Ratuj Głuszca
piekna

Kiedy mężczyzna przymierza ubranie, w którym prezentuje się koszmarnie uznaje, że projektant był pijany i szuka czegoś „lepiej” skrojonego, kiedy kobieta przymierza ciuch, który nie „leży” w głowie zapala się kontrolka: „jestem za gruba”, „za brzydka”. Dlaczego my kobiety nie potrafimy zaakceptować siebie i przy każdej okazji sobie ubliżamy?

Co jest sexy?

Amerykańska aktorka Lucille Ball zdradziła sekret swojego powodzenia w jednym z wywiadów :„Mam jedną religię, która sprawdza się w moim przypadku. Przede wszystkim kochaj siebie, a wszystko inne się ułoży. Aby cokolwiek na tym świecie osiągnąć, musisz naprawdę kochać siebie”.

Czy w tej prostej regule kryje się odwieczny sekret powodzenia?

Czy wystarczy powiedzieć sobie przed lustrem : „Kocham cię” i ruszyć na podbój świata? W praktyce jest to dużo bardziej skomplikowane. Wcześniej bowiem trzeba się zmierzyć z lękiem, kompleksami i poczuciem niskiej wartości, które często nieświadomie zaszczepiali w nas rodzice i otoczenie, a w późniejszym życiu media. Ale jak tego dokonać bez wizyty u lekarza?

Ideał. Która kobieta nie chciałby być idealna? Mieć idealnych proporcji, rysów twarzy, osobowości? Być taka… no właśnie, jaka? Czy ideałem jest dla nas modelka na okładce Vouge’a, czy aktorka z kinowego ekranu? Nie bez kozery kliniki chirurgii plastycznej są tak oblężane. Bariera jaka jeszcze powstrzymuje większość kobiet przed zabiegami to cena. Gdyby obniżyć koszta operacji z pewnością co druga kobieta chodziła by dziś z silikonowym biustem, odessanym tłuszczem, powiększonymi ustami nie wspominając o zabiegach mających zatrzymać proces starzenia.

Dla urody jesteśmy w stanie zrobić wiele. Nie boimy się ingerencji skalpela, długich wizyt u fryzjera, degradacji kręgosłupa i żylaków z powodu godzin wystanych na szpilkach, drakońskich diet, depilatora i wosku? Do tego znosimy porody, menstruacje i inne bolączki typowe kobietom, a mimo to w swoim mesjaństwie nawet w jednej setnej nie zbliżamy się do wymarzonego ideału. Bo tu kolejna fałdka na brzuchu, a tu podkrążone oczy z rana i ziemista cera, nieświeży oddech o poranku i humor też nie ten. Bywa, że dopada nas chandra i najchętniej zaszyłybyśmy się w domu z butelką wina, a tu przecież nie wypada, ideały nie mają gorszych dni, są jak żony ze Stepford, perfekcyjne w każdym calu i o każdej porze.

Pułapką ideału, albo raczej pretendujących do tego miana jest przede wszystkim niemożliwość ucieczki przed kultem doskonałości. Kiedy już zaoferowany zostaje obraz kobiety, która nawet w poniedziałek rano w biurze prezentuje się jako świeża, pachnąca, wyrozumiała i uśmiechnięta wizerunek tej samej w luźniejszej bluzce, nie ułożonych włosach, bez makijażu i w dodatku nie śmiejącej się co chwila z głupkowatych żartów kolegów może zwalić z nóg, a nawet na zawsze przekreślić całe starania w ubieganiu się do tytułu : kobieta idealna.

Choćbyśmy nie wiem jak wyglądały każdego dnia cudownie to i tak wypomną nam dzień, w którym wyglądaliśmy nieco gorzej. „Ładna bo ma makijaż, kiedyś widziałem ją bez tragedia!”, „Musiałbyś zobaczyć jak wygląda naprawdę”.

Wystarczy zwrócić uwagę jakim zainteresowaniem cieszą się zdjęcia gwiazd bez makijażu, albo komentarze pod zdjęciami gdzie i tak już dopracowanym w każdym szczegółom celebrytkom wytyka się zmarszczkę na czole, albo zbyt duże stopy. Wstrzykujące sobie botoks od razu dostrzegają, że w zasadzie można by jeszcze podciągnąć nieco powiekę, albo uwypuklić policzki, spirala nakręca się i przy tym wcale nie tak trudno wyglądać jak Cher.

W porządku. Ale niektórzy spytają teraz, czy to oznacza, że trzeba przestać o siebie dbać? Wrzucić luźne ciuchy, rozklekotane adidasy, zaprzestać makijażu, depilacji i mówić: kochajcie mnie taką jaką jestem?

Nie.

Psychologowie są zgodni. Człowiek, który akceptuje, a przede wszystkim lubi siebie dba o fizyczną formę, przynajmniej próbuje w miarę zdrowo się odżywiać, poprawia swoją atrakcyjność, ale bez rażących zmian, eksponuje swoje walory, podkreśla je, ale nie stara się ich zatuszować, ani tym bardziej zmienić mocnym makijażem, stylizując się na kogoś zupełnie różnego od oryginału.

Czasem widujemy piękne, ale bardzo samotne kobiety i o wiele mniej atrakcyjne wizualnie panie,  za którymi szaleją naprawdę wartościowi i przystojni mężczyźni. Co ich w nich pociąga?

-         Jak każdy facet w pierwszej kolejności zwracam przede wszystkim uwagę na wygląd – mówi Konrad, właściciel firmy samochodowej – ale potem aparycja schodzi na dalszy plan. Zawsze wygrywa kobieta z osobowością, z którą można porozmawiać o wszystkim i o niczym, która jest inteligentna i ma pasję. Nie pyta co chwilę czy dobrze wygląda. Niestety częściej zdarzało mi się trafiać na kobiety piękne, ale bardzo skupione na swoim wyglądzie, którym w życiu  wszystko przychodziło łatwo ze względu na urodę i nie musiały rozwijać swojej osobowości, w dodatku były bardzo zakompleksione i ciągle mówiły o tym co można by jeszcze poprawić. Oczywiście nie twierdzę, że uroda i osobowość się  wykluczają, wręcz przeciwnie. Osobiście gdybym jednak miał wybierać to wolałbym związać się z kobietą może nie tak „idealną”, ale taką która lubi siebie i ma coś do powiedzenia poza nowinkami ze świata mody i która nie liczy kalorii w kieliszku szampana. Osobiście nie znoszę „ideałów”, lubię kobiety inteligentne, zabawne i może nie nadzwyczajnie piękne, ale zadbane.

Kompleksy są jak chwasty. Większość zasiano w nas kiedy byłyśmy małymi dziewczynkami i rosły i rosły i będą rosnąć, aż w końcu przyćmią te piękne kwiaty – walory jeżeli nie zostaną wyrwane. Nie jest łatwo zaakceptować siebie, szczególnie że bombardowane jesteśmy wizerunkami piękności z okładek pism, a na ulicy przynajmniej raz dziennie mijamy kobietę, która wzbudza zazdrość. Nie wystarczy powiedzieć w domu: „lubię siebie”, trzeba z tym lubieniem jeszcze wyjść na ulicę i zmierzyć się z atrakcyjnymi, pewnymi siebie kobietami oraz krytycznym okiem mężczyzn. Jeżeli nie ufamy swojej atrakcyjności za każdym razem wrócimy do domu sfrustrowane.

Według psychologów tylko szczęśliwa i akceptująca siebie osoba jest w stanie stworzyć udany związek i nawiązać bliskie relacje z ludźmi. Nie prawdą jest, że mężczyźni kierują się tylko wyglądem, podobnie jak i my na partnera wybieramy osoby odpowiadające nam przede wszystkim charakterem tak i większość dokonuje podobnego wyboru. W dłuższej perspektywie niewielu mężczyzn chce mieć w domu Myszkę Miki, a kobietę która będzie łączyła w sobie cechy partnerki, przyjaciela i opiekunki.

Dużo prawdy jest w słowach, że ludzie traktują nas tak jak sami siebie traktujemy. Bez względu na to czy jest się grubą, chudą, z długimi blond lokami, czy fryzurą na zapałkę każda kobieta może piękną być, wystarczy, że zaakceptuje i pokocha siebie, wówczas jak mówiła Lucille Ball wszystko inne się ułoży.

Aneta Bulkowska

 

 

 

 

 

 

 

 

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.