Ratuj Głuszca
dziennikarz

Kiedy Grzegorz Miecugow zwieńczył wypowiedzią upadek ambitnej prasy, a nawet całego dziennikarstwa, w dyskursie publicznym zawrzało, a na autora słów posypały się gromy. Czy obarczenie winą za pauperyzację treści odbiorcy jest wystarczającym kryterium rozstrzygającym? Czy naprawdę, jak mówi Miecugów idiociejemy, czy to raczej media próbują zrobić z nas idiotów?

Idiota to pojęcie pejoratywne i obraźliwe. Miecugow określa tym mianem odbiorców treści nadawanej przez media, ogólnie mówiąc nas wszystkich i po części samego siebie, ale czy słusznie? Tu na dowód przywołuje kwestię programu publicystycznego, który przerwano, by wyemitować konferencję prasową Krzysztofa Rutkowskiego w sprawie małej Madzi. Takie sytuacje to nie rzadkość i rozciągają się na całą sferę medialną. Nie przypadkowo programy traktujące o literaturze, historii czy kulturze znikają z anteny, a inteligentne i ciekawe programy przesuwane są na godziny, w których większość Polaków już śpi, bo rano musi wstać do pracy. W całym tym infotainment słyszy się jednak ciche wołanie wymagającego undergroundu. Nie tylko wykładowcy akademiccy czy znawcy prasy domagają się lepszych programów, również przeciętny odbiorca zauważa, że coraz częściej serwuje mu się papkę. „Kuchenne rewolucje” przyciągają przed ekrany średnio 1,46 mln osób, co przekłada się odpowiednio na 15,45 proc. oraz 20,24 proc oglądalności. W tym czasie następne miejsca zajmują: TVP1, nadająca wtedy “Sprawę dla reportera”, co daje jej 20,24 proc. udziału. Polsat (“Hotel 52″ i “Przyjaciółki”; 16,40 proc. udziału), a czwarta – TVP2 (“Paradoks”, filmy fabularne; 7,37 proc.). Z kolei wśród widzów w grupie komercyjnej TVN jest liderem. Na drugim miejscu znajduje się Polsat (16,65 proc.).

Dla porównania ambitny projekt Teatru Telewizji na żywo, który ruszył kilka miesięcy temu zostaje wycofany. O ile „Boska” z Krystyną Jandą przyciągnęła sporą widownie, o tyle kolejne edycje przyniosły „Jedynce” straty. Obecnie trwa łatanie budżetu. Do dziury wrzuci się – z całą pewnością wiadomo już – „Wybieram Teatr”, czyli cykl zaproszeń do Teatru Telewizji. Kultura nie opłaca się telewizji.

- Kiedy przychodzę z pracy nie mam ochoty oglądać wymagających programów, od rana do wieczora prowadzę rozmowy z klientami, dbam żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik, dlatego wieczorem lubię bezmyślnie popatrzeć w telewizor, nie myśleć o niczym, tak się relaksuję – mówi Kamil Socha, właściciel firmy budowlanej.

Może to właśnie odpowiedź umysłu kolektywnego i warto ją wziąć pod uwagę przy kategoryzacji programów. Może rzeczywiście telewizor czyni rolę „odmóżdżacza”, a jego misja została dawno zaniechana na rzecz rozrywki, a doszukiwanie się w nim roli edukatora to mrzonka dla naiwnych. Na pocieszenie istnieje jeszcze prasa, która z założenia realizuje etos. Sprawdzamy rankingi.

Opiniotwórcze czy odtwórcze?

Według „Wirtualnych mediów” zaledwie w samym czerwcu 2012 roku dwutygodnik „Show” odnotował sprzedaż ponad 411 tys. egzemplarzy, „Party i życie gwiazd” niewiele mniej, bo aż 407 tys., dla porównania tygodnik, „Newsweek” w samym lipcu odnotował 129 tys., a “Rzeczpospolita” niecałe 78 tys. Trochę lepiej wypada “Gazeta Wyborcza” – 240 tys., nie jednak na tle „Faktu” – 360 274.

Co sprawia, że masowo idziemy w kierunku tabloidyzacji?

- Dziś marząc o wysokim nakładzie nie sposób uciec od dużych zdjęć, pikantnych lidów, krzykliwych tytułów czy krótkich trzy, czterozdaniowych akapitów – mówi Aleksander Kalański, były dziennikarz redakcji Faktu i Super Ekspresu.

Dodaje też, że kiedyś praca w tabloidzie była czymś hańbiącym, dziś różnice zaczynają się zacierać za względu na dramatyczny spadek czytelnictwa.

- Pamiętam jak wielkie oburzenie wywołał “Testament Prezesa”, czyli porady dla dziennikarzy “Super Expresu”, jak powinni pisać artykuły. Do dziś brzmi mi w uszach zdanie “90 procent społeczeństwa nie śpiewało Gaudeamus i te osoby także mają prawo do informacji” – wspomina.

Kiedyś jako były pracownik Super Expresu był oburzony takim definiowaniem rzeczywistości, dziś jak mówi realia przekroczyły chyba nawet ogromną wyobraźnię samego Grzegorza Lindenberga: „Moim zdaniem największym problemem nie jest próba zdefiniowania mediów na tzw. “brukowce” i opiniotwórcze, lecz chory system i przerażająca świadomość, że dziennikarzem może zostać każdy”.

Dziennikarz na garnuszku

Czy to oznacza, że dziennikarze powinni się poddać? Coraz częściej sami stają się rzemieślnikami wykonującymi zlecenia właścicieli mediów – ludzi niemających z dziennikarstwem wiele wspólnego. Były redaktor wspomina też, że dziennikarze coraz częściej wybierają pracę w prasie brukowej ze względu na zarobki, które są kilkakrotnie wyższe, niż te w opiniotwórczych dziennikach. Do tego dochodzi coraz popularniejsze dziennikarstwo internetowe, w którym młodzi reporterzy-amatorzy sprzedają newsy po dumpingowych cenach. Zaledwie kilka miesięcy temu poruszenie wywołało zwolnienie po 17 latach z Gazety Wyborczej znanego fotoreportera Wojciecha Olkuśnika, w wywiadzie dla Natemat.pl tłumaczy: „Zdjęć reportażowo-newsowych, takich jak ja robiłem, tak naprawdę nie potrzeba. Jeżeli gdziekolwiek, to potrzebne są do Internetu. Ale w Internecie płacą pięć złotych za zdjęcie”,

Obecnie w żadnej redakcji prawie nie uprawia się dziennikarstwa śledczego, ponieważ utrzymanie reportera przez okres zbierania materiałów to ogromna finansowa strata. A przecież to dziennikarz śledczy jest detektywem tropiącym afery, korupcje i oszustwa, bez tego dziennikarstwo staje się newsowe, a do tego dochodzi coraz krótszy deadline niepozwalający nawet na przeanalizowanie przekopiowywanych notatek. Czy w dobie tych argumentów dziennikarze są w ogóle winni? Nawet chcąc realizować etos i dostarczać mądrych, wartościowych treści sami stają się w tym wyścigu o ranking sprzedaży ofiarą.

Konkludując nasuwa się opinia: to nie widzowie, czy czytelnicy idiocieją, tylko ci mądrzy dziennikarze odchodzą od telewizji zostawiając tych i tak niezbyt wymagających właścicieli. Równie duże prawdopodobieństwo, że i czytelnicy wykazują pokłady zdrowego rozsądku przechodząc do Internetu, gdzie samodzielnie selekcjonują treści, odchodząc od przypominającej coraz częściej tylko z nazwy gazety.

- Nie nastawiam się na mądre programy w telewizji – dodaje Kamil Socha – od tego jest Internet, albo dobra książka, ja chce się tylko odprężyć na 1-2 godzin.

Jak pisał Gombrowicz : “Nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę (…). Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki”, oby nie miał racji.

Ana Miler

 

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.