Ratuj Głuszca
dudeista

Dudeista to współczesny obraz młodego Polaka (wystylizowany na amerykańskiego dudejlamę) odrzucający konsumpcjonizm zachodu na rzecz świętego spokoju. Bikiniści również odrzucali polityczne i społeczne normy, jednak ulegali westernizacji. W latach 50-tych, zachłannie czerpali amerykański styl i zachowanie. Jak zmienia się postrzeganie kultury na przestrzeni lat? Co będzie następne? Bikiniarze to aktywiści, dudeiści epikurejczycy XXI wieku? Co łączy te dwa nurty?

Kilowaty, buty „na słoninie”, fryzura tzw. plereza, którą zakrywał kapelusz, czyli naleśnik – istotna część garderoby, piratki i gołe girlsy – to wbrew pozorom nie strój hipstera. Bikiniarze to pierwsza polska subkultura uprawiana przez młodzież w latach 50-tych i zaciekle zwalczana przez władze PRL-u z powodu kosmopolitycznych ciągot i fascynacji kulturą USA, a także podejrzenie o działanie z ramienia wrogich imperialistów. Choć wywodzili się od amerykańskich beatników, nie odrzucali konsumpcjonizmu, wręcz przeciwnie chłonęli go garściami. Obce im były schematy, kodeksy i normy na ich miejsce wrzucali luz. Kochali jazz i amerykańską kulturę, propagowali ideę anarchistycznego indywidualizmu, nonkonformizmu i swobody twórczej. Wyróżniali się na tle epokowej szarości. Powstał szereg nazw kojarzonych z bikiniarzami, np. w Krakowie mówiono na nich dżoller, chuligan.

„Oczywiście, polski jitterbug był ubogi i nie umyty, prowincjonalna wersja amerykańskiego pobratymca; był śmieszny swą nieprzystosowalnością ani do prawzoru, ani do własnego otoczenia; szył sobie ekstrawaganckie marynary u pokątnych krawców, zamęczał ich pomysłami, których nie rozumieli; obcinał nożyczkami rogi koszul z domów towarowych. Budził lekką odrazę, nawet u tych, którzy go nie zwalczali, ale i jakiś szacunek za swą nieustępliwość, za swą walkę z arcypotęgą oficjalności, za wyzwanie rzucone szarości i zglajchszaltowanej nędzy”, pisał Leopold Tyrmand w Dziennikach (1954r.).

Dzisiaj w opozycji do konsumpcjonizmu stają dudeiści. Świat jest zbyt skomplikowany, żeby go zrozumieć, dlatego najlepiej odrzucić wszelkie starania i płynąć z prądem, przestać się przejmować błahostkami, głosi główne przesłanie dudeistów.

W tym szaleństwie jest metoda

Założycielem i propagatorem dudeizmu jest Oliver Benjamin, były technik komputerowy. Rzucił pracę w korporacji, która przyprawiała go o mdłości, stwierdził bowiem, że życie nie polega na nudnym wklepywaniu logosów do komputera, zaoszczędził pieniądze i wyruszył w 10-letnią podróż dookoła świata. Zwiedził najdalsze zakątki Azji, poznawał mądrość tybetańskich mnichów, studiował opasłe księgi, ale olśnienie przyszło dopiero po obejrzeniu ze znajomymi w jednej z kafejek filmu „Big Lebowski” Produkcja braci Cohen zawarła wszystkie wartości, których długo poszukiwał. Zaczął głosić swoje poglądy stając się dla oświeconych dudejlamą, na zwolenników nie musiał czekać długo.

Kim jest Duda? Dudaista to człowiek, który odrzuca korporacjonizm, z natury jest pozytywnym buntownikiem. Sprzeciwia się nadmiernej eksploatacji swojego potencjału na rzecz sztucznie wykreowanej kultury. Nie uznaje władzy, autorytetów, ale ma silne morale i zasady, których przestrzega. Duda ma przyjaciół, którym jest szczerze oddany i zawsze wyciąga dłoń do potrzebującego bez ich osądzania.

Dudeizm nie jest wynalazkiem naszych dziejów. Nie trzeba studiować filozofii, żeby wiedzieć, że świadome wykluczenie z wyścigu szczurów propaguje buddyzm czy taoizm. Już Heraklit mówił, że wszystko płynie (panta rhei) i nie należy ingerować w naturalny bieg wydarzeń. Poddawanie się siłom natury ma być naturalną postawą człowieka i gwarantem jego szczęścia.

W przeciwieństwie do Bikiniarzy Dudeizm odrzuca konsumpcjonizm, co świadczy o przesyceniu materializmem i dostępem do dóbr, jednak wciąż się buntuje szukając dla siebie drogi ucieczki w zachłannym świecie. Pytanie czy postawy te prowadzą do rozwoju? Zarówno pierwsi jak i drudzy kładą nacisk na rozwój wewnętrzny, pielęgnowanie pasji i angażowanie się w kwestie, które przynoszą satysfakcję. Człowiek po przesyceniu czymś dąży do odrzucenia, następnie ponownie tego pragnie. Taką rotację widzimy, co kilka lat. W latach 50-tych chełpiliśmy się Ameryką, wiernie ją naśladując, teraz odrzucamy jak dziecko, które przejadło się słodyczami. Gdyby nastąpiły czasy kryzysu i powszechnego ubóstwa pewnie znowu biegalibyśmy za marchewką, ale to tylko spekulacje. Wiadomo jednak jedno, dudeiści tak często nazywani leniami czy wręcz życiem na łatwiznę budują szczere relacje międzyludzkie, rozkoszują się chwilą, podróżują i robią to, na co mają ochotę. Nazywamy ich abnegatami, a może są po prostu odważni?

Ana Miler

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.