Ratuj Głuszca
grycanka

Ostatnimi czasy możemy zaobserwować dość ciekawe socjologiczne zjawisko, otóż współczesna kultura masowa wykształciła sobie nowy rodzaj ,,celebryty’’. Nie chodzi tu, zatem o tajemniczego, przystojnego bladego bruneta o zielonych oczach, bo nie podziwiamy już gwiazd show biznesu dlatego, że otacza je aura tajemniczości – dzięki paparazzim i usłużnym ,,informatorom z bliskiego otoczenia’’ możemy o naszym ukochanym aktorze, muzyku czy piosenkarzu dowiedzieć się absolutnie wszystkiego.

Nie chodzi tu też o dziecko pokroju Justina Biebera, które nagrało cover popularnej piosenki i wrzuciło go na youtube, a Internet je pokochał.

Rzecz tyczy się tego, że niestety coraz częściej mamy do czynienia z lansowaniem na ,,salonach’’ osób, które chciałyby zostać nowymi celebrytami, a które nie zrobiły zupełnie nic, żeby na to miano sobie zasłużyć. Poza posiadaniem odpowiedniego wyglądu, rzecz jasna. I pal sześć, jeśli rozchodzi się o te wszystkie chude kobiety po tysiącu operacji plastycznych (korekcja nosa, wypełnienie ust, uniesienie pośladków, redukcja rozstępów, silikonowy biust), w końcu one prezentują ,,hollywoodzki standard’’. (Było nie było, w tym mieście marzeń nie uświadczy się już dzieł natury, ale dzieła chirurga X, fryzjera Y, wizażystki Z i stylistki M).

Gorzej, jeśli nasz nowy ,,celebryta’’ nie został obdarzony nawet należytą sylwetką. Jak Grycanki.

Nie wiem, czy tylko ja odnoszę takie wrażenie (jeśli jest inaczej, to proszę, żeby mnie ktoś z błędu wyprowadził), ale to trio, o którym przynajmniej od pół roku huczą wszystkie portale plotkarskie, nie zrobiło zupełnie nic, co tłumaczyłoby określanie ich mianem ,,gwiazd’’.

Po prostu, nagle, na jakiejś imprezie, pojawiły się trzy grube osoby. Ktoś usłużnie je sfotografował, informacja pobiegła dalej w świat (w końcu trudno wtedy nie wyróżniać się w tłumie chudych kobiet), ktoś wrzucił fotki na portal, ktoś inny umówił się na wywiad…

I dlatego odnoszę nieodparte wrażenie, że ta cała ,,sława’’ opiera się właśnie tylko na ich tuszy. Bo, zdaje się, mechanizm lansowania ,,gwiazd’’ zadziałał w tym wypadku wyjątkowo schematycznie.

Pod zdjęciami i notką na portalu pojawiło się po prostu kilka tysięcy niepochlebnych komentarzy dotyczących wyglądu dwóch dziewcząt i pani. Kilka tysięcy to dużo, prawda? Skoro ludzie tak ,,pokochali’’ ten temat to napiszemy o nim raz jeszcze.

I jeszcze.

I jeszcze.

Do znudzenia.

Oczywiście, znajdzie się zaraz ktoś, kto powie, że przecież nie należy się wyśmiewać z czyjejś wagi, że przecież w świecie, w którym króluje anorektyczna figura dopełniona silikonowym biustem, naturalność jest w cenie. No tak. Tylko proszę spojrzeć na zdjęcia Crystal Renn (z czasów, gdy była jeszcze modelką plus size) i porównać je ze zdjęciami Grycanek.

Ktoś inny odezwie się z kolei, że w zasadzie tym dziewczynom dzieje się krzywda. W końcu cały Internet się z nich wyśmiewa, a to nie wpływa dobrze na niczyje samopoczucie. I z tym się zgodzę.

Trzy czwarte komentarzy dotyczących Grycanek to komentarze niepochlebne. Te dziewczyny też mogą odwiedzać strony, takie jak kwejk. I uwierzcie, że nie byłoby wam miło, gdybyście zobaczyli na nich swoje zdjęcia opatrzone komentarzem ,,zjadłabym’’.

Ale, z drugiej strony, w końcu to cena ,,sławy’’. Nie każdego kochamy tak, jak kochamy Johnny’ego Deppa.

Być może cała sprawa wyglądałaby nieco inaczej i budziłaby mniejszą złość w Narodzie (w końcu nie możemy powiedzieć, że połowa polskiego Internetu składa się z hejterów, prawda?) gdyby Grycanki coś zrobiły. Cokolwiek.

Na przykład, gdyby ich matka była (albo wkrótce została) cenioną projektantką mody; starsza córka piosenkarką (Adele w końcu też jest przy kości), a młodsza tancerką, tak jak cały czas marzy.

Ale nic z tego. Na naszych oczach ma miejsce prawdziwy ,,cud narodzin’’ nowego gatunku celebryty – celebryty, który nic nigdy nie zrobił, który w zasadzie nie błysnął nawet ciętą ripostą, albo inteligentną wypowiedzią dotyczącą tematów bieżących; celebryty, który jest sławny dlatego, że… po prostu jest.

I rzeczą, która najbardziej nas w tej całej sytuacji frustruje jest świadomość tego, że wciąż nie każdy z nas takim celebrytą może zostać. Ba! Większość z nas nigdy taką gwiazdą nie będzie. W końcu tysiąc pięćset złotych brutto i umowa o pracę (jeśli nam się poszczęści) nigdy nie wystarczą nawet na kupno odpowiedniej sukienki, w której wpuszczą nas na przyjęcie, które otworzyłoby przed nami drogę zawrotnej kariery na pudelku.

Martyna Biesiada

Autor wpisu: ag

Komentarzy: 2 w artykule: ”Nowy rodzaj celebryty”

  1. Marian pisze:

    Trafiłem przypadkowo na ten portal, ale to już drugi tekst dzisiaj, który bardzo mi przypadł do gustu, uważam że należy potępiać kulturę masową i wyśmiewać się jak najbardziej ze świata, który nie ma nic wspólnego z prawdą!

  2. COUNTERSTRIKE pisze:

    COUNTERSTRIKE…

    I enjoy perusing your internet site. thnx!…

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.