Ratuj Głuszca
brak-podgladu-600

Wydawać by się mogło, że ludzie nie są chętni do spacerowania po górach w upale, że dzieci nie chodzą latem do szkoły więc na szlakach nie spotka się żadnej szkolnej wycieczki, wreszcie, że trasa po Tatrach do łatwych nie należy, a na szczyt wchodzą tylko najwytrwalsi. Tymczasem Giewont nawet w upalnym lipcu jest oblegany przez rzesze turystów, wśród których są zarówno małe dzieci jak i emeryci. Giewont jest jednym z najbardziej popularnych miejsc w Polsce. Masyw przypominający śpiącego rycerza od wielu lat jest symbolem Zakopanego. Niemal każdy turysta zaczynający swoja przygodę z Tatrami marzy o zdobyciu tego szczytu.

 

Legendy o Giewoncie

 

To za sprawą legend Giewont stał się miejscem magicznym. Jedna z nich głosi, iż dawno temu na Ziemi żyły olbrzymy. Jednym z nich był właśnie Giewont, który uratował życie królowi państwa polskiego. Za ten czyn król obdarował go tytułem rycerskim i prosił by bronił południowych granic kraju. Olbrzym zgodził się, strzegł granicy i odstraszał obcych. Dla wielu przeciwników był niepokonany.

 

Wróg wpadł więc na pomysł by odnaleźć najpiękniejszą dziewicę i jej powierzyć zadanie omamienia olbrzyma i uśpienia jego czujności. Tak też się stało. Giewont zakochał się i zapragnął spędzać z niewiastą swój czas. W końcu ta powiedziała mu prawdę o podstępnie. Był to dla olbrzyma wielki cios, położył się między szczytami gór i rozmyślał. Widząc spadającą gwiazdę wymówił życzenie – chciał nie czuć żalu, mieć serce z kamienia. Jednak gwiazdka nie zamieniła w kamień jedynie serca a go całego. Był to znak, że kto ma serce z kamienia, cały w kamień się obraca.

 

Inna legenda głosi o zaklętym wojsku. Ponoć w Tatrach w podziemnych korytarzach Giewontu śpią rycerze, którzy wyjdą kiedy nastaną złe czasy. Tę wieść przekazał ludziom kowal Kuba. Pewnego razu przyszedł do niego starzec z prośbą o podkucie koni. Mężczyźni ruszyli w stronę Giewontu. Szli długo aż wreszcie stanęli przed jedną ze skał a ta się rozsunęła. W środku spali rycerze. Wtedy starzec powiedział Kubie, że wojsko obudzi się i pomoże ludziom gdy zapanuje zło, krzywda i niesprawiedliwość. Kuba podkuł konie, odebrał zapłatę i wrócił do wioski by opowiedzieć o wszystkim góralom. Nigdy jednak nie udało mu się ponownie dotrzeć do groty.

 

Wyprawa w Tatry

 

Widok z Krupówek na Giewont zapowiada długą wyprawę. Krzyż ustawiony na szczycie, dla ludzi w centrum miasta jest wielkości paznokcia. W godzinach porannych, otulony jeszcze gęstą mgłą, robi wrażenie trudnego do zdobycia.

 

Wyruszyliśmy z centrum do Kuźnic. Szliśmy godzinę, a to dopiero kawałeczek trasy jaką wyznaczyliśmy sobie na ten dzień. W Kuźnicach zaczyna się kamienista droga oznaczona kolorem niebieskim. Choć trasa wznosi się równomiernie i nie jest stroma, wygodne buty są tu obowiązkowe! Na tym odcinku mobilizacją byli inni turyści, zwłaszcza małe dzieci, które mijały nas jedno za drugim. Nikt nie chciał być słabszy od 6-latka!

 

Dochodzimy na Polanę Kalatówki. Dookoła wznoszą się piękne, skaliste góry. Słońce skrywające się za chmurami oświetla pojedyncze ich partie. Widać wyciąg na Kasprowy Wierch. Trasa na kolejną polanę – Kondratową, wymaga większej sprawności fizycznej. Proszę się nie zniechęcać! Na tym właśnie odcinku spotkaliśmy starsza panią, która podpierając się o kule wchodziła po stromych, kamienistych schodach! O ile spacerujący po górach emeryci mało nas dziwili, to już w wyższych partiach gór, gdzie droga była męcząca, a momentami niebezpieczna, na ich widok byliśmy pełni zdumienia.

 

Przepraszam za pytanie, ale ile pani ma lat? – zapytał mój przyjaciel. Widząc zdezorientowanie starszej pani, zaczęłam tłumaczyć, że jesteśmy pełni podziwu, że zdecydowała się wyruszyć w taką trasę. Sami dochodząc do tego miejsca byliśmy już zmęczeni. – Mam 90 lat – powiedziała z dumą i podziękowała za słowa uznania. Dodała, że często wychodzi w góry, cieszy się, że zdrowie jej dopisuje. Zapytana przeze mnie o zmęczenie, powiedziała że ciąży jej tylko jedzenie, które niesie w torbie przewieszonej przez ramię. Nie pozostało nam nic innego, jak życzyć pani jeszcze więcej zdrowia i ruszyć dalej.

 

Na Polanie Kondratowej ludzi było sporo. Do tej pory trasa była znośna, dopiero za schroniskiem zaczynała się prawdziwa wspinaczka. Nie bez powodu nazwano ją Piekłem. Ścieżka jest kręta i prowadzi stromo pod górę. Z dołu dobrze widać jaka jest długa i kręta, oraz jak mali są ludzie znajdujący się na jej końcu.

 

Na tym odcinku niejednego dopadał kryzys. Ale są turyści, którzy wzajemnie się mobilizują. – Na górze czeka zimne piwo! – krzyczał jeden mijając nas odpoczywających. Na szczęście ścieżką spływa niewielki strumyk. Nie było osoby, która by przeszła obok z obojętnością. Zimna woda była prawdziwą ulgą dla ludzi spacerujących w upale.

 

Giewont jest nasz!

 

Wiele osób, które już zdobyło Giewont przestrzegało przed długa kolejką, w jakiej trzeba stać by wejść na wierzchołek. Owszem, było sporo ludzi, ale wszystko szło sprawnie i nikt nie musiał czekać na swoją kolej. Wspinaczka po łańcuchach nie była męcząca, trudność sprawiały tylko śliskie skały, po których ślizgali się nawet ci w butach trekkingowych. Z tego powodu część turystów nie wspinała się dalej pozostając na Kondrackiej Przełęczy.

 

Na szczycie siedziało dużo ludzi. Co chwilę ktoś robił sobie pamiątkowe zdjęcie pod krzyżem. Postawiony tam w 1901 roku, liczący 15 metrów wysokości i 11 szerokości, był celem naszej wyprawy. Jeszcze parę godzin temu był maleńkim punktem oglądanym z miasta. Teraz mogliśmy dotknąć jego konstrukcji.

 

Z góry oglądamy Zakopane i całe Podhale, z drugiej strony wysokie Tatry. Te piękne, wręcz nie do opisania widoki, to niesamowita rekompensata za wysiłek. „Są takie miejsca na ziemi, gdzie najcenniejsze milczenie”- pisał Aleksander Wojciechowski. Giewont z pewnością do takich należy.

 

Daria Cygan

Autor wpisu: ag

Wypowiedz się

Musiszsię zalogować aby dodać komentarz.