Ratuj Głuszca
lektura

Jak co roku, każdego września uczniowie szkół podstawowych, gimnazjalnych i średnich pakują swoje plecaki i ze smutkiem (rzadziej z radością) wracają do szkoły. Jak co roku, w tym czasie, pojawia się też dyskusja na temat lektur czytanych na języku polskim.

Kanon, jak wiadomo, pozostawia zawsze samym zainteresowanym wiele do życzenia. Uczniowie często nie rozumieją, po co powinni zapoznać się z ,,Antygoną’’, czemu męczy się ich ,,Cierpieniami młodego Wertera’’ albo ,,Dziadami’’ autorstwa naszego wieszcza narodowego. ,,Pan Tadeusz’’, stał się już złem koniecznym,  ,,Chłopów’’ Reymonta mało kto zna z autopsji, a nie ze streszczenia, ,,Wesele’’ jest dla wielu osób zupełnie bezsensowne, a Gombrowicz – niezrozumiały. Do tego ,,Dżuma’’ stała się już tylko opisem miasta, w którym wybuchła epidemia.

Uczniów w tej dyskusji można podzielić z grubsza na trzy kategorie: pierwszą, stanowią ci nieliczni, którym czytanie lektur na lekcjach zupełnie nie przeszkadza, a wręcz czasami ich bawi. Drugą będą uczniowie, który lubią czytać, ale chcieliby w kanonie zmian – zamiast Mickiewicza można byłoby umieścić w kanonie jakiś przyjemny kryminał Agathy Christie. Ostatnią, trzecią kategorią, są uczniowie, którzy czytanie wybranych pozycji traktują jako zło konieczne, marnowanie czasu i jeśli już się za nie zabierają, to zadają sobie trud przeczytania ledwo dwustronicowego streszczenia. W Internecie.

I jak co roku, w tym wszystkim, zadajemy sobie pytanie: czy w tym wszystkim tkwi jakiś błąd, a jeśli tak, to gdzie?

Znajdą się oczywiście ludzie, którzy będą się doszukiwać ,,winy’’ w konkretnej epoce. Okazuje się bowiem, że pozytywizm jest raczej najmniej popularnym nurtem wśród uczniów, a lektur z tego okresu podobnież jest ,,za dużo’’.

Znajdą się też tacy, co powiedzą, że wartości, treści i forma książek, które zostały wpisane do kanonu jest przestarzała i należałoby ją nieco odświeżyć. Stąd postulat dla stworzenia miejsca dla powieści współczesnych. Tylko… nie wiadomo, jakich.

Istnieją też osoby, które (choć czytają), to narzekają na brak w kanonie literatury zwyczajnie… ciekawej. Stąd pomysły związane z kryminałami, thrillerami czy fantastyką. Po prostu po to, żeby dzieciaki zachęcić do czytania (i nie jest to pomysł zły).

Moim zdaniem jednak, największym błędem lektur i literatury w ogóle, jest jej przymusowa szkolna (i akademicka z resztą też) interpretacja pod ustalony klucz. A więc, jak pisał Gombrowicz: ,,Słowacki wielkim poetą był’’. I koniec. Uczeń powinien takie stwierdzenia traktować niczym aksjomaty i prawdy objawione.

Pozwolę sobie posłużyć się przy tym przykładem, obrazującym śmieszność całej sytuacji. W liceum nauczycielka polskiego zadała nam swego czasu pracę domową, której treść brzmiała – mniej więcej – tak: ,,Za pomocą ,,Ludzi bezdomnych’’ i cytatów z książki przeanalizuj zachowanie Tomasza Judyma.’’ Ot, zdawałoby się proste zadanie dla uczennicy, która lubi czytać, na lekcji jest aktywna… Nic bardziej mylnego.

Za swoje wystąpienie (zdanie należało uzasadnić przed całą klasą) otrzymałam ocenę dopuszczającą. A dlaczego? Ano, dlatego, że ośmieliłam się stwierdzić – oględnie mówiąc – że bohater Żeromskiego był życiowym nieudacznikiem, który nie miał wystarczającej siły charakteru, żeby doprowadzić swoje pomysły do końca. Bo może i Judym chciał dobrze, ale zupełnie nic mu nie wychodziło. A dlaczego? A dlatego, że cały czas tylko m ó w i ł   i oczekiwał, że inni (kto? Niewiadomo…) zabiorą się za realizację jego pomysłów. Rzecz jasna, poparłam swoje tezy odpowiednimi cytatami, z książki, ale w niczym mi to nie pomogło.

Siadłam, więc wtedy na swoim miejscu, zupełnie niepocieszona, podczas gdy koleżanka z klasy wygłaszała swoje wystąpienie, w którym określała Judyma mianem ,,nowego Prometeusza współczesnego mu świata’’. Dostała piątkę, a nauczycielka, wykazując się pewną dozą złośliwości, rzuciła do mnie:

- Właśnie tak to powinnaś przeanalizować, Biesiada.

Sytuacji opisanych powyżej jest więcej i zdarzają się nagminnie. Moi znajomi (z równoległej klasy) potrafili całą lekcję wykłócać się o własną interpretację wiersza (a potem, jak ja, dostawali niskie oceny).

Więc naszym największym problemem, rakiem, który toczy język polski nie są w tym wypadku lektury, ale niemożność ich twórczej analizy. Uczeń, który nie może wypowiedzieć własnego zdania na temat określonego dzieła, jest uczniem, którego uczy się oportunizmu (i uczniem zniechęconym) – nawet, jeśli jego prywatne podejście do ,,Dziadów’’ albo ,,Kordiana’’ będzie odmienne od klucza, to został już nauczony, żeby tego zdania nie wypowiadać. Bo tak jest bezpieczniej i piątka w dzienniku się znajdzie. Potem dobrze zdana matura i tak dalej…

Z kolei, jeśli sąd na określony temat został już dawno z góry ustalony, to po co się jeszcze nad ,,Dżumą’’ dokładnie zastanawiać? Właściwie, po co ją czytać, skoro w streszczeniu znajdujemy nie tylko fabułę, ale i sam mityczny klucz?

Właśnie – po co?

W ten sposób, dzięki takiemu podejściu polonistów, które – zamiast nagradzać natywność i rozwijać zdolności samodzielnego, kreatywnego myślenia wśród uczniów – podcina im skrzydła, przez klucz, którego nikt nie potrafi zlikwidować, a który za pomocą swoich iście nadprzyrodzonych mocy pokonał samą Szymborską podczas Interpretacji w ł a s n e g o wiersza(!), lektury stają się dla wielu osób tylko niepotrzebnym dodatkiem do gramatyki i epok literackich. Dodatkiem, którym kieruje zada ,,trzech zet’’ – Zakuj, Zdaj, Zapomnij.

A jakie jest wasze spojrzenie na ten temat? Gdzie waszym zdaniem – o ile w ogóle – tkwi błąd w kanonie?

Martyna Biesiada

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.