Ratuj Głuszca
kewin

Święta bez Kevina to jak święta bez choinki. Od 1990 roku film fabularny w reżyserii Chrisa Columbusa jest jedną z najchętniej oglądanych komedii bożonarodzeniowych w Polsce. Na czym polega fenomen Kevina?

Kevin McCallister jest jedną z nielicznych postaci filmowych, która potrafiła zmobilizować blisko 80 tysięcy polskich internautów do protestowania przeciwko brakowi emisji filmu w zeszłoroczne Boże Narodzenie. Znane na pamięć wątki, oklepane gagi w wykonaniu dwóch infantylnych złodziejaszków (Joe Pesci i Daniel Stern) co roku odżywają na nowo.

To historia niesfornego dziesięciolatka skazanego na wigilijną samotność. Pech chciał, że najpierw zapomina o nim rodzina wyjeżdżającą na Florydę, a potem z powodu zamieszania na lotnisku omyłkowo wsiada do niewłaściwego samolotu przylatując do Nowego Jorku (szczęście w nieszczęściu z kartą kredytową pana McCallistera). Prosta fabuła, typowo hollywoodzki happy end.

 

Analizując film od kuchni od razu zauważamy, że druga część powiela wypróbowany i sprawdzony pomysł To już nawet nie sequel, to autentyczna powtórka z przeniesieniem miejsca z Chicago (dokładniej o30 km na północ od Chicago) do Nowego Jorku. Wyjątkowo inteligentny i sprytny chłopiec zasadza na szelmy pułapki pokazując, że przebiegłość dorosłych ma się nijak do kreatywności dziecka. W tle zaś rodzi się przyjaźń. Gołębiarka, która początkowo wzbudzała strach w dziecku okazuje się wspaniałym człowiekiem i idealnym kompanem w wielkim mieście.

Zarówno pierwsza część jak i druga stała się fenomenem na skalę światową, jednym z najbardziej kasowych filmów rodzinnych. Za wyemitowany w 1992  „Lost in New York” główny odtwórca Macaulay Culkin otrzymał 8 milionów dolarów co jest największą kwotą jaką wówczas dostał 12 latek, stając się tym samym najbogatszym i najbardziej znanym dzieckiem z Hollywood co niestety miało przełożenie na jego późniejsze losy już w życiu prywatnym. Ani Moja dziewczyna ani Richie milioner nie powtórzyli sukcesu Kevin Alone.

Kevin Alone to prosta i nieskomplikowana fabuła. Próżno szukać w niej psychologicznej głębi Felliniego, zawiłości Lyncha. Nie sięga się po niego po raz kolejny by poukładać wątki jak u Johna Malkovicha. A to dlatego, że dobra rodzinna komedia powinna dostarczać rozrywki, a przy tym uwrażliwiać i pobudzać wyobraźnię, a nie zostawiać po sobie metafizyczny niedosyt.

Niemniej ta prostota niesie za sobą przesłanie, nie moralizuje, ale dzieci oprócz przepisu na to jak być cwańszym od dorosłych dostają pod choinkę wielką garść wartości, czym byłby film bez przesłania?

Wyjątkowy chłopiec

Główny bohater, który po wypowiedzeniu życzenia: „Chcę żeby moja rodzina znikła” zostaje sam. Ma dla siebie całą chatę bez 15 osobowej zgrai kuzynów, wujków i brata Buzza (Devin Ratray), który dopiekał mu przy każdej okazji. Białowłosy chłopiec jest autsajderem i na rękę mu samodzielność. Doskonale odnajduje się w nowej roli. Przejmuje obowiązki domowe, chodzi na zakupy, robi pranie (zwalczając przy okazji swój lęk przed potworami czającymi się w pralni), który dziesięciolatek poradziłby sobie w podobnej sytuacji? Kevin naprawdę imponuje swoją dojrzałością i opanowaniem. Ale pomimo świetnej zabawy w końcu dopada go nostalgia. Dostrzega, że w pojedynkę wcale nie jest tak dobrze i tęskni do pełnego gwaru domu, próbuje odwrócić swoje życzenie.

I pomyśleć, że Colombus chciał zostać malarzem. Co byśmy poczęli dziś bez Pani Doubtfire czy kultowych już Gremlinów powstałych w stajni Spielberga. Jak to w życiu czasem nic nie dzieje się przez przypadek. Kolejny człowiek na właściwym miejscu. Oczywiście nie można tu pominąć roli soundtracka. John Williams to fenomen hollywoodzkiego kompozytorstwa. Tutaj maestro wykorzystuje do swoich partytur niesamowity chór dziecięcy poparty dźwiękiem świątecznych dzwoneczków. Do tego filmu podchodzi z ogromnym zaangażowaniem tworząc na jego potrzeby autorskie kolędy takie jak Somewhere in my Memory czy Star of Berhlehem. Można by rozprawiać o  tematach z adekwatną instrumentacją i nieograniczonym warsztatem kompozytorskich możliwości, ale to materiał na oddzielną recenzję. A nazwisko Johna Wiliamsa mówi sama za siebie.

Ale co jest takiego w Kevinie, że nawet po 20 latach powstają nowe recenzje na jego temat , a do miłośników przygód niesfornego chłopca dopisują się nieustannie kolejne pokolenia? Istnieją tak genialne produkcje jak „Zielona mila”, których jednorazowy seans w zupełności wystarczy. Home Alone to film, do którego się wraca z łezką w oku.

W wielu domach do dziś znajdą się kasety VHS nagrywane na magnetowid bezpośrednio z telewizora. Kevin zagościł u nas i gości nim w każdym miesiącu grudniu. I w każdym miesiącu grudniu wprowadza w świąteczny nastrój wraz z kolędami. Szczerość i prostota tematu – bez zbędnego infantylizmu -  ujmują. Bardzo dobrej jakości produkcja z mistrzowską grą aktorską jak i fenomenalną muzyką nie może się znudzić dlatego, że z roku na rok ogląda się go inaczej. Z roku na rok jesteśmy starsi, a dzięki Kevinowi przenosimy się  znów do świata beztroskiego dzieciństwa.

Aneta Bulkowska

Autor wpisu: ag

Komentarzy: 5 w artykule: ”Fenomen Kevina McCallistera”

  1. Radek Sikorski pisze:

    Home Alone, nie Kevin Alone. Star of Bethlehem, nie Berhlehem jesli juz. Artykul na poziomie wypracowania w gimnazjum w dodatku z bledami:/

  2. Nowak pisze:

    Moja corka jest w gimnazjum. Bylbym szczesliwy gdyby pisala takie recenzje i miala tylko tyle bledow ;-)

  3. Emilia pisze:

    A czy czasami oni nie wyjechali do Francji a nie na Florydę???

  4. NBA2K16 pisze:

    NBA2K16…

    Thanks a lot! This is definitely an awesome web page!….

  5. NBA2K16 pisze:

    NBA2K16…

    Very good Web page, Maintain the beneficial job. Thank you so much!….

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.