Ratuj Głuszca
facet

Zwykle rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Nawet kiedy dorośnie, wyprowadzi się z domu, to i tak martwi się, czy dobrze sobie radzi. Pani Beata od początku wiedziała, że jej córka Ewa wybierając życie z Robertem nie będzie miała lekko. Jej wybranek to nieodpowiedzialny, lekkoduszny i stroniący od rodziny człowiek. Ale co robić, kiedy dziecko jest już w drodze? – Nigdy z mężem nie wybieraliśmy córce znajomych. Mieliśmy do niej zaufanie i wierzyliśmy, że nie zrobi nic głupiego. Któż mógł przewidzieć, że zakocha się w impertynencie nie mającym żadnych wartości, dla którego liczy się wyłącznie dobra zabawa? – opowiada pani Beata, mama Ewy. Próby zniechęcenia córki do chłopaka spełzły na niczym. Miłość przysłoniła jej cały świat. Ewa zaszła w ciążę i marzyła o ślubie. Choć jej partner bronił się jak mógł, pod naciskiem obu rodzin zdecydowali, że dziecko, które przyjdzie na świat musi mieć normalny dom. Wydawało się, że zmieni ono ich całe życie. Obje będą musieli szybko dorosnąć i wziąć na siebie odpowiedzialność za dom i rodzinę. Niestety nadzieja była złudna.

- Nie byliśmy przekonani do Roberta, ale córka spodziewała się jego dziecka, więc postanowiliśmy, że zgodnie z tradycja wyprawimy córce skromne wesele. Razem z młodymi ustaliliśmy, że zaproszeni zostaną tylko najbliżsi. Tymczasem Robert zaprosił na uroczystość swoich koleżków. Mąż był bardzo zdenerwowany, ale by uniknął awantury postanowił nie reagować – opowiada pani Beata.

- Po weselnym obiedzie mężczyźni zaczęli pić alkohol w takich ilościach, że za godzinę byli już kompletnie pijani. Razem z panem młodym wygłupiali się i popisywali. Za ich sprawą uroczystość zaczęła zamieniać się w wulgarną imprezę. Choć Ewa zachowywała się dobrze, to uwaga gości skupiała się wyłącznie na Robercie. Wstydziliśmy się za niego przed całą nasza rodziną. Mąż już wtedy zarzekał się, że to jego ostatnie wspólne spotkanie z młodymi. Kompletnie zawiódł się na córce i znienawidził jej męża – wspomina pani Beata.

- Przeprowadziłam wiele rozmów z Robertem, pytałam jak wyobraża sobie dalsze życie. Odpowiadał: „jakoś to będzie”. Jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie zakłada rodzinę i musi ją utrzymać! Byłam przerażona! Jego dotychczasowa praca w ochronie była dobra, ale dla kawalera, który nie ma obowiązków. Przecież tysiąc złotych ledwo starcza na opłaty, a co dopiero na jedzenie i potrzeby małego dziecka?! – mówi z oburzeniem pani Beata.

- Dzieci żyły bardzo skromnie. Kiedy widziałam, że córka chodzi w starych ubraniach, sama kupowałam jej nowe. Mały Kubuś co chwile dostawał ode mnie jakieś ubranka. Wiadomo, że dziecko szybko rośnie i wyrasta z ciuszków. Nie było ich stać nawet na to, by zmieniać mu ubranka na większe. Tym głębsze było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że Robert znów pożyczył pieniądze, i to nie na wózek dla dziecka ale… na samochód! Dorosły facet a zachciało mu się zabawki! „Była okazja, a samochód się przyda” – tłumaczyła go moja córka. Owszem przyda się, ale ich zwyczajnie na to nie stać! Nie spłacili jeszcze pożyczek i pakują się w kolejne długi! Samochód trzeba utrzymać. Trzeba zapłacić za ubezpieczenie i tankować. Za co pytam?! – bulwersuje się pani Beata, choć od zakupu samochodu minął ponad rok.

Robert wpadł jednak na pewien pomysł. Podekscytowany opowieściami znajomych o możliwościach pracy za granicą zapragnął wyjechać do Wielkiej Brytanii. „Rok, może dwa, tylko po to, by odbić się od dna i wróci” – mówiła wtedy Ewa, córka pani Beaty. Młodzi zdecydowali, że sprzedadzą samochód a pieniądze przekażą na wyjazd. Wierzyli, że koszty szybko się zwrócą, kiedy Robert zacznie zarabiać w euro.

Ale znalezienie pracy w Anglii okazało się trudniejsze niż przypuszczał. Mijał tydzień za tygodniem a Robert pozostawał bez pracy. Pieniądze zaczęły się kończyć. Nie wystarczyło nawet na zaliczkę za kolejny miesiąc wynajmu. – Córka zadzwoniła z płaczem by poinformować mnie, że Robert wraca do Polski. Mówiła, że w Anglii nie ma pracy i zostali bez grosza. Co tu dużo mówić, zafundował sobie wycieczkę za granicę za kilka tysięcy złotych, które przez jego niezaradność zwyczajnie przepadły – żali się.

Obecnie Robert pracuje w ochronie. Nie ma wykształcenia więc szansa na znalezienie dobrze płatnej pracy graniczy z cudem. Córka pani Beaty – Ewa, nie pracuje, opiekuje się synkiem. – Nie stać ich na opiekunkę, a zarówno Maria, matka Roberta, jak i ja z mężem, mieszkamy zbyt daleko by przychodzić zajmować się wnukiem – tłumaczy pani Beata. – Serce mi pęka kiedy widzę, że młodzi sobie nie radzą. Ale co mogę zrobić? Ani nasza rodzina, ani rodzina Roberta nie jest w stanie nim potrząsnąć i sprawić by stał się bardziej odpowiedzialny – dodaje.

Pani Beata jest emerytowana krawcową. Wiele lat nie szyła, ale postanowiła wyciągnąć schowaną w piwnicy maszynę i oferować poprawki krawieckie. W tajemnicy przed mężem pobiera za to niewielkie opłaty, które potem posyła córce. – To niewiele, ale bynajmniej mam pewność, że Ewa ma za co kupić chleb – mówi drżącym głosem pani Beata. – Moja córka ma już 27 lat a ja nadal czuję, że muszę się nią opiekować. Chciałabym by miała szczęśliwe życie, by pozwoliła nam, starym rodzicom, zając się swoim życiem. Wiele razy mąż widząc mnie roztrzęsioną zabraniał do niej dzwonić. Ale to moje jedyne dziecko i nie mogę się od niej odwrócić.

Obecnie rozmowa telefoniczna to jedyne co nam zostało. Od wizyty u dzieci, na której zięć wykrzyczał, że mam się nie wtrącać do ich życia, więcej się u nich nie pokazałam. Taki niewdzięczny typ – mówi ściszonym głosem pani Beata, zamyka oczy spod których ucieka łza. – Nigdy nie zapomnę jak wrzeszczał: „jestem dorosły!”, jakby nie wiedział, że wiek to nie wszystko.

Daria Cygan

Jeden komentarz :) w artykule: ”On nigdy nie dorośnie”

  1. abc pisze:

    banalny artykuł, a w Anglii zarabia się w funtach, nie w euro.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.