Ratuj Głuszca
wosk

Andrzejki skłaniają do rozważań na tematy magiczne, które wbrew pozorom nie są tak rzadko praktykowane w naszej kulturze. Dlaczego w XXI, czasach postępu naukowego ludzie zwracają się ku temu co nadprzyrodzone?

Wiara w czarnego kota, horoskopy, rzucanie zaklęć czy talizmany przynoszące szczęście to tylko niektóre elementy, które przedostały się z pogańskich wierzeń do naszej kultury. Racjonalni i oświeceni ludzie niekorzystną serię zjawisk tłumaczą pechem, a czym jest pech jak nie przesądem właśnie. Ciekawym materiałem badawczym jest sfera wróżbitów i jasnowidzów przeżywających obecnie prawdziwe oblężenie przez ludzi, którzy pragną poznać własną przyszłość. Biała magia, czy magia sympatyczna bo to o niej dziś będziemy mówić sama w sobie nie jest w stanie wyrządzić nam krzywdy, dopóki traktujemy ją z dystansem i służy naszemu rozwojowi. O ile nie ma niczego złego w łapaniu za guzik na widok kominiarza o tyle podporządkowywanie swojego losu wróżbom może skończyć się różnie. Natomiast zastanawia skąd w nas ludziach oświeconych i nastawionych krytycznie do zjawisk paranormalnych wiara w irracjonalne zjawiska?

Ludzkość od zarania dziejów poszukiwała odpowiedzi na pytanie o sens życia i człowieka zawsze ciekawiła przyszłość. Mając dostęp do tej wiedzy można by odmienić własny los, a nawet zmieniać dzieje świata. Dlatego z rad wyroczni najczęściej korzystali władcy chcący przechytrzyć rywali i zdobyć władze nad światem. Wielu przywódców korzystało z usług wróżbitów i magów. Sam Napoleon radził się egipskiej  wyroczni, znana jest również słabość Adolfa Hitlera do zjawisk paranormalnych. Niektórzy historycy twierdzą, że nie podejmował działań bez konsultacji z astrologiem. Z usług wróżbitów korzystali również Mao Tse-Tung, Georges Pompidou czy Borys Jelcyn.  Dziś z rad paraekspertów przyszłości korzystają aktorzy, piosenkarze, dziennikarze, ludzie biznesu, lekarze, a nawet naukowcy. I mimo, iż nie wszyscy chodzimy do wróżki to nadal wielu nie wyjdzie z domu w piątek trzynastego, za nic w świecie nie przejdzie pod drabiną, a żaden szanujący się aktor nie zagwiżdże w teatrze.

W omawianiu źródeł podobnych zjawisk pod kątem antropologicznym musielibyśmy cofnąć się do starożytnego Babilonu, Indii, Rzymu czy Grecji gdzie dywinacja oraz okultystyczne praktyki mają swoje początki. Jest to temat na oddzielny referat dlatego jedynie pokrótce omówię tutaj podobne obrządki. Dziś wiele dzikich plemion stosuje okrutne wręcz praktyki by odpędzić złe duchy, lub wręcz przeciwnie dodać sobie animuszu i pomyślności choć dla nas ludzi racjonalnych wydaje się to wręcz niepojęte to nie zdajemy sobie sprawy jak wielu z nas oczywiście w mniej drastycznej formie podporządkowuje postępuje podobnie podporządkowując swoją wolę i działanie siłom wyższym. A dowodem na to jest nic innego jak przesądy, horoskopy oraz intuicja.

James Frazer w swojej publikacji „Złota gałąź” poświęca oddzielny rozdział zjawisku magii dzieląc ją na homeopatyczną opartą na prawie podobieństwa, przenośną oraz sympatyczną. Magia sympatyczna mówi o istnieniu związku pomiędzy człowiekiem, a jakąś oderwaną od niego częścią ciała na przykład włosami lub paznokciami na skutek czego każdy kto posiądzie włosy czy paznokcie danej osoby może na nią oddziaływać. Teraz już wiemy dlaczego Picasso panicznie bał się ścinania włosów i fryzjera.

Wiele ludzi w Europie przykładowo do dziś wierzy, że los człowieka związany jest z jego pępowiną i łożyskiem. W Berlinie na przykład akuszerka oddaje wysuszoną pępowinę ojcu nakazując mu by przechowywał ją troskliwe ponieważ od tego zależy życie i zdrowie dziecka.

W magii sympatycznej istnieje również związek pomiędzy zranionym człowiekiem, a tym co się dzieje z oprawcą, czy przedmiotem który ranę zadał i od jego późniejszych losów będzie zależeć życie rannego. W Melanezji gdzie raczej nie można liczyć na przyjazd ratowników medycznych jeżeli strzała, która zadała ranę zostanie znaleziona i przechowywana w wilgotnym miejscu, albo między chłodnymi liśćmi ranny wyzdrowieje. Parobcy w hrabstwie Cambridge uważają również, że jeśli koń wbił sobie gwóźdź w kopyto trzeba gwóźdź posmarować tłuszczem lub olejem i schować w bezpiecznym miejscu, aż koń wyzdrowieje. Frezer podaje również kolejny przykład magii sympatycznej, który przeniknął do naszej kultury. A mianowicie w latach 90. w Prusach znaleziono sposób na złodzieja. Jeżeli nie można go złapać należy zdobyć jakiś kawałek jego odzieży zagubiony w ucieczce i tłuc go porządnie, tak by złodziej zachorował. To wierzenie tak mocno się zakorzeniło, że pewnego razu w okolicach Berend przyłapano mężczyznę, który kradł miód, a uciekając przy tym niefartownie zgubił płaszcz. Gdy usłyszał, że właściciel miodu maltretuje jego ubranie, tak się przestraszył, że zachorował i umarł.

Natomiast w ubiegłym roku pod presją opinii publicznej władze Tanzanii podjęły walkę z procederem, który w XXI wieku wydaje się wręcz niewiarygodny. Rzecz dotyczy albinosów. W krajach afrykańskich albinosi są okaleczani i mordowani w brutalny sposób. Noworodki uznawane są za połączenie białej kobiety z demonem i zabijane zaraz po urodzeniu. Te, które zdołały się uchować dorastają na ludzi, którzy ukrywają się w dzień w cieniu mogąc wyjść dopiero po zmierzchu. Bowiem biała skóra w kontakcie z silnym afrykańskim słońcem prowadzi do poważnych poparzeń, a nawet utraty wzroku. W związku z tym uznano ich za magicznych i bano się ich. Ale to nie wszystko. Elementy ciała albinosa mają ogromną wartość rynkową. Dlatego biali murzyni są masowo ćwiartowani, a ich części nielegalnie sprzedawane. Nawet po śmierci ich groby są profanowane w celu wydobycia kości, które mają rzekomo zapewnić pomyślność i bogactwo

Nowoczesna środkowa Europa nie jest wolna od wiary w nadprzyrodzone zjawiska oraz przesądy choć niekoniecznie tak drastyczne jak powyższe przykłady to widać wyraźnie poszukiwania w niewidzialnej sferze materii uzasadnienia wydarzeń dnia codziennego o czym świadczyć mogą kolejki do salonów wróżbiarskich, czy zainteresowanie ludzi ezoteryką. Nie można jednoznacznie zaprzeczyć, że nie istnieją źródła magiczne, tak samo jak stwierdzić, że ich nie ma. Podobnie jak nie można udowodnić istnienia myśli, żaden chirurg operujący mózg nigdy jej nie widział, a my przecież wiemy, że nasz umysł ich produkuje miliardy. Ale przecież są rzeczy, o których nie śniło się filozofom…

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.