Ratuj Głuszca
katalog

Swoista moda na internetowe portale randkowe systematycznie powraca, niczym rzucony w przestrzeń bumerang – biorąc pod uwagę postępującą cyfryzację społeczeństwa i coraz powszechniejszy dostęp do Sieci, nie należy się temu specjalnie dziwić. Do tego dochodzi sukcesywne zwiększenie tempa życia współczesnego człowieka – zatrudniamy się na kilka etatów, wracamy do domu dość późno, często nie mamy już ani siły, ani ochoty na realizację towarzyskich zobowiązań… W takiej sytuacji komputer – jako zastępcza forma nawiązywania nowych znajomości – wydaje nam się całkiem odpowiedni i wygodny. W końcu nie pochłania naszego czasu w aż takim stopniu, w jakim wymagają tego kontakty twarzą w twarz z innymi ludźmi.

Tymczasem, niewielu z nas pamięta, że portale randkowe mogą się okazać tyleż przydatne, w nawiązywaniu nowych znajomości, co potencjalnie szkodliwe. Spójrzmy, zatem na nie od nieco innej, niż zwyczajowa, strony.

Przyjęło się, bowiem sądzić, że portale randkowe w rodzaju sympatii, dopasowanych czy randkowej, służą poznaniu miłości naszego życia. Praktycznie każda z tych stron oferuje nam wzruszającą i rzewną historię wielkiej miłości użytkowników zwieńczonej – a jakżeby inaczej – wystawnym ślubem (co, do której ostatecznie możemy mieć wątpliwości, czy aby na pewno się zdarzyła, a nie jest zwykłym chwytem marketingowym), która ma nas zachęcić do założenia konta. Innym się udało, czemu nie ma udać się nam?, myślimy.

Praktycznie każda z tych stron wymaga udzielenia odpowiedzi na szereg pytań filtrujących – a to, jaki mamy zawód, czy przeszkadzałby nam rozwodnik z dzieckiem, jakiego jesteśmy wyznania, jaki rodzaj muzyki lubimy, w jaki sposób najchętniej spędzamy czas wolny… Wszystko to ma na celu usprawnienie działania systemu, który z rzeszy zalogowanych kandydatów wybierze nam tego odpowiedniego. A raczej: powinien wybrać.

I tu pojawiają się problemy, ponieważ – jakkolwiek ostro to nie zabrzmi – portale randkowe są formą katalogu z ludźmi. W dodatku, ci ludzie sami do owego katalogu się zapisują, wgrywają tam swoje najlepsze zdjęcia (czasami mocno obrobione w programach graficznych), podają dość szczegółowe informacje dotyczące własnego życia i… czekają. Na cud.

Dla porównania, mili czytelnicy, gdyby ktoś przyszedł do was z dość obszerną książką, na którą składałyby się zdjęcia potencjalnych życiowych kandydatów, wraz z ich życiorysami i informacjami o zainteresowaniach, z pewnością uznalibyście to za coś absolutnie dziwnego. Czemu więc analogiczna sytuacja w Internecie traktowana jest ze zrozumieniem, tolerancją i czasami nawet z zachwytem?

Właśnie ze względu na swoją katalogową naturę portale randkowe – bardziej nawet niż facebook – spłycają relacje międzyludzkie i sprowadzają je do wysyłania szeregu maili do kilkunastu potencjalnych kandydatów na nowego chłopaka, na nową dziewczynę, na pierwszego/drugiego/trzeciego męża albo żonę.

Tymczasem, w prawdziwym życiu musielibyśmy się porządnie namęczyć, żeby nawiązać znajomość chociażby z jedną osobą. Musielibyśmy, przede wszystkim, poświęcić nasz czas na wyjście z domu (a więc wliczamy w to czas wyboru ubrania, ogólne przygotowania, zrobienie makijażu, plus ewentualne wydatki finansowe w postaci kawy, drinka czy chociażby piwa), co już samo w sobie, po kilku godzinach pracy, dla niektórych osób, jest mocno kłopotliwe. Dodatkowo, chyba żadne z nas nie byłoby w stanie zebrać kilkunastu potencjalnych kandydatów na chłopaka/dziewczynę (względnie męża/żonę) w jednym miejscu, by kokietować ich z takim samym wdziękiem, nie oczekując przy tym, że któraś z tych osób poczuje się urażona.

Tymczasem, Internet umożliwia nam taką zagrywkę, cóż, bowiem łatwiejszego, od zerwania mailowej znajomości? Chyba tylko wyłączenie komputera.

Do tego dochodzi również całkowity brak jakiejkolwiek tajemnicy – tak ważny podczas poznawania nowych ludzi – informacje o naszym potencjalnie przyszłym partnerze, w większości wypadków, mamy podane już na talerzu. Nawet nie musimy się wysilać, żeby zadać pytanie ,,a gdzie pracujesz?’’, bo już doskonale wiemy, że wysyłamy wiadomość do team-leadera, albo menagera firmy X, ewentualnie do lekarza chirurgii ogólnej na oddziale dziecięcym w miejscowości Z.

Wyobraźmy sobie, że w realnym życiu, podczas zapoznania z panem (albo panią) Y od razu dowiadujemy się wszystkich najważniejszych rzeczy – miał żonę, ma dziecko, lubi pić aromatyczne espresso z rana i nie lubi kotów. Kocha oglądać japońskie filmy akcji, a ,,Szklana pułapka’’ jest koniecznością na święta. Poza tym, zarabia miesięcznie około trzech tysięcy złotych i pracuje jako internista w przychodni dwie ulice obok.

Pomijając już to, że taką osobę z pewnością uznalibyśmy za dziwaka, mamy tu do czynienia ze swoistym obdarciem z tajemnicy – w końcu powinniśmy dowiadywać się pewnych rzeczy stopniowo. Nie każdy lubi od razu wpadać w wir wyjaśnień opierających się na zasadzie: jeden z moich krewnych był alkoholikiem (informacja natury intymnej), więc dlatego nie piję (informacja potencjalnie zwyczajna). To odrzuca trochę i przeraża.

A więc, portale randkowe, w ostatecznym rozrachunku nie pomagają, ale niszczą; nie symulują znajomości, ale czynią ją czymś zwyczajnym; nie budują w nas dobrych nawyków, ale uczą wybredności; nie sprawiają, że zaczynamy nad sobą pracować, ale uczą stawiania wysokich, często niemożliwych do spełnienia wymagań. Portale randkowe stanowią iluzję wysiłku podejmowanego w celu realizacji marzeń związanych ze stworzeniem stabilnego, dobrego związku. I w ten sposób milcząco, w modny sposób rozgrzeszają tych, którym zwyczajnie się nie chce.

Martyna Biesiada

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.