Ratuj Głuszca
namiot

Surwiwal jest alternatywą dla miejskiego zgiełku, ucieczką od cywilizacji i próbą przetrwania w dzikich warunkach przy minimum uposażenia. Wielka przygoda dla wymagających, którzy sami lubią organizować sobie wypoczynek. Nie dla nich all inclusive i wczasy pod gruszą. Wygodne łóżko z ochotą wymienią na namiot w środku lasu.

Co roku obserwuje się jak kolejny mieszczuch neofita wymienia GPS na kompas, zapałki na krzesiwo, meble IKEA na karimatę, ceramiczne kubki na menażkę i z zapałem wyrusza w szlak, przez skaliste wzgórza i mokradła, góry i doliny. Co go do tego motywuje a) atawistyczna potrzeba ucieczki przed cywilizacją, b) chęć przeżycia niesamowitej przygody i poddania testowi własnych predyspozycji fizycznych i psychicznych? c) jedno i drugie?.

Surwiwale uczą na nowo umiejętności, które przez naszych przodków były wykonywane od najmłodszych lat. Można powiedzieć, że homo sapiens przeżywa regres, budując dom z gałęzi, rozpalając ogień bez zapałek, łowiąc ryby i polując na zające. W głuchym lesie, w oddalonych kilometry od najbliższej zagrody górach. W miejscu gdzie, gdy kończy się prowiant nie dowożą pizzy, nie ma facebooka, wanny z hydromasażem i lodówki. Pytanie, po co? Po co to wszystko? Jaki bies skłania ludzi do powielania losu Toma Hanksa z bardzo znanego filmu?

- Większość młodych kursantów, którzy wcześniej nie spotkali się z harcerstwem lub organizacjami podobnymi, wybiera nasze zajęcia po uważnym obejrzeniu Beara Gryllsa  – tłumaczy Łukasz Tulej założyciel szkoły Trooley Survival w Warszawie. – Niekoniecznie chcą naśladować te wszystkie szaleństwa, ale przyznaję, że Bear zainspirował wielu młodych ludzi i tu doszukiwałbym się tej popularności surwiwalu. Cieszę się, że mogę pokazać im, na czym polega prawdziwe przetrwanie na szlaku lub poza nim w sytuacjach ekstremalnych. Z kolei starsi uczestnicy szkoleń wracają do czasów młodości. Dla nich wyjście do lasu to taka ucieczka z domu, gdzie pomimo wszystkiego, co przeżyli, nadal dają się zaskoczyć jakimiś traperskimi sztuczkami.

Tomek jest studentem zarządzania i surwiwalowcem, wie jak przyrządzić mrówki i jakie jeść grzyby, nawet, gdy z pozoru wyglądają na trujące, a z których roślin zrobić opatrunek. W każde wakacje bierze plecak, buty trekkingowe i namiot. Może być wszędzie, jedynym warunkiem jest punkt docelowy oddalony od ludzi i miasta.

- Kocham to! Dzięki temu czuję, że żyje – ekscytuje się na samo wspomnienie – Wcześniej jeździłem z rodziną do Grecji czy Egiptu jak wszyscy, bo taka moda na te miejsca, ale zawsze nudziły mnie zaplanowane od początku do końca wycieczki i wylegiwanie się w słońcu, zabawianie przez nienaturalnie uśmiechniętych animatorów. Tu nie muszę się komuś podobać, starać przypodobać, tu mogę być naprawdę sobą. A poza tym – wyciąga album ze zdjęciami – zobacz jak tu jest pięknie.

Uważa się, że sztuka przetrwania należy do grupy tak zwanych sportów ekstremalnych i jest uznawana za spontaniczną działalność rekreacyjną. Surwiwal zielony pozwala na samowystarczalną egzystencję w warunkach przebywania poza cywilizacją, przeciwnie do odmiany miejskiej, gdzie celem staje się działanie samowystarczalne w warunkach metropolii.

- My, jako surwiwal rozumiemy sytuację, która nie powinna się zdarzyć i należy robić absolutnie wszystko, aby nigdy nie dopuścić do sytuacji surwiwalowej – wyjaśnia Łukasz Kotlarek instruktor surwiwalowy i założyciel szkoły Survival Tech w Częstochowie. – Surwiwal jest wtedy, kiedy zaczynają się problemy i różne formy niebezpieczeństwa (to tak jak z pierwszą pomocą – potrafię jej udzielić, ale robię wszystko abym nigdy nie musiał). To sytuacja, nie koniecznie związana z lasem. Zacięcie w windzie jest surwiwalem, wypadem samochodowy jest surwiwalem – zasady i procedury postępowania są absolutnie takie same – nie różnią się niczym. Oczywiście można i trzeba ćwiczyć sytuacje, które wydawać się mogą  surwiwalowymi poprzez ograniczenie ilości sprzętu oraz wyzwania dla siebie (jak w każdym sporcie od tenisa aż po nurkowanie).

Nie bycie bezradnym

Według Krzysztofa J. Kwiatkowskiego głównego przedstawiciela surwiwalowców w Polsce, synonimicznym określenie jest modus vivendi, czyli sztuka życia, sam surwiwal zaś uważa za rekreacyjną, specyficzną formę samodoskonalenia i umiejętnością “nie bycia bezradnym”. Aktywne uczestnictwo w tego typu działaniach uczy zaradności, rozwija cechy psychofizyczne, uodparnia na stres, pomaga przełamać bariery i uwalnia od wewnętrznych blokad.

- Obozy i szkoły przetrwania w takiej formie, jaką teraz możemy obserwować, są tworami współczesnych trendów mody – mówi Łukasz Tulej – Surwiwal, jako kierunek zainteresowań tak szerokiego grona odbiorców, to efekt kampanii medialnych, głównie w TV, choć internet nie zostaje w tyle.

Dalej trudno się nie zgodzić z jego teorią, iż obecnie wzrasta zainteresowania sztuką przetrwania dzieci tych, którzy swego czasu jeździli na biwaki, teraz na nowo odkrywają to, co zabiera im elektronika.

Weteranów – aż ciągnie z powrotem na łono natury. Popularność surwiwalu jako takiego dopiero się zaczyna, mówi.

Czego zatem jako my, dorośli możemy się nauczyć?

- Temat rzeka – mówi surwiwalowiec Łukasz Kotlarek – podstawowa to unikać i przewidywać. To tak jak z samoobroną, jeśli zna pani swoje możliwości to po prostu nie będzie chciała pani przejść w środku nocy przez niebezpieczny park gdyż zdaję sobie Pani sprawę z tego, co może tam się czaić. Warto także wspomnieć, aby wszystko wcześniej przetrenować: rozpalanie ognia określonymi technikami, przygotowywanie pożywienia, uzdatnianie wody – trzeba to ćwiczyć.

Szczególnie przy rozpalaniu ogniska, które bez odpowiedniego sprzętu łatwo wygląda tylko na youtube, śmieje się.

Jak sam mówi istnieje wiele metod otrzymania ognia. Od metod naturalnych jak np. kora brzozy, suszenie traw, gdy jest bardzo mokro można wykorzystać metodę Feather stick – dostania się do wnętrza drzewa oraz utworzenie z niego pewnego rodzaju „pukli” oraz małych wiórków. Możemy także wykorzystywać metody awaryjne jak np. wnętrze kieszeni, koszulka, skarpetki, tampon (łatwopalny element wyposażenia kobiecej torebki, który jest produkcyjnie  zabezpieczony przed wilgocią.

W Polsce surwiwal jest dziedziną, która dopiero raczkuje. Niewiele jest szkół przetrwania oferujących szkolenia z prawdziwego zdarzenia, większość pod ogólnym pojęciem surwiwal zawiera quady, paintball i skoki spadochronowe, choć widać wzrost świadomości w tym kierunku to jest niewiele szkół zajmujących się tą dziedziną profesjonalnie. To nie rodzaj adrenaliny, jakiej dostarcza nam skok na bungee, a jak sama nazwa mówi umiejętność przetrwania w trudnych warunkach, a ściślej powtarzając za Krzysztofem J. Kwiatkowskim – sztuka. Życia poza miastem.

 

Ana Miler

 

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.