Ratuj Głuszca
cmentarz

1 listopada to dzień wszystkich tych, którzy odeszli przed nami. W tym dniu odwiedzamy groby, przeglądamy zakurzone albumy. Przy całej atmosferze tego święta warto jednak pamiętać, że choć doskwiera uczucie osamotnienia z powodu utraty bliskich to wciąż są wśród nas żywi potrzebujący naszej uwagi, wsparcia i miłości. Dlatego to święto jest doskonałą okazją by wyciszyć myśli i spojrzeć na swoje życie raz jeszcze, inaczej.

Każdemu odszedł ktoś bliski. Każdy otarł się o śmierć. Taki nasz cykl życia i choć nieraz trudno się z tym pogodzić to jednak nie warto poświęcać tym myślom czasu. Nie warto dłubać w sprawach, na jakie nie mamy wpływu. Warto skupić się na tym, co dzieje się dookoła i przyjrzeć temu, co w środku. Pół roku temu odeszła mi bliska osoba. Ta osoba odeszła z dnia na dzień, niespodziewanie w dość młodym wieku. Pamiętam tę osobę jak dziś, tryskająca entuzjazmem, barwny charakter, nieco dominujący, ale i pełen uroku. Nigdy bym nie pomyślała, że zejdzie z ziemskiego padołu prędzej niż ktokolwiek z nas, takie osoby żyją wiecznie. Jakie było zaskoczenie, gdy w słuchawce rozniosło się ciche: – Nie żyje. Nie żyje, jak to? Niemożliwe! Takie myśli przechodzą przez głowę, kiedy człowiek dowiaduje się o rzeczach absurdalnych i nierzeczywistych. A jednak. Na cmentarzu nie można się było przecisnąć żeby ułożyć kwiaty, składanie kondolencji trwało ponad godzinę, ludzie wystawali daleko jeszcze poza kościół, piękna ceremonia, ksiądz poetycko wspominał nieboszczyka. Były łzy, niezrozumienie i refleksja. Po kilku miesiącach z przysypanego ziemią pagórka znikły jednak wieńce, tliły się ledwie dwa znicze od rodziny. Każdy poszedł w swoją stronę, do swoich spraw, nawet ci, którzy mówili, że bez tej osoby już więcej nie przetrwają ani chwili, ułożyli sobie życie na nowo, nauczyli się iść dalej. Nie ma ludzi niezastąpionych, nie ma, po prostu.

Dzień Wszystkich Świętych nauczył mnie więcej, niż jakieś karkołomnie wbijane do głowy kazania rodziców, nauczycieli, przyjaciół. Ten dzień jak żaden inny poświęcony jest życiu. Uświadamia, że jesteśmy tu i teraz, że nasz czas jest ograniczony do minimum. Może i za sto lat średnia życia wydłuży się o połowę, a może będzie nam dane się nie starzeć. Póki co jednak jesteśmy w 2012 roku i nasze dni są policzone. Kiedy ta osoba odeszła pamiętam, że nie padły żadne słowa obraźliwe, żadne wypominania zaległych spraw. Mimo, iż popełniła wiele w życiu błędów, może więcej niż ktokolwiek z nas to nikt jej tego nie wypomniał, może i o zmarłych nie mówi się źle, a może po prostu pamięta się wybiórczo. Pytanie, które mnie naszło w momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że wszelki wstyd, wszelkie poczucie niższości, jakie tej osobie towarzyszyło, na co dzień nie miało żadnego znaczenia, bo ludzie zwyczajnie w takich chwilach nie pamiętają błędów, mało tego nawet teraz nie dostrzegają, gdy coś nas trapi gdyż są zbyt zaabsorbowani codziennością to, dlaczego tak mało życia w naszym życiu? Całą naszą egzystencję zajmują myśli o tym, co ktoś o nas powie, wciąż staramy się zadowolić szefa, męża, rodzinę. Wciąż staramy się przypodobać, kalkulujemy każdy nasz krok obliczając ryzyko wycofujemy ze wspaniałych planów, żeby kogoś nie urazić, żeby się komuś nie narazić. Czegoś nieustannie się boimy realizując się tylko na pół gwizdka? Pytanie czego? Czy może istnieć większy strach przed czymś niż przed śmiercią? Ale jak pisałam na początku, po co bać się czegoś, na co i tak nie mamy wpływu? Może dałoby się strach zamienić w działanie, smutek w radość. Bo przecież skoro tak mało czasu zostało to i na co czekać? Po co tracić czas na milion zbędnych czynności, które ani nas nie uszczęśliwiają ani nie przynoszą efektów? Kiedy będziemy żyli według własnych potrzeb, według własnego kodeksu? Jutro?

Dzień Wszystkich Świętych, jak co roku jest dla mnie hołdem życia. Uwrażliwia, sprawia że jeszcze pełniej chcę wykorzystywać każdą daną mi minutę, sprawia że już nie czekam na sprzyjające okoliczności, nie przesypiam 12 godzin dziennie, nie wykonuję pracy, która nie przynosi pożytku i która nie prowadzi do żadnego celu, nie wiszę kilku godzin na telefonie plotkując o niczym, nie zarywam nocy dla nudnych książek wybierając te najbardziej wartościowe. Czas jest tak ograniczony, a wciąż nam się wydaje, że jutro, że pojutrze, że za rok… Skąd możemy wiedzieć, że jutro? Co zostawimy dla potomnych, bolesne wspomnienie i politowanie nad sobą?

Jakkolwiek patetycznie i trywialnie zarazem to zabrzmi dzień wszystkich świętych mnie wstać z fotela i iść na spotkanie ze strachem, nauczył mnie przełamywać opór, cieszyć się obecnością bliskich i codziennie mówić im jak bardzo są ważni, nie czekać z ważnymi telefonami do jutra, nie przejmować błahymi sprawami. Nauczył mnie wizualizować życie jak cytrynę i wyciskać z niej ostatnią kroplę. Kiedy w głowie pojawia się świadomość śmierci znika strach przed życiem, jest odwaga by iść przed siebie i robić to, na co wcześniej nie miało się ochoty, czasu, chęci i wiary w siebie. Nie bez kozery łacińskie „Memento mori” od średniowiecza do dziś wywołuje tyle emocji. A co pomyślą ludzie? Nawet, jeżeli się wygłupimy, postąpimy niewłaściwie, zapomną, bo tak naprawdę są zbyt zajęci by się tym przejmować, nikogo to nie obchodzi, co zrobimy z własnym życiem, należy ono do nas. Dla jednych to zwykły komunał, bo przecież realizują się najpełniej, ale dla innych to wciąż odkrywcze i świeże jak powiew morskiej bryzy i raz w roku nie zaszkodzi o tym przypomnieć sobie i niektórym.

Gdyby okazało się, że to ostatni dzień na tej ziemi, że na naszej mapie życia w tym miejscu ktoś postawił krzyżyk, to co byśmy zrobili? Dlaczego nie robimy tego dzisiaj? Nigdy nie jest za późno, żeby się narodzić tu i teraz. Dzień Wszystkich Świętych jest przygnębiającym, ale i pięknym zarazem hołdem życia. Oni już odeszli, my jeszcze jesteśmy po to by zrobić to, na co im nie starczyło czasu, by kontynuować ich „jutro” dzisiaj.

Ana Miler

Jeden komentarz :) w artykule: ”Dzień Wszystkich Świętych”

  1. Adik pisze:

    ckliwy, ale wartościowy tekst. Przejmujemy się rzeczami, które nie mają żadnego znaczenia, zamiast po prostu zacząć żyć, robić to co się kocha. Co nas powstrzymuje? Odpowiedź jest aż nazbyt prosta: MY SAMI.

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.