Ratuj Głuszca
kameleon

Żadne z nas nie darzy ich sympatią. Ci z nas, którzy mieli z nimi do czynienia po dziś dzień drżą z trwogi albo obrzydzenia przed kolejnym Bliskim Spotkaniem Trzeciego Stopnia. O kim mowa? O ludziach-kameleonach.

Kameleony są osobami, które wzbudzają bardzo skrajne uczucia w każdym towarzystwie, w jakim się znajdują – kameleony można albo kochać, albo nienawidzić.

Bardzo łatwo je poznać, chociaż z pozoru niczym szczególnym nie różnią się od osoby przypadkowo spotkanej na ulicy. Ich cechą charakterystyczną jest uwielbienie i afirmacja naszej osoby.

A dzielą się one na dwa gatunki. Pierwszym z nich jest kameleon realny. Spotykamy go, jak nazwa wskazuje, w prawdziwym życiu. Podczas pierwszego okresu naszej znajomości możemy niczego nie przeczuwać – kameleon realny będzie naszą przyjaciółką, albo naszym przyjacielem. Może tylko czasem będzie nam się wydawało, że ta ,,przyjaźń’’ z jego/jej strony jest trochę za mocna i zahacza już o uwielbienie.

Z czasem sytuacja będzie się pogarszać – nasz kameleon nie tylko będzie chodził za nami krok w krok (a więc będzie dążył ze wszystkich sił do tego, aby stać się naszą ,,papużką nierozłączką’’), ale też może, w skrajnym wypadku, posunąć się do patologicznych zachowań znanych nam wszystkim z filmu (albo książki) ,,Sublokatorka’’.

Zatem: jeśli mamy ciemne włosy, a nasz kameleon jest osobą jasnowłosą, to może się ufarbować na nasz kolor (i będzie przy tym oczekiwał, że się z takiego obrotu sprawy ucieszymy); jeśli ubieramy się w jakiś określony sposób, to kameleon może zacząć dokładać wszelkich starań, żeby zdobyć ubrania jak najbardziej podobne do naszych; jeśli jesteśmy fanami Mansona, NIN albo Rammsteina, to możemy ślepo założyć, że nagle okaże się, że nasz kameleon też jest fanką/fanem wyżej wymienionych zespołów. Jest nawet tak wielkim fanem, że może się poszczycić w tym wypadku kompletem świeżo zakupionych koszulek i całą nowo-ściągniętą z sieci dyskografią naszych ukochanych wykonawców. I – oczywiście – będzie kameleon pretendować do miana z n a w c y biografii naszych idoli (najczęściej zaczerpniętej wprost z wikipedii), doprowadzając nas tym samym do szału.

Najgorsze i najbardziej bolesne jest w tym wypadku to, że kameleon będzie powoli i sukcesywnie zajmował nasze miejsce w grupie – będzie się starał pozyskać sobie naszych znajomych, naszych przyjaciół, w skrajnych wypadkach nawet naszych partnerów.

W przypadku kameleona realnego niestety nie istnieje żaden skuteczny sposób ochrony. Najpewniej, dlatego, że jest on najczęściej osobą zaburzoną psychicznie, posiadającą bardzo niskie poczucie własnej wartości i nienawidzącą samej siebie oraz własnego życia na tyle mocno, żeby paranoicznie starać się stać kimś – we własnym odczuciu – fajnym i popularnym, a więc: NAMI.

Możemy, oczywiście, kameleona ignorować. Istnieje wówczas pewna szansa, że się on nami znudzi, albo zwróci swoją uwagę na inną osobę, którą uzna za ciekawszą. Może się jednak zdarzyć i tak, że kameleon realny z naszego ostracyzmu nic sobie nie zrobi i będzie w najlepsze prowadził swoją dalszą egzystencję jako nasz (bezczelny) klon.

Wtedy, rzecz jasna, możemy spróbować kameleona sprowadzić na ziemię, dzięki słownej perswazji, oraz wsparciu przyjaciół. To już może poskutkować, niemniej jednak, takie działanie, często nie daje trwałych rezultatów.

Drugą odmianą ludzkich kameleonów jest kameleon internetowy. W tym wypadku mamy do czynienia z człowiekiem, który wychwytuje każdą naszą aktywność internetową.

Ta historia również zaczyna się całkiem niewinnie – kameleon internetowy zwyczajnie śledzi nasze wpisy na blogu, twitterze, facebooku, albo nasze artykuły i czasem zostawia nawet po sobie ślad w postaci miłego, uprzejmego komentarza.

Kameleona w tym wypadku rozpoznajemy wchodząc na jego stronę – to przeżycie staje się dla nas szokiem. Bardzo często, bowiem (i to jest zarówno smutne, jak i żałosne) odkrywamy, że styl literacki kameleona internetowego w jakiś dziwaczny sposób zaczyna się niepokojąco upodabniać do naszego stylu.

Nagle odkrywamy, że nasze autorskie powiedzonka dotyczące ,,inności/odmienności ludzi’’, zwrotów grzecznościowych, albo ,,mitycznych innych’’ już nie są tak całkiem nasze, ale, że przedyfundowały do słownictwa kameleona (co jest o tyle irytujące, że często styl literacki takiej osoby pozostawia więcej, niż wiele do życzenia).

Ale, taka sytuacja to jeszcze nic – czasami możemy odkryć, że strona kameleona jest praktycznie dokładną kopią naszej, a ktoś sobie bezczelnie buduje poczytność i markę na naszym dobrym imieniu i stylu.

W przypadku tak skrajnej formy kopiowania tego, co właściwie możemy uznać za istotę nas samych (,,pokaż mi, jaki masz styl, a powiem ci, kim jesteś’’), w przypadku zdecydowanie zbytniej inspiracji naszą osobą i tym, co piszemy, możemy dochodzić naszych praw drogą formalną. W końcu ustawa o ochronie praw autorskich i prawach pokrewnych z 1997 roku została stworzona po to, by bronić naszych dóbr intelektualnych.

Trudniej jest jednak w przypadku naszych ulubionych powiedzonek, które kameleon internetowy sobie przyswoił (ach, powinniśmy się wtedy poczuć jak gwiazdy – w końcu ktoś nas naśladuje!) i zaczyna podawać szerszej publice, jako własne. Oczywiście nie jest to karalne, ale ze wszech miar irytujące.

Bo czym innym są dla nas osoby, które lubimy i darzymy sympatią, a które przechwytują kilka naszych ulubionych zwrotów, a czym innym ktoś zupełnie obcy, kto nie potrafi najczęściej sklecić poprawnie stylistycznego zdania po polsku.

Kameleona internetowego, właściwie, poza tym skrajnym przypadkiem plagiatu, możemy z powodzeniem zignorować. Bo kopiowanie naszego stylu literackiego świadczy nie tylko o tym, że my jesteśmy świetni w tym, co robimy, ale też o tym, że osoba, która powiela nasze ulubione zwroty jest osobą dość wątłego intelektu i w dodatku godną współczucia. W końcu, gdyby posiadała, choć trochę talentu w tym kierunku – wymyśliłaby własny znak firmowy.

A wy, mili moi czytelnicy, mieliście już własnego kameleona? A jeśli tak, to jak sobie z nim poradziliście?

Martyna Biesiada

 

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.