Ratuj Głuszca
religia

Wrzesień już w pełni, hałas wokół zbyt ciężkich plecaków (od ośmiu do dwunastu kilogramów, jeśli pamięć mnie nie zawodzi) zdążył ucichnąć, młodzież przyzwyczaiła się już – mniej lub bardziej – do szkoły, pierwsze wywiadówki za nami… Warto, więc w tym kontekście odgrzać po raz kolejny stary temat związany z obecnością religii w szkołach. Okazuje się, bowiem, że od czasów, gdy opuściłam licealne mury nie zmieniło się w tym temacie zupełnie nic.

Po pierwsze, uczniowie, którzy na religię nie uczęszczają, mają nieco utrudnione życie przez ,,okienka’’, a więc zmarnowane godziny, które mogliby poświęcić na coś zupełnie odmiennego od siedzenia w szkolnej bibliotece, czy specjalnie wyznaczonej do tego celu klasy. Religię, bowiem, jako przedmiot, wciąż umieszcza się – tak zachowawczo – w środku lekcji, zamiast na ich początku, albo na końcu.

Oczywiście, z punktu widzenia szkoły, takie ułożenie planu zapewnia zdecydowanie większą frekwencję na przedmiocie – wiadomo, uczniowie nie traktują religii tak poważnie, jak matematyki czy chemii, więc często zapominają o niej, jako o swojej pierwszej lekcji (przynajmniej tak było za moich czasów: za każdym razem, gdy religia pojawiała się na początku lub na końcu zajęć, po kilku tygodniach następowała drastyczna zmiana planu. Po prostu uczniowie, którzy zostali na nią zapisani przez rodziców, zwyczajnie na lekcje nie przychodzili).

Po drugie, wciąż brakuje atrakcyjnej alternatywy dla tego przedmiotu. Rzecz jasna, każdy wie, że istnieje coś takiego, jak etyka, ale mało, kto na nią uczęszczał. Dlaczego? Pozwolę sobie posłużyć się przykładem z wywiadówki, na której ostatnio byłam. Wychowawca klasy rzekł, co następuje:

- W tym roku mogą państwo zapisać swoje dziecko na etykę. Lekcje odbywałyby się o 7.15 albo o 15, czyli albo na zerówce, albo na dziewiątej lekcji.

Za każdym razem, kiedy słyszę coś takiego, nieodmiennie odnoszę wrażenie, że dla szkoły zbyt trudne byłoby wygospodarowanie wolnej klasy w godzinach, w których normalnie odbywa się religia. Po to, żeby uczniowie nie zniechęcali się do przedmiotu tylko z powodu godzin, w jakich ma się odbywać.

Z resztą, jeszcze ciekawszym przykładem, jaki poznałam, była propozycja uczęszczania na lekcje etyki do sąsiedniej szkoły(!). Po lekcjach. W piątek o piętnastej. Wiadomo: na etykę nie zapisał się wtedy nikt.

Po trzecie, zdarzają się czasem nieplanowane zastępstwa z jakiegoś neutralnego przedmiotu (polski, fizyka, chemia, itd.), na których do klasy wchodzi ksiądz albo katecheta. Co w takiej sytuacji mają robić uczniowie, którzy nie uczęszczają na religię, a których od progu wita się radosnym ,,szczęść Boże?’’ Czasami zwyczajnie wychodzą z klasy, informując uprzednio prowadzącego lekcje, że na religie nie uczęszczają; czasami zostają na lekcji… Ale jeśli już wychodzą, to ich zachowanie, nawet, jeśli spokojnie siedzą na korytarzu, przeszkadza nauczycielom (wiadomo, uczeń nie może pozostawać bez opieki, nawet na korytarzu), którzy nie potrafią zrozumieć, że śpiewanie kolęd może uczniowi przeszkadzać, ponieważ jest niezgodne z jego światopoglądem albo wiarą, albo z czymkolwiek innym.

Te trzy punkty (chociaż z pewnością znalazłoby się ich więcej) wciąż składają się na subtelną dyskryminację uczniów, którzy na religię nie chodzą. Chociaż wiadomo, potencjalnie nikomu nie powinna przeszkadzać czterdziestopięciominutowa przerwa przed kolejną lekcją (niemniej jednak, po sześciu latach zaczyna być dość uciążliwym marnowaniem czasu). Podobnie rzecz przedstawia się z etyką, jako alternatywą dla religii. Nauczyciele i dyrektorzy większości szkół, zdają się wychodzić z założenia, że jeśli uczeń naprawdę bardzo będzie chciał chodzić na etykę, to zapisze się na nią, choćby miała się odbywać o piątej rano (tutaj jednak, jest wymagana zgoda i chęć udziału w zajęciach większej liczby osób, więc nawet, jeśli niestraszna nam godzina, to i tak istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że etyka i tak nie będzie się odbywać, ponieważ innych chętnych zabrakło).

Może, więc warto byłoby po raz kolejny zastanowić się nad tym tematem. Nawet pomimo tego, że niestety zbyt często stanowi on przyczynek do kłótni pomiędzy katolikami i nie-katolikami. W końcu zawsze powinno chodzić tylko i wyłącznie o dobro uczniów, a sama religia nie powinna być traktowana, jako kolejna lekcja do odhaczenia w planie zajęć i kartkówek. Jeśli powrót do salek przykościelnych miałby jej pomóc w powrocie do dawnej świetności (w końcu przez wiele lat stanowiła ogniwo spajające polaków i stwarzające silne poczucie narodowej więzi i tożsamości w czasach Polskiej Republiki Ludowej), to niech wróci w dawne miejsce. Jeśli wciąż ma być przedmiotem szkolnym – niech nim będzie, ale w tym samym czasie powinna odbywać się etyka dla reszty uczniów. Chociażby po to, żeby nie czuli się gorsi i nie mieli poczucia zmarnowanego czasu.

Martyna Biesiada

 

Komentarzy: 2 w artykule: ”Etyka na zerówkę, religia w środku lekcji, czyli niekończąca się szkolna opowieść”

  1. Pawel pisze:

    Jestem księdzem, prowadzę zajęcia z religii w liceum, a wlaściwie katechezę, ponieważ w zajęciach biorą udzial uczniowie wierzacy. Kiedy jednak wiem, ze ide na zastepstwo od j.polskiego zaczynając na WF kończąc, nigdy nie prowadzę zajęć z religii i nie „indoktrynuję’ tych,ktorzy z wiarą nie mają nic wspólnego. Raczej spędzamy ten czas na rozmowach związanych z tematami, które ich interesują. Jeśli pojawia się temat z życia Kościa, czy związany z wiarą to wynik wyboru uczniów. I nikt w szkole nie jest traktowany gorzej, bo nie chodzi na religię. Również uważam, że etyka jako alternatywa powinna odbywać się z religią o tej samej porze w planie lekcji. A jeśli chodzi o katechezę w budynkach parafialnych. Religia zawsze bya w szkole. Usunęli ją z niej hitlerowcy, później komuniści. Nikt jednak dzisiaj już nie zaprzeczy, że to Kościól zakladal pierwsze uniwersytety i do dzisiaj ksztalci setki tysięcy ludzi na caym świecie.

    Pozdrawiam.

  2. Magda pisze:

    Chodzi między innymi o szacunek dla zasady rozdziału kościoła od państwa. Bezwzględnie lepiej jest, żeby każda instytucja, która chce krzewić swoje idee, robiła to na własną rękę. Polskie państwo jest świecką republiką i nie powinno w żaden sposób faworyzować żadnego światopoglądu ani żadnej religii za pomocą swojej infrastruktury, także edukacyjnej.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.