Ratuj Głuszca
gaga

Pojęcie gwiazda ewoluowało na przestrzeni lat w sposób nieprawdopodobny. Jeszcze do niedawna twórca był kimś, kto miał realny wpływ na postawy swoich idoli, a czasem i sprawy świata, kimś, kto ma coś do powiedzenia, z czyim zdaniem się liczy. Kiedyś “gwiazda” była niedoścignionym ideałem, kimś, kim chcielibyśmy być.

Angelina Jolie w rozciągniętych t-shirtcie, modelki przyłapane w McDonaldzie, Joanna Brodzik upadająca po imprezie przed drzwiami swojego domu, Sarah Connor poszukująca męża przez Twittera, hermetyczny, sztucznie napompowany świat pękł jak bańka mydlana. Z jednej strony jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko ludzi ze szklanego ekranu, jeszcze nigdy nie mogliśmy do swojego idola wysłać wiadomości na facebooku, z drugiej żadna z “gwiazd” i celebrytów nie była tak zwyczajna. Okazuje się, że dziś już wcale Im nie zazdrościmy.

Kiedy Kate Middleton została księżną w sondażu przeprowadzonych na grupie brytyjskiej młodzieży na pytanie: czy chciałyby być na miejscu, dziewczyny odpowiedziały, że nie. Po co to w dzisiejszych czasach cała ta etykieta, biedna dziewczyna, śmiały się. Gdyby zestawić to z rankingiem popularności Księżnej Diany okazałoby się jak bardzo ten stosunek się zmienił.

Są dwa powody aksjologicznej zmiany podejścia do pojęcia “gwiazda”. Pierwszy mówi o tym, że zaglądając do domów, a nawet obserwując w intymnych sytuacjach idoli opadł peniuar tajemniczości. Podświadomy mechanizm, który instynktownie kieruje naszą uwagę i pragnienia w miejsca i sytuacje niedostępne. Sprawia, że kiedy już wiemy, co jest po drugiej stronie zainteresowanie spada, a czasem wręcz przeradza się w niechęć. Czujemy się oszukani widząc, że za kurtyną jest dokładnie to samo, co mamy na co dzień.

Gwiazdy przestały być tajemnicą. Są takimi samymi śmiertelnikami jak my. Z jednej strony pozbyliśmy się kompleksów, z drugiej widzimy, że osoby sławne martwią się kilogramami, wyglądają całkiem zwyczajnie bez makijażu, często nie wiedzą, co powiedzieć, a w talk showach na żywo wręcz tracą cały swój urok, który wykreowali w filmach czy teledyskach spece od PR-u. Dodatkowo fakt potęguje “spoufalanie”. Kiedy gwiazda ubiera się w sieciówce i opowiada o tym, że chodzi w piżamie po domu, staje się bliższa swoim idolom, ale jednocześnie przestaje być kimś, komu zazdrościmy. I tak dochodzimy do punktu drugiego. Poprawa warunków ekonomicznych sprawiła, że zazdrość z powodu wyższego statusu materialnego zwyczajnie znikła. Może nie każdy z nas wybuduje rezydencję na Florydzie, ale przy korzystnym kredycie można kupić nie byle jaki apartament. W tym świetle może się okazać, że gwiazda to nie tylko osoba o jedynie nieco wyższym statusie materialnym, ale dodatkowo osoba, której życie jest dużo bardziej skomplikowane w pejoratywnym znaczeniu, bo każdy jej ruch poddawany jest analizie i miażdżącej krytyce, na co z pewnością nie może narzekać przeciętny anonimowy mieszkaniec Warszawy żyjący wygodnie i ciekawie, ale bez paparazzich czyhających pod domem.

Buława celebrycka

Druga kwestia dotyczy statusu samej gwiazdy i jej stopniowej pauperyzacji. Ciśnie się na usta pytanie o to, kto jest dziś celebrytą, kto gwiazdą, a kim jest sam artysta? Czy możemy porównać dzisiejszych wykonawców i twórców do legendarnych ikon w stylu Marylin Monroe, czy Elvisa Presleya? Możemy. Obecnie mamy ponadprzeciętnych uzdolnionych ludzi, którzy wnoszą swój potencjał, poruszają wyobraźnię tłumu i przede wszystkim mają coś ważnego do powiedzenia. Problem w tym, że jest ich niewielu na tle pozostałych tworów kultury masowej zanikają.

Dziś każdy wrażliwszy odbiorca dostrzega stopniową degradację jakości wytworów, nie chodzi tu o warsztat, ale samo podejście do pojęcia twórczości. Zmiany są dostrzegalne na samym poziomie rewizji kryteriów sztuki i talentu w porównaniu z dawnym statusem ikon popkultury.

Dawniej, aby zaistnieć należało wykazać się talentem i determinacją. Dziś wystarczy być. Obserwując polskie media widać codziennie gwiazdy, które oferują przez kanały na youtube profity za subskrybowanie ich osobistych stron na facebooku. Trudno dziś wyobrazić sobie Boba Marleya, Arethę Franklin, Ray Charlesa, którzy proszą odbiorców o kupowanie ich płyt. Talent przestał być czymś wyjątkowym. Programy takie jak “Idol”, “Szansa na sukces” “Must be The Music” czy wreszcie “Mam talent” pokazują jak wielki w zwyczajnych ludziach drzemie potencjał. Niejeden uczestnik castingu pokonał wokalnie Edytę Górniak pokazując, że talent nie jest już czymś jednym na milion, a dużo częściej występującym, a to czy stanie się źródłem zarobkowania czy też nie zależy od dobrej promocji i odrobiny szczęścia.

Wiesław Grodzic w swojej książce “Znani z tego, że są znani” dokładnie opisuje to zjawisko wyłuszczając medialne twory, które zaistniały dzięki skandalom, medialnym ekscesom w rzeczywistości niemającymi nic wartościowego do zaoferowania.

Istnieją dwa rodzaje celebrytów:

1) autopasożytnictwo – odcinanie się od dawnych dokonań – zasług, osiągnięć, wcześniej zyskanej sławy, jednak spowodowanej jakimiś dokonaniami.

2) Pasożytnictwo na związkach z innymi – osoby przyjaźniące się, spółkujące ze znanymi osobami same stają się znane, lub atak na osoby ważne lub wpływowe.

3 )Są też i tacy, którzy nie mają żadnego dorobku, a jednak ich znamy. Prowadzą blogi o modzie, testują na sobie kosmetyki lub farby przed kamerką internetową i wklejają je do sieci, tworzą swoje własne fanpage na facebooku i co gorsze określają siebie statusem gwiazdy, albo co gorsza “artysty”.

-Lubię Dodę, ale nie chciałabym być nią – mówi Emilia, 16 letnia fanka piosenkarki – poza tym lubię też Marinę, Natalię Lesz i Lady Gagę – jak widać gust jest rozległy, bo i wybór idoli znacznie większy niż jeszcze parę lat temu.

Za parę lat Emilia z pewnością nie wróci do płyt z okresu dorastania, tak jak my pokolenie lat 80′ nie wracamy do Backstreet Boys, czy Spice Girls, bo po prostu się zużyło są już niefajne, przedawnione a jeżeli już to na pewno nie z takim sentymentem jak nasi rodzice do Rolling Stones, The Beatles nie wspominając o Czajkowskim czy wielkich klasykach. Za sto lat tak samo będzie nas cieszyć Yann Tiersen, Hans Zimmer, Pavarotii, ale na pewno nie Doda.

Dlatego dziś status gwiazdora, ikony popkultury nie jest żadną nobilitacją, najwięksi artyści wciąż pracują w cieniu nic nieznaczących utworów literackich bez głębszych przemyśleń i wartości. Wielcy mistrzowie pióra zalegają na półkach niepopularnych księgarń, podczas gdy książki w milionowym nakładzie sprzedaje Kinga Rusin i Katarzyna Grochola, nic dziwnego, że współczesna sztuka (bez rozciągania zarzutu na wszystkich twórców) nie czyni nas bogatszymi wewnętrznie. Ale trzeba jej podziękować gdyż zabiera z nas jarzmo nadmiernej refleksji, samokrytyki i potrzeby zmiany na poziomie mentalnym i rzeczywistym.

Wizja Andy’ego Warhola, wieszczącego 15 minut sławy dla każdego, spełniła się.

 

Ana Miler

 

 

 

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.