Ratuj Głuszca
swiat

Koleje naszego losu bywają różne – jednego roku możemy być najpopularniejszą osobą w Towarzystwie (pojmowanym naprawdę szeroko: czy to w klasie, czy to na uczelni, czy zwyczajnie – wśród znajomych), następnego możemy stanowić najgorszą znaną ludzkości persona non grata.

To nagłe przejście od popularności, albo względnej tolerancji (bowiem w końcu nie każdy z nas aspirował albo nie każdy z nas zasłużył sobie na przydomek osoby ,,popularnej’’) do milczącego odrzucenia, albo w najgorszym razie szykanów i plotek na nasz temat bywa bardzo bolesnym doświadczeniem. Znam osoby, które nie potrafią sobie poradzić ze zwyczajną myślą: ,,co powie X na temat mojego zachowania?’’. Zatem, kluczowe pytanie w tym wypadku brzmi: jak sobie poradzić z taką sytuacją? Co zrobić, żeby poczuć się odrobinę lepiej, kiedy świat się na nas obraża?

Oczywiście, najprostszą metodą, którą wskaże nam każdy psycholog, będzie zignorowanie takiego stanu rzeczy. Jeśli z jakiegoś powodu (czasami zupełnie przez nas niezawinionego) nasze otoczenie przestaje nas darzyć atencją, czy zwyczajnie przestanie nas lubić – powinniśmy nie zwracać na to zbytniej uwagi. Powinniśmy się zająć własnym życiem i ciągnąć do przodu ten wóz bez kół (to pesymistyczne porównanie w zupełności odzwierciedla nasz stan umysłu w takiej chwili).

Tutaj jednak napotykamy kolejny problem, a mianowicie swoistą mantrę: ,,łatwo powiedzieć, trudniej zrobić’’. W istocie, w większości przypadków nasza psychika została skonstruowana w taki sposób, że – chcąc, nie chcąc – budujemy własny, wewnętrzny obraz swojego ja na podstawie tego, co myślą o nas inni. Zatem: jeśli większość znanych nam osób będzie twierdzić, że jesteśmy jednostką miłą i sympatyczną, albo atrakcyjną i interesującą, to tak też będziemy myśleć o sobie. Będziemy budować pozytywny wizerunek samych siebie na podstawie zasłyszanych komplementów i wyrazów zainteresowania otoczenia. Będziemy pełni energii, radośni, wszystko (albo prawie wszystko) będzie się nam udawać i ludzie będą do nas lgnąć, niczym ćmy do płomienia świecy.

Jeśli jednak, otaczające nas osoby zaczną twierdzić, że w niczym im nie pomagamy (chociaż może to być zupełnie niezgodne z prawdą), że jesteśmy jednostkami sfrustrowanymi i agresywnymi, że w ogóle nie warto się z nami zadawać – nasza samoocena spadnie, ponieważ będziemy wizerunek samych siebie budować w oparciu o negatywne komentarze innych. Wtedy, zupełnie podświadomie, zaczniemy realizować, wcielać w życie wyobrażenia mitycznego ogółu, osób należących do Towarzystwa – będziemy mrukliwi, niezadowoleni, zastraszeni, sarkastyczni…

Znajomość tych mechanizmów, rządzących naszą psychiką, może nam jednak w tym wypadku pomóc – w końcu, skoro tylko posiadamy świadomość tego, skąd biorą się nasze problemy, co stanowi źródło naszego złego samopoczucia – możemy z tym zacząć walczyć.

Niemniej jednak i tu spotykana jest kolejna ogólnoświatowa (zdawać by się mogło) mantra: ,,poznanie przyczyny problemu, wcale nie likwiduje samego problemu’’. W istocie, jest to często zgodne z prawdą. Zazwyczaj, po dłuższych, lub krótszych analizach własnych uczuć czy zachowań dochodzimy do wniosku, że oto jest, oto znaleźliśmy nasz problem!

Leży on tedy przed nami, jak podany na tacy, a my nie bardzo wiedząc, co właściwie mamy i co możemy z nim zrobić, zaczynamy go oglądać ze wszystkich stron, ażeby w końcu się poddać i go – zostawić.

To błąd, który w takim wypadku nagminnie popełniamy, albowiem świadomość tego, że czujemy się źle (bo Towarzystwo przestało nas lubić) może spowodować sytuację, w której będziemy chcieli się (najczęściej podświadomie) ze wszystkich sił ponownie wkupić w jego łaski. Będziemy się starać być miłymi i uczynnymi jednostkami, ale to nie sprawi nam żadnej radości, bo gdzieś w głębi duszy będziemy odczuwać ich odrzucenie (które nie minie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki) i urazę z tego powodu.

Poczujemy się tylko gorzej.

Prześledźmy zatem, co możemy w takiej sytuacji zrobić, na przykładzie pytania: ,,co powie X o moim zachowaniu?’’ Wbrew pozorom, takie pytanie – i idąca z nim w parze obawa – niekoniecznie jest zagadnieniem tak błahym, jakim się na pierwszy rzut oka wydaje. Jeśli bowiem jednostka X jest odbierana przez nasze otoczenie, jako silna i przebojowa (a więc: przejawia tendencję do narzucania własnego zdania innym, którzy jej się podporządkowują), możemy czuć się zagrożeni negatywną opinią z jej strony. W końcu wielce prawdopodobną jest sytuacja, w której X – stwierdzając, że jesteśmy z jakiegoś powodu źli, dysfunkcjonalni i stygmatyzując nas w ten sposób – przyklei do nas niewidzialną etykietkę osoby, która jest ,,niepożądana’’ w Towarzystwie.

Tymczasem, zamiast wpadać w panikę, powinniśmy usiąść na chwilę spokojnie i zastanowić się nad swoją sytuacją. Po pierwsze, wcale nie jest rzeczą tak pewną, że X zwróci na nas uwagę, więc – do momentu, w którym sytuacja się nie zmieni – nie powinniśmy robić ze swoich imaginacji specjalnej tragedii.

Po drugie, jeśli już staniemy się pretendentem do miana Towarzyskiej persona non grata roku, powinniśmy sobie zadać doprawdy kluczowe pytanie, a mianowicie: czy X jest osobą, która coś znaczy w naszym życiu?

W większości wypadków odpowiedź będzie negatywna. W większości wypadków, rzeczonej pani X nie będziemy nawet lubić. Będziemy jej się tylko bać, bo w końcu jest taka silna, przebojowa, każdy liczy się z jej zdaniem… Słowo-klucz stanowi tu owo każdy. Każdy, a więc ogół, nie musi w tym wypadku – i jak widzimy, nie oznacza – oznaczać nas. Jesteśmy indywidualnością, która odczuwa negatywne uczucia wobec osoby, która postanowiła nastawić innych przeciw nam.

Co z tego wynika? Ano, tylko to, że nie powinniśmy zatem zbytnio przejmować się zdaniem osoby, która nic dla nas nie znaczy. Przerysowując tą sytuację: to tak, jakbyśmy przejmowali się internetowym trollem, który postanowił uprzykrzyć nam życie, wstawiając negatywne, obraźliwe komentarze pod naszym postem, albo pod notką na naszym blogu. Co robimy w takim wypadku? Kasujemy komentarz. Więc, analogicznie – chociaż to zdecydowanie trudniejsze – powinniśmy w rzeczywistym życiu zamknąć się na informacje, które płyną ze strony pani X.

Oczywiście, sytuacja ta jest skomplikowana o tyle, o ile umiejętności oratorskie i siła charakteru omawianej X będzie w stanie przekonać większą liczbę osób, odnośnie tego, że nie należy się z nami zadawać.

Tutaj jednak sprawa wydaje się być bardzo prosta, chociaż może nieco zbyt… konserwatywna w podejściu. Nasi prawdziwi przyjaciele, albo osoby, które naprawdę nas lubią, nie odwrócą się od nas tylko, dlatego, że ogół twierdzi, iż zasłużyliśmy sobie w jakiś sposób na publiczny ostracyzm i potępienie. W końcu, nie bez powodu, stare ludowe porzekadło mówi: prawdziwego przyjaciela poznasz w biedzie.

W tym kontekście, jakkolwiek kuriozalnie to nie zabrzmi, sytuacje w których obraża się na nas cały świat mogą się okazać dla nas… oczyszczające, o ile będziemy w stanie dostrzec pozytywną stronę takiego stanu rzeczy. Takie sytuacje bowiem pełnią rolę symbolicznego sita, które przesiewa osoby warte zaufania (a więc te, które będą w stanie nas wysłuchać i nie odwrócą się od nas w takiej chwili), od osób, które najwidoczniej udawały naszych dobrych znajomych. Względnie – od takich osób, które nie lubiły nas nigdy wystarczająco mocno, aby opowiedzieć się po naszej stronie.

Niemniej jednak, każda sytuacja, w której nagle okazuje się, że jesteśmy na placu boju sami, stanowi dla nas sytuację niesamowicie stresową. Sytuację, w której czasami krok dzieli nas od obwiniania się o zaistniały stan rzeczy.

Warto, więc zatrzymać się w takiej chwili, oprzeć panice, oddalić strach i na spokojnie, z należnego dystansu – przemyśleć taką sytuację. Ale przede wszystkim, należy zadać sobie najważniejsze pytanie: czy, obiektywnie, te osoby, które się od nas odwróciły dla nas coś znaczą? Czy naprawdę zależy nam na ich ocenie? Czy są one nam niezbędne do życia?

Jeśli nie – naprawdę nie ma, czym się przejmować.

Martyna Biesiada

 

Jeden komentarz :) w artykule: ”Kiedy świat się na nas obraża?”

  1. tomasz pisze:

    Bardzo ładnie napisany i przemyślany artykuł

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.