSTRIKE…

    Thanks, this site is really beneficial…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.