Ratuj Głuszca
slub

Czy monogamiczne związki to przeżytek? Czy dziś człowiek jest w stanie stworzyć długoletnie małżeństwo oparte na wierności? Czy nie łatwiej byłoby zaakceptować naturalną skłonność człowieka do poligamii oszczędzając sobie rozczarowań? Na te i inne pytania próbują odpowiedzieć Małgorzata Czarny właścicielka agencji matrymonialnej, ksiądz Tomasz Dudka oraz Paulina Ziemba terapeutka i seksuolog.

„I nie opuszczę cię, aż do śmierci” pełne patosu słowa dziś co najwyżej wywołują wzruszenie, ale chyba nikt nie bierze ich na poważnie. Przysięga jak przysięga, kilka formułek i po wszystkim.

Ks. Tomasz Dudka: Rzeczywiście dziś młodzi ludzie podchodzą do przysięgi w nieco inny sposób. Nieraz zdarzyło mi się na naukach przedmałżeńskich, że kandydaci do ślubu przedrzeźniali słowa przysięgi pytając czy wypowiadać to ze łzami czy Szekspirowskim akcentem. Luźne podejście świadczy jedynie o tym w jaki sposób wielu młodych ludzi traktuje instytucję małżeństwa. Daleki jestem tu od moralizatorstwa, ale proszę spojrzeć jak zaopatruje się chociażby na białą suknię. Niegdyś symbol czystości, dziś ciężarna panna młoda w białej sukni nikogo nie szokuje. Rzeczywiście ślub przestał być wydarzeniem duchowym, ustępując miejsca komercjalizacji.

Paulina Ziemba: Tego stanu rzeczy należy szukać przede wszystkim w uwarunkowaniach antropologicznych. Proszę zwrócić uwagę, że w czasach kiedy propagowano małżeństwa mówiąc kolokwialnie „dośmiertelne” skala życia była stosunkowo krótsza. Jeszcze dwieście, trzysta lat temu ludzie umierali młodo, dlatego też istniało duże prawdopodobieństwo, że kowal biorący sobie Hankę za żonę w wieku 16 lat, dotrzymał umowy, bo rok później zmarła przy połogu, etc. Teraz kiedy spokojnie dożywamy sędziwego wieku życie z drugim człowiekiem spędzenie całego życia u boku jednej osoby bywa prawdziwym wyzwaniem, wymagającym przede wszystkim dojrzałości, a niestety tej jest w nas coraz mniej. Jak powiedział mój przedmówca promując luz dziś mało kto chce być tym dojrzałym, chcemy być elastyczni i swobodni konsumując życie w sposób lekki i przyjemny. Długoletnie związki wymagają ogromnego zaangażowania i wielu wyrzeczeń. Dużo łatwiej niż wypracować kompromis jest po prostu odejść.

 

Każdego dnia obserwuje pani ludzi, którym związki się rozpadły. Pełnych frustracji rozwodników, oraz zamężnych szukających „przygody”. Patrząc na taki obrazek raczej trudno nie ulec defetyzmowi.

Małgorzata Czarny: Faktycznie, wielu moich znajomych zadaje mi pytania typu: „Jak możesz wierzyć w prawdziwą miłość po tym co tu widzisz, albo dlaczego naciągasz tych nieszczęsnych ludzi?” Faktycznie patrząc na to od tej strony łatwo się załamać i przestać wierzyć w miłość, ale ona naprawdę istnieje. Bywa tak, że ludzie od samego początku nie dopasują się do siebie, biorą ślub, zakładają rodzinę, tworzą iluzję. Jednak ta kolorowa bańka w końcu musi pęknąć. Czasem pod wpływem impulsu z zewnątrz, przykładowo spotkania właściwej połówki już po ślubie. Obserwowałam wiele przypadków, nawet wśród seniorów, którzy porzucali małżonków i uciekali w podróż z nowo poznaną osobą, twierdząc że to na nią czekali całe życie.

Nie wierzę w klątwę XXI wieku. Dziś jest wielu młodych, wspaniałych ludzi z pewnością spędzą ze sobą wiele lat. To ani nie kwestia wieku, ani cywilizacji, miłość jest uczuciem, które jest w nas, wymyka się racjonalnym ocenom. Dlaczego jeszcze się nie poddałam? Może dlatego, że z mężem tworzymy szczęśliwe małżeństwo od ponad 30 lat i że na co dzień obserwuje tych, którzy niesamowicie się kochają. Może to zabrzmi idealistycznie, ale każdy ma swoją połówkę jabłka i zawsze ją spotyka, tylko niestety nie zawsze potrafimy ją dostrzec, niektórzy ją ignorują, pozwalają przejść przed nosem, ponieważ karmiczny związek nigdy nie jest prosty, łatwo się zniechęcamy, a o prawdziwą miłość trzeba walczyć, niestety często wybieramy mniej krętą drogę odbierając sobie start na szczęśliwe małżeństwo. W mojej opinii i na podstawie rozmów z setkami dojrzałych małżonków i kawalerów (dziś powiemy raczej singli) każdy raz w życiu spotkał swoją połówkę.

Czy to prawda, że mężczyźni są poligamiczni z natury i nie można wymagać od nich bezwarunkowego przywiązania do jednej partnerki?

Paulina Ziemba: Nie! Absolutnie nie jestem zwolenniczką takich stereotypów, ani tym bardziej propagowania ich w społeczeństwie. Rewolucja seksualna kobiet jaka nastąpiła w latach 60. XX wieku udowodniła, że kobiety nie tylko mogą mieć, ale i mają równe potrzeby seksualne co mężczyźni, czy to oznacza że również powinny kierować się instynktem? Mit żony skupionej na zmianie pieluch dziecku i czekaniu z kolacją na zapracowanego męża odszedł do lamusa. Kobiety są równie wolne w tej sferze co mężczyźni, dlaczego zatem wciąż muszą powściągać swoje libido? Pokutuje pogląd, że kobieta mająca wielu partnerów to ta, która wystawia na szwank własną reputację, za to mężczyzna mający wiele partnerek to macho wzbudzający zazdrość u innych samców alfa. Oczywiście, że mężczyźni są zdolni do wierności w takim samym stopniu jak ich partnerki. To jednak zależy od relacji między bliskimi ludźmi i zaangażowania w związek.

Małgorzata Czarny: W swojej pracy spotkałam wielu rozżalonych mężczyzn, którzy byli zdradzani przez partnerki. Niejeden mężczyzna przez długie lata zachował małżeńską wstrzemięźliwość podczas gdy to właśnie kobieta była skora szukać na boku uciech. Myślę, że panowie są w stanie w takim samym stopniu dochowywać wierności jak kobiety i z mojej obserwacji wynika, że nie jest to zależne od płci.

Pytanie na koniec. Jaka przyszłość w związkach? Czy w całej naszej nowoczesności jesteśmy w stanie zaakceptować własną poligamiczność, oficjalnie prowadzić podwójne życie, proszę zauważyć ile taka jawność zaoszczędziłoby nam złudzeń…

Małgorzata Czarny: Myślę, że zjadła by nas zazdrość. Mówi się, że nie ma miłości bez zazdrości, a czego oczy nie widzą tego sercu nie żal i sporo w tym prawdy. Nie sądzę, że bylibyśmy w stanie zaakceptować świadomość tej drugiej osoby w naszym życiu na dłuższą metę. Być może udawalibyśmy obojętność, ale czy wówczas byłaby to prawdziwa akceptacja takiego stanu?

Paulina Ziemba: Obecnie zmierzamy ku związkom poliamorycznym czyli byciem w dwóch lub więcej związkach jednocześnie. Takie zjawisko często jest obserwowane wśród artystów, ludzi prowadzących ekstrawagancki tryb życia, rzadziej ma przełożenie na codzienne realia, wymaga to bowiem sporego zaangażowania i czasu. Dużo większą popularnością cieszy się tak zwany swinging, czyli wymiana partnerami. Odbywa się to na przykład w gronie czwórki przyjaciół, lub zupełnie obcych sobie osób, poznanych przykładowo przez internet. Jednak takie eksperymenty mogą z jednej strony wzmocnić więź między partnerami, ale równocześnie przynieść odwrotny skutek. Wszystko wymaga pracy nad związkiem. Obie strony muszą nieustannie zabiegać o względy partnera.

Ks. Tomasz Dudka: Człowiek jest zdolny do kochania i stworzony do życia w parze, ludzie potrzebują osoby, która byłaby dla nich wsparciem. „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” wszyscy znamy słowa św. Pawła z Tarsu. Biorąc ślub nikt nie zakłada wizji porażki i całe szczęście bo księża nie mieliby co robić w soboty.

Na tej długiej drodze jaką jest małżeństwo coś prowadzi do kryzysu, gdzieś robi się supeł i to tu trzeba wrócić i go rozplątać, a nie wszystko wrzucać do wora z napisem: takie czasy. W kwestiach miłości od wieków tak naprawdę niewiele się zmieniło.

Szukając odpowiedzi na pytanie czy długoletnia miłość oparta na jednożeństwie ma przełożenie na dzisiejsze realia można odpowiedzieć z czystym sercem: TAK! Wymaga to jednak mówiąc językiem księdza Tomasza Dudki dojrzałości, Pani Małgosi właściwej „chemii”, a oraz jak dodaje Paulina Ziemba ciągłej pracy. Tylko tyle. Aż tyle.

Aneta Bulkowska

 

 

 

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.